przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

STARZENIE SIĘ

Wydaje mi się, że już mam coś do powiedzenia na ten temat. Wiem, że są starsi - ale oni starzenie się rozpatrują pewnie już pod innym kątem. A mnie problem starzenia fascynuje od dawna.

Na starzenie trzeba spojrzeć z dwóch stron. Starzenie biologiczne (metrykalne) i psychiczno-witalne.

O ile biologiczne jest jakby poza zasięgiem - można spowalniać efekty, ale wiadomo...
O tyle starzenie od strony psychiki i siły witalnej jest możliwe do kontrolowania - o ile wiek biologiczny już nie uniemożliwia.

Mam sporo kolegów starszych ode mnie psychicznie - i mogę obserwować mechanizmy jakie na nich działają.

Młodość to przede wszystkim ruch.
Jak coś się rusza to żyje. Jak się dłużej nie rusza, to chyba już nie.

Ruch ma tę przypadłość, że się nudzi. Niektórzy twierdzą, że męczy. Jestem innego zdania. Dzieci, mimo, że do pełni sił im daleko, ruszają się intensywnie. Ludzie w kwiecie wszelkich sił (20-40 lat) ruszają się zdecydowanie mniej - bo większość ruchów jest już im dobrze znanych i nie widzą w tym żadnej atrakcji.
A o atrakcję chodzi - bo przecież bardzo męczące a atrakcyjne ruchy frykcyjne jakoś są ciągle w centrum zainteresowania.

Stawiam tezę, że starzenie się to proces postępującego zblazowania wobec życia.

Widzę, jak z coraz większą pogardą patrzą trzydziestolatkowie na wszelkie formy aktywności, które nie przynoszą im wymiernych korzyści lub przyjemności. Żeby ruszyć dupę taki trzydziestolatek musi mieć już coś na oku. Czasem tylko bezinteresownie stać go jeszcze na zabawę w dobrym towarzystwie (ale z każdym rokiem mniej).
Jest pewna grupa fascynatów ruchu dla kondycji - ale to też gówniane rozwiązanie - bo tą kondycję wykorzystują tylko po to, żeby znowu się ruszać dla kondycji (albo dla realizacji jakiś swoich korzyści) - a nie po to żeby żyć pełnią.

Nie wiem czy bardziej żałosne, czy śmieszne jest popadanie w depresję z powodu osiągniętego wieku. Trzydziesto-, czterdziestolatkowie robią bardzo dużo, żeby się przedwcześnie zestarzeć - a jednocześnie rozpaczają nad kolejnymi okrągłymi urodzinami.
Bo tak naprawdę dopóki wiek nie poczyni spustoszeń w zdrowiu - można się uważać za w pełni młodego. Bo to, że wygląd już nie taki, to żaden powód czuć się starzej - znam wielu brzydszych od siebie, a oni muszą jakoś z tym żyć i nie uskarżają się na swój wiek (najwyżej na urodę).
Wiek biologiczny przeszkadza właściwie w jednym - w nowych podbojach erotycznych. Cała reszta jest niezmienna.

A kwestia kondycji na różnych polach jest efektem aktywności lub jej braku. Mam 54 lata i do tej pory ani razu nie musiałem rezygnować z czegokolwiek w życiu z powodu swojego wieku.
Kiedy nie wiem, czy mi się chce - raczej przyjmuje, że mi się chce. Kiedy bardzo mi się nie chce ruszyć dupy stosuję zasadę „tak mi się nie chcę, że aż to zrobię”.
I ciągle się przekonuję, że mój brak chęci był nieprawdziwy - bo gdy tylko zacznę już coś robić to czuję, że jednak chcę. A gdybym odpuścił to tkwił bym w przekonaniu, że naprawdę mi się nie chciało. I po kilku latach takiego braku aktywności rzeczywiście męczyło by mnie wszystko. I bym płakał, że już jestem stary.

Każdy wiek jest atrakcyjny jeśli spojrzeć na to z właściwej strony.
Ja też przeżywałem kryzysy psychiczne z powodu wieku.
I kiedy byłem w takim kryzysie zdarzyło mi się siedzieć z osobą starszą o 15 lat (a podziwianą przeze mnie). W pewnym momencie tenże (bo to facet) spojrzał na mnie i powiedział: „Jak ja bym chciał mieć tyle lat co ty!...”
I dotarło.
Faktycznie - kiedy będę miał tyle lat co mój rozmówca, to będę tęsknił do wieku w którym akurat jestem!
No to na cholerę się załamywać swoim wiekiem - kiedy można właśnie jak najlepiej wykorzystać ten wiek, który za 15 lat uznam za cholernie atrakcyjny. To już teraz uznaję go za atrakcyjny! A za 15 lat uznam za atrakcyjny wiek w którym akurat będę - bo przecież zawsze można mieć więcej.

„Życie jest śmiertelną chorobą przenoszoną drogą płciową”.
Wszyscy jesteśmy na to chorzy i wszyscy skończymy marnie - niezależnie od wieku w którym każdy z nas jest.
Ale w międzyczasie może być fajnie. Bardzo.



   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

podpis: owsik
Przeczytałem i zrozumiałem. Zgadzam się :)

podpis: wronka
Władek, Ty masz serce! ;)

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Ja też się Magda zdziwiłem :)
Według mnie winę za to ponosi po pierwsze społeczeństwo - lansujące mody na młodych, pięknych, jednocześnie zapominając o tym, że powyżej powiedzmy 30-lat to jeszcze żaden wiek (z pierwszej ręki wiem).
A po drugie zaś robimy to my sami - pozwalając żeby zycie przeciekało nam przez palce, marnując czas, ganiając za pieniędzmi a wolne chwile spędzając przy telewizorze. Natomiast mało kto jest w stanie mieć odwagę twierdzić otwarcie, że przy dzisiejszej medycynie, wciąż wydłużającej się średniej życie - to i 55 lat to również żaden wiek jest.
No ale to się źle rymuje ze współczesną popkulturą gdzie gwiazdy muszą być młode i piękne (inna sprawa, że je stać na lifting). I zapominamy że np. taki Louis de Funès karierę aktorską rozpoczął dopiero po 40-tce. Czyli nie od wieku to zależy tylko od tego jak my sami na siebie patrzymy i czy chcemy działać!

podpis: Agnieszka
e-mail: sagniecha@gmail.com
Słyszałam kiedyś tezę, że człowiek ma podobno nie tylko płeć biologiczną, ale także płeć mózgu. Z wiekiem jest pewnie podobnie.
Wiek biologiczny ma na pewno znaczenie - nabyte doświadczenie, mądrość, itd. Ale nie można twierdzić, że wiek biologiczny wiąże się nierozerwalnie z wiekiem naszego wnętrza.
Dla mnie wiek biologiczny nie ma znaczenia (nie mam na myśli szacunku do osób starszych od siebie, choć to także nie zależy od wieku, ponieważ każdemu człowiekowi należy się szacunek).
"Piękno to jest to, co jest w środku człowieka". Jeśli ktoś ma piękne i młode wnętrze, to nie ukryje tego nawet, jeśli skończy 80 lat.
Może nie pamiętam meczu Polska-Argentyna z 1984 roku, ale czy to oznacza, że nie będę nadawać na tych samych falach, co osoba starsza ode mnie o 30 lat? Oczywiście, że będę, ponieważ przyjaźnię się z ludźmi w różnym wieku "biologicznym".:)
Wychodzi na to, że niektórzy nie mogą znieść starzenia się, a ja nie mogę znieść ludzi, którzy traktują mnie lekceważąco, bo jestem od nich młodsza. A tych, którzy inteligencję człowieka uzależniają od jego metryki nie będę nawet komentować (ale to akurat nie dot. autora strony;))
Pozdrawiam:D

podpis: Rena
Niezłe. Poproszę męża, żeby też przeczytał:)

podpis: Ag
e-mail: agb_j@wp.pl
Nie rozumiem tylko jednego: dlaczego TAKIEMU FACETOWI wiek miałby przeszkadzać w podbojach erotycznych.

podpis: Kordyt
Kurcze - uwierzyłem Ci! Nie chciało mi się, ale pobiegłem do sklepu, kupiłem samochodziki (resoraki) i próbowałem się bawić. NIE UMIEM!!! Co robię nie tak?

A może nie chodzi o to aby się nie zmieniać, tylko o to aby umieć się pogodzić z tym, że wszystko żywe ulega zmianom. My też. Czasem to nawet powód do dumy. Czy to nie siwa głowa jest symbolem doświadczenia, rozsądku i równowagi? Jakiż niesmak we mnie budzą frywolni i nieroztropni 100-latkowie krzyczący całym swoim jestestwem: PATRZCIE - DUCHEM JESTEM MŁODY, TYLKO CIAŁO MAM ZWIOTCZAŁE! O JAKI POTRAFIĘ BYĆ GŁUPI I SZALONY!!!
O czym to ja miałem pamiętać...? A... najpierw rozpiąć, potem sikać... Szlag by trafił!

podpis: S.
Nie wierzę Ci jak borsukowi!
Nie kupiłeś resoraków. Nie próbowałeś się nimi bawić. Zełgałeś i pytasz co jest nie tak?
To jest nie tak - że młodość to nie są desperackie próby popisywania się wigorem ani demonstracyjny luz. Młodość to odporność na życiowe prawdy - jakiekolwiek one są. Życiowe prawdy są kupą stereotypów podpartych zblazowaniem. A Ty mi tu te prawdy lansujesz. Ha!

podpis: Kordyt
"Młodość to odporność na życiowe prawdy..." No, śmiem wątpić czy to zaleta. Rozumiem i zgadzam się, że niektóre stereotypy należy poddawać weryfikacji, ale niekoniecznie jest to domena młodości. Coś trzeba wiedzieć by w coś wątpić. Tak, zgoda. Ale zupełna odporność bywa zgubna i głupia: "pies pewnie nie gryzie", "skok z dachu na... no, wiadomo na co - niczym nie grozi", "niewypały nie są szkodliwe dla zdrowia" itp. Sądzę, że empiryczne poznawanie wszystkich cudów tego świata to ponowne odkrywanie prochu - strata czasu, i narażanie się na nieprzyjemność. Permanentna kontestacja wszystkiego zakrawa na infantylizm (wiek buntu).

- Jasiu nie gmeraj w gniazdku bo cię prąd kopnie!
- Pieeerdzielenie... Auuuua!

No trochę trzeba ludziom ufać. A Ty uwierzyłeś od razu, że Ziemia jest okrągła czy sprawdzałeś?
Z ostatnim Twoim stwierdzeniem nie polemizuję bo zaczepne, a bez uzasadnienia.

A resoraka kupiłem. Udawałem, że kupuję dla dziecka - he, he. Może kiedyś Ci pokażę bo ładny. Zełgałem tylko, że Ci uwierzyłem. Reszta - prawda.

podpis: S.
A Ty mi znowu przeinaczasz.
Odróżnij prawdy od prawd życiowych. Prawdy życiowe to te w rodzaju "wyżej dupy nie podskoczysz". Co daje powód żeby w ogóle nie próbować podskoczyć. Żeby bez korzyści nie zrobić nic. Żeby w obliczu najmniejszego ryzyka niepowodzenia rezygnować z aktywności.
I to właśnie jest domena starości niezależnie od wieku. Bo młodość wciąż wierzy, że warto.
Czy mi się wydaje, czy z uporem starasz się nie zrozumieć tego co napisane...?

podpis: Kordyt
No, zrugałeś mnie, że nie odróżniam "prawd" od "prawd życiowych" i poczułem się zrugany.
Przejrzałem teksty jeszcze raz (gdzie ten podział) - nie znalazłem. Ale przyjmuję, że przeoczyłem albo, że pownienem się domyślić. Zgoda - mea kulpa. Mam tylko nadzieję, że nie zmieniasz reguł w trakcie i nie uzupełniasz teorii na bieżąco.
Ale zaraz - może "prawdy życiowe" też mają jakąś wartość, może nie należy ich z założenia kontestować? I teraz to się dopiero pokitwasiło no bo czytam:

"Życiowe prawdy są kupą stereotypów podpartych zblazowaniem. A Ty mi tu te prawdy lansujesz."

Hmmm - bez urazy - ale to Ty formułujesz "prawdy życiowe" (na przykład te o "prawdach życiowych", straości itp.) i je lansujesz, a ja je tylko próbuję kontestować bom ich nie jest pewien... No i teraz nie wiem - ja dobrze, czy Ty dobrze? Pewnie powiesz, że chodzi Ci o stereotypy. No ale Twoje tezy też za chwilę mogą się stać stereotypami - to po co czekać?

"...starzenie się to proces postępującego zblazowania wobec życia."

Teraz już jestem ostrożny, żeby czegoś nie przekręcić. No dobra: "zblazowany - znudzony nadmiarem wrażeń i przeżyć". No i co w tym dziwnego - długo żyje, dużo widział i przeżył to mało co go już podnieca. Ty też rzadko czytujesz (tak myślę) pisemka dla nastolatek, gdzie panienki w listach ronią łzy po utraconej miłości. A nastolatki czytają to pasjami. I dowiadują się od "wujka Dobra Rada" co mają robić. I są przejęte i są podniecone i rozprawiają o tym i kupuję nowe pisemko itd. A Ty co - zblazowany...

Ja to sobie myślę, że z wiekiem zmieniają się po prostu priorytety. No i co w tym złego? To normalne. A może właśnie nienormalne jest jeśli się nie zmieniają? Kto chce być za wszelką cenę młody - ten kto czuje, że jeszcze się nie zrealizował, jeszcze nie powiedział swojeo ostatniego słowa, jeszcze nie postawił domu i nie zasadził drzewa - a czasu i sił już tak mało... Ale on jeszcze da radę, jeszcze nie jest stary jeszcze potrafi "grać w zielone"... Dużo bardziej przemawia do mnie obraz siwego starca siedzącego przed chatą i obserwującego jak dresy tłuką się kijami:

- Młodzi się bawią... Niech się bawią, młodość musi się wyszumieć. Jak pięknie dzisiaj słońce grzeje.

Ileż w tym spokoju i mądrości.

podpis: S.
Thaaa... Z wiekiem zmieniają się priorytety. Ale to nie ten argument.
Nie jest zblazowaniem porzucenie pisemek młodzieżowych ani docenienie ładnej pogody z brakiem chęci do bójek.
Priorytety się zmieniają z wiekiem - ale na co się zmieniają?
Bo mogą się zmienić na coś równie ciekawego. Lub mogą się zatrzymać na wegetacji: byle do końca dnia pracy, byle do weekendu, byle do emerytury, byle do śmierci.

"Kto chce być za wszelką cenę młody..." - czyżbyś nie zauważył, że ja właśnie na to napadam?
Znowu zechciałeś nie zauważyć, że dla mnie każdym wiekiem można się cieszyć. Mi nie chodzi o to, żeby CHCIEĆ być młodym - tylko żeby BYĆ młodym w swoim wieku.
To ta desperacka chęć jest żałosna. Kiedy dojrzały człowiek udaje młodzieńca.
Ale kiedy jest naprawdę młody w swoim wieku (a nie udaje) to owszem - paru gówniarzom może to się wydać żenujące (bo jacyś gówniarze zawsze się znajdą) - ale nie jest prawdą, że po trzydziestce trzeba ograniczyć aktywność do wygrzewania się na słońcu.

Mój ty dobry, stary człowieku...

podpis: Kordyt
Napisałeś:

"Nie jest zblazowaniem porzucenie pisemek młodzieżowych..."

No to wg Ciebie, bo dla tych panienek od pisemek to jesteś stary i zblazowany skoro tych pisemek nie czytasz. Oczywiście rozciągnij sobie realcję na całe spektrum zajęć, z których już wyrosłeś i które cię nie bawią (nudzą). Czy ktoś jest zblazowany to tylko kwestia punktu widzenia.
Dalej piszesz:

"Priorytety się zmieniają z wiekiem - ale na co się zmieniają?
Bo mogą się zmienić na coś równie ciekawego."

No, aż nie śmiem postawić Ci zarzutu, któren to przyszedł mi do głowy. Spróbuję na około. Co to znaczy "coś równie ciekawego"? Nie przypuszczam, że pojęcie "ciekawe" uznajesz za obiektywne. Jeśli tak, to zmartwię Cię. Zapewniam, że w oczach niektórych ludzi - niekoniecznie bezwartościowych i z marginesu - to Ty nie robisz i nie robiłeś nic ciekawego. Brutalne? Ale oni tak właśnie myślą (patrz: "kabarety nieroby"). Ludzie robią to, co uznają za ciekawe, potrzebne i wartościowe. Kierują się przy tym różnymi priorytetami no i swoimi możliwościami. Dla wielu ludzi rzecz ciekawa musi być (w ich hierarhii) wartościowa. Dla jednych to rodzina, dla innych wiara, jeszcze inni lubią gromadzić rzeczy, niektórzy bałamucić baby, a inni podróżować - no co - muszę wymieniać wszystko? A dlaczegóż to zajmowanie się rodziną i zapewnianie jej dostatniego bytu jest wg Ciebie mniej wartościowe od np. stworzenia piosenki? A dlczegóż to wychowywanie dzieci jest wg Ciebie mniej wartościowe od np stworzenia skeczu? A dalczegóż to... No co - bo większość to robi (albo próbuje)? Ty - wnioskuję z tego co piszesz - gardzisz takimi priorytetami i takimi ludźmi. A oni mają w pogardzie Ciebie. Ale - sądzę - że i Ty i oni coś tworzycie. Na miarę SWOICH potrzeb i możliwości. I robicie to głównie dla SIEBIE, nie dla innych. No to skąd u Ciebie ta pogarda? Chcesz żeby wszyscy byli jak Ty?

Jeszcze piszesz:

"Znowu zechciałeś nie zauważyć, że dla mnie każdym wiekiem można się cieszyć."
"...ale nie jest prawdą, że po trzydziestce trzeba ograniczyć aktywność do wygrzewania się na słońcu."

Przepraszam, ale to Ty nie zechciałeś odebrać istoty mojego przekazu: Z wiekiem ludzie nabierają umiejętności cieszenia się rzeczami najprostszymi, które (kto wie czy tak w istocie nie jest) są dla nich najważniejsze. Tak, tak - już widzę ten cynizm i szyderstwa przelewane na monitor... Ale tak od jakiegoś czasu uważam - że to co ważne bywa w zasięgu ręki i doceniamy to zwykle po czasie. Truizm? Mam to w dupie.

No i jeszcze:

"Mi nie chodzi o to, żeby CHCIEĆ być młodym - tylko żeby BYĆ młodym w swoim wieku."

A nie lepiej być po prostu w swoim wieku? Ani "młodym w swoim wieku", ani starym w soim wieku.

podpis: S.
Trochę sie nie możemy dogadać.
A dlatego, że co innego rozumiemy pod pojęciem Młodość.

Młodość dla Ciebie to - nadpobudliwość, infantylizm, demonstracyjność, młodzieżowość...
Młodość dla mnie to - otwartość, optymizm, energia, chęć.
I...
Starość dla Ciebie to - spokój, rozwaga, delektowanie się drobiazgami...
Starość dla mnie to - zmęczenie, niechęć do nowości, brak porywów...

Jeśli by przyjąć Twoje kryteria to masz zupełną rację. Ale ja mam swoje kryteria.

podpis: niewdziosek
To, czy się jest młodym, czy nie, mimo upływu czasu to nie jest kwestia wyboru. Niektórzy mają to szczęście być młodymi zawsze. Większość dorasta wcześniej czy później. Ci, co nie całkiem dorośli, potrafią dać innym radość. Ci drudzy czasem dają innym pracę, ale częściej są nastawieni na branie niż dawanie.

podpis: BG
Nie do końca się zgadzam, że bycie wiecznie młodym to szczęście. Może dla siebie samego w jakimś stopniu tak, ale na pewno pojawiają się potem tego konsekwencje w postaci samotności i braku umiejętności wiązania się z odpowiednim przedziałem wiekowym by mieć perspektywy na przyszłość.
I faktycznie, nie jest to kwestia wyboru. Nieświadomości? Niepewnie na to stawiam.

podpis: S.
To jest kwestia wyboru. (popartego stanem świadomości i sił)
Jest coś co nazwałem sobie syndromem rezygnacji. To zamykanie sobie samemu kolejnych wątków - a to dlatego że za stary, a to że coś nie wyszło, a że się nie opłaca, a że męczy, a że bo tak...
Rezygnacja ma to do siebie, że z każdą następną pogłębia się zamknięcie - co prowokuje kolejne rezygnacje.
Wiem, bo wciąż z tym walczę (wątek "tak mi się nie chce"). I czasem przegrywam - i widzę jak to na mnie działa. Starzeję się psychicznie. Ubywa mi mocy i wiary. Więc mam mniej sił, żeby walczyć ze starzeniem.
Ale ciągle wybieram. Nie zawsze się uda wybrać energię i naiwność - ale wiem, że mogło być dużo gorzej.

podpis: BG
No, ale chyba trzeba podzielić kiedy popada się w skrajne myślenie o tym, że jest się starym i przekonanie o tym, że jest się ciągle młodym. Czy to się nazywa kryzys wieku średniego? :)))
A więc jeśli kwestią wyboru jest bycie wiecznie młodym to śmiało można to nazwać tamowaniem sobie dróg na przyszłość z ukrywaniem przed sobą konsekwencji?

podpis: S.
Ej, wiecznie młodym to raczej nie - bo są ograniczenia.
Natomiast - nie przedwcześnie postarzałym - tego bym się trzymał.

podpis: Klon
Trudno się z Tobą nie zgodzić Szary Lisie :)
 
podpis: ania
e-mail: ...
Mam 44 jakoś mi po przeczytaniu tego lepiej
 
podpis: Mira
e-mail: mirabella2@op.pl
Hej Panowie, wolnego a może idzie o coś innego? O atrakcyjność dla siebie i innych, być w hmm... dowolnym wieku i być atrakcyjnym?!
Takim aby chciano ze mną być, przebywać i nawet mi zazdrościć.
Znam 30 letnie staruszki i dojrzałe babki za którymi nie chwaląc się, oglądają się równie atrakcyjni panowie w różnym wieku. Atrakcyjność pobudza i nie idzie tu wyłącznie o urodę, są róźne typy atrakcyjności i w \"pewnym wieku\" bardzo poźądane jak mądrość, dojrzałość, dobre maniery, kultura, obycie itp. Dobre jest powiedzenie mam tyle lat na ile się czuje. Kiedyś Myslovic śpiewał że telewizja kłamie, ja dodam że i TV i metryka kłamią.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Dooobra! Chęć bycia atrakcyjnym jest dość kluczowa. W każdym względzie: erotycznym, towarzyskim, zawodowym.
Mając energię do bycia atrakcyjnym łatwiej być atrakcyjnym.
Wytracając tę energię atrakcyjność spada na ryj.
Ale najważniejsze jest środowisko, w którym można tę atrakcyjność prezentować. Ciekawe środowisko mobilizuje do większego wysiłku.
Ale nie zawsze to środowisko jest ciekawe. Po co się starać dla mało ciekawego środowiska? A problem w tym, że rutynowe środowisko przestaje być ciekawe nawet jeśli obiektywnie jest interesujące. Ot, opatrzyło się. I mobilizację diabli biorą.
Problem w tym, że w nieciekawym środowisku można być atrakcyjnym tylko dla siebie (bo usiłowanie bycia atrakcyjnym dla kogo bądź trąci głęboką pretensjonalnością). Natomiast usilne chęci bycia atrakcyjnym dla siebie mogą doprowadzić do nieszczęśliwego narcyzmu.
Więc co? Tą atrakcyjność trzeba odstawić chyba na bok (choćby czasowo), a mobilizacji raczej poszukać w ciekawości świata. Bo zawsze coś nowego się znajdzie.
A atrakcyjność trzymać na okoliczność napotkania godnego odbiorcy.
 
podpis: Mira
e-mail: mirabella2@op.pl
Szanowny S,
jak się nie ma energii to nie będzie się atrakcyjnym, właśnie to żywe wnętrze stanowi o tym co na zewnątrz. I nie (powtórzę) chodzi tylko o urodę, są ładni ludzie ale o nich nie mówi się atrakcyjni. To, to \"coś\" co się nie starzeje bo nie podlega też ocenie czasu. I albo się to ma, albo nie. Coś na kształt klasy, nie można się jej nauczyć, trzeba się z nią urodzić.
Człowiek atrakcyjny to człowiek ciekawy i zainteresowany sobą, nie sądzę by pozostawał w nieciekawym towarzystwie i tam \"produkował się\" by komuś zaimponować i stać się atrakcyjnym. To \"coś\" nigdy nie pozwoli spierniczeć, zawsze popchnie do przodu. Fajnie być atrakcyjnym i jest to dozwolone w każdym wieku, być atrakcyjnym to być młodym.
 
podpis: S.
e-mail: ...
To już kwestia terminologii - co rozumie się pod pojęciem Klasy.
Jeśli w klasie zawiera się pozytywne podejście do aktywności i odnajdywanie ciekawości w pozornie nieciekawym środowisku to zgoda.
Polemicznie - myślę, że klasę można również nabyć (nie nauczyć się - ale nabyć w trakcie życia).
 
podpis: S.
e-mail: ...
A. I jeszcze - energia stanowi o atrakcyjności, ale odwrotnie już niekoniecznie.
 
podpis: Mira
e-mail: mirabella2@op.pl
Zgoda, można się podszlifować, ale ta jasność, ten wdzięk... jest naturalny ot co. A kwestia czasu kiedy, słoma z butów wyjdzie i szlifowanie nie da wiele. (ale miało być o starości, rany). Moim zdaniem starość to wybór jak wszystko, kiedyś kobieta miała wybrać postawę w hmm...pewnym wieku - albo kokietka albo dewotka, potem w Oświeceniu doszła... kobieta filozofująca czyli dojrzała i mądra, prowadząca salon artystyczno - literacki. Słaby wybór ale zawsze jakaś alternatywa. Czy może zna Pan coś o męskich postawach?
 
podpis: S.
e-mail: ...
No to albo wybór, albo naturalnie wrodzone... Hm?
Ja za tym pierwszym.
 
podpis: Mira
e-mail: ...
Kto pozwala bić dzieci?!!! Dzieci mają przecież wyłącznie prawa już od narodzin uczą się że krzykiem załatwią wszystko. I rosną sobie w słodkiej niewiedzy o odpowiedzialności ( wielu dorasta niewielu dojrzewa).
Ten słodki wizerunek towarzyszy aź do śmierci, teraz mamy wytłumaczenie że odchodzą wyłącznie ludzie wybitni, szanowani, nieodźałowani a rodzina pozostaje w nieutulonym żalu, aż do momentu otwarcia testamentu, wtedy wszystko może się zmienić..
 
podpis: Mira
e-mail: ...
I tu się pomyliłam, nie do tego posta się wychyliłam, sorry.
Miało być do śmierci.
 
podpis: Ze co ?
e-mail: poledopopisu9@interia.pl
Napisales co wiedziales...Mam pytanie,jestes wierzacym katolikiem czy komunista ? Bo dla tej pierwszej opcji,to zycie to tylko sprawdzian przed wiecznoscia...Druga opcja to opcja biologiczna i logistyczna z ujecia slabego coraz slbaszego bezbronnego homo-sapiens.Liscie jakby umialy myslec to pewnie zamartwily sie juz na wiosbe na smierc ze swego marnego losu ?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Prędzej komunistą. Ale nie w sensie politycznym.