przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

ŚMIERĆ DOBRA ALBO ZŁA

Dla mnie nie ma dogmatów. Na wszystko można spojrzeć z różnych stron. Z tak wielu stron, że ciężko powiedzieć czy któryś widok może być uznany za ten właściwy. Raz jest pięknie raz brzydko - a zależy od kąta patrzenia.

Dlaczego śmierć jest zła? Czemu? Dlaczego? Bo niby co? Śmierć ma również swoje pozytywne strony. Dogmatyczne „nie zabijaj” niezależnie od wszystkiego - to ślepe i głupie. Może jeszcze dogmatycznie nakazać „nie umieraj”...?
Śmierć bywa na tyle zła - ile pozostawi po sobie bólu i cierpienia. A na tyle dobra ile tego bólu i cierpienia zaoszczędzi.

Śmierć jest pisana każdemu (chociaż w latach młodzieńczych miałem jakieś takie przekonanie, że mi akurat nie). Śmierć jest takim samym krańcem życia jak narodziny. Dla ateistów to zamknięcie życia, dla wierzących to rozpoczęcie innego życia. Dla osoby która umarła - śmierć jest punktem granicznym który nieubłaganie nastąpić musiał - i był od narodzin tylko kwestią czasu (lub jak kto woli od zapłodnienia).

Śmierć ma znaczenie pozytywne lub negatywne tylko dla żyjących. Dla oczekujących na własną śmierć (chociaż tak naprawdę wszyscy oczekujemy na własną śmierć) i dla tych, którym umarł ktoś ważny w ich życiu. I to świadczy o tym, czy śmierć jest zła czy może dobra.

Kiedy komuś umiera ktoś bliski i to zbyt nieoczekiwanie - no to zostawia po sobie ból. Kiedy umarł samotny nieszczęśliwy człowiek to nawet i dobrze. Można mnie zaraz posądzić o cynizm i nieczułość - ale ja właśnie patrzę na śmierć z perspektywy samego siebie. Bliżej już nie potrafię.

Ludziom jakoś trudno na śmierć czy inne nieszczęście spojrzeć filozoficznie. Wiele osób dotkniętych przez los pyta „dlaczego akurat mnie to spotkało (mojego bliskiego)?”. Przepraszam wszystkich dotkniętych, ale to pytanie jest niedorzeczne. Statystyka mówi wyraźnie, że ktoś będzie dotknięty przez los - a w ostateczności każdy. Ja raczej pytam: jak i kiedy ja? Bo kiedyś los się upomni. Jeśli nie nagle i dramatycznie to na pewno biologicznie.

Czasem się zdarza, że ludzie dopiero pokrzywdzeni przez los zaczynają się głębiej zastanawiać nad swoim życiem. I paradoksalnie dzięki nieszczęściu zaczynają żyć świadomie i w sposób pełniejszy. Co po raz kolejny udowadnia, że nie ma jednego słusznego punktu widzenia.

Każde zdarzenie, szczęśliwe czy nieszczęśliwe, może być dobre lub złe. Śmierć jest też zdarzeniem - różni się od innych tym, że jest zdarzeniem granicznym. Ale tak samo narodziny. Więc śmierć w życiu konkretnego człowieka jest takim samym zdarzeniem jak narodziny. A fakt, że narodziny uznaje się za dobre a śmierć nie - to tylko dlatego, że żyjącym najczęściej narodziny przynoszą radość a śmierć smutek lub rozpacz. Nie ma innego powodu.

Wystarczyłoby cieszyć się ze śmierci a stałaby się zdarzeniem dobrym. Wierzącym to się nawet dziwię, że się nie cieszą. Coś z ich wiarą nie tak. A ateistom tylko przypomnę, że już istniał świat bez nich (przed narodzinami) więc nie ma co drzeć szat, że będzie istniał i po śmierci. To jest to samo!

I taka jest śmierć - naprawdę obojętna a nawet chyba i przytulna (tak podejrzewam bo nie sprawdzałem). A nieszczęście jest w tym co żyje. Więc kiedy myśleć o śmierci, to trzeba zapytać co ona znaczy dla żyjących. Jeśli żyjącym ma oszczędzić cierpienia to niech przychodzi. I to w podskokach.

rysunek Obrońcy Zygoty, Miłośnicy Konania w Cierpieniu i Pogromcy Samobójców uważają, że mają monopol na rację. Że ich fanatyczne przekonanie o jedynie słusznej śmierci naturalnej musi dotyczyć wszystkich. Pocałujcie mnie gdzie chcecie ale w szczególności w dupę! Mam nadzieję, że nie zabraknie mi zdecydowania kiedy uznam, że pora zakończyć to piękne życie.

Bo życie ma obowiązek być piękne. Ja sobie taki dogmat wymyśliłem.




   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: Mieszko
"Życie nie jest koniecznością, lecz jeśli człowiek zdecydował się żyć, powinien żyć wspaniale"
Marek Hłasko

podpis: niewdziosek
Można sparafrazować piosenkę Dziadka Jacka: ... "śmierć jest średnia - ani dobra, ani zła"...
Wrodzony optymizm każe szukać we wszystkim także dobrych stron (nie zapominając o złych).
Im ktoś głupszy i im ma węższe horyzonty, tym bardziej mu się wydaje, że ma rację i wie wszystko, a więc może pouczać wszystkich naokoło.
Prawie każdemu wydaje się, że już sporo wie, ale tylko mądrzy przeczuwają, jak to niewiele.

podpis: efka
ostatnio dużo się zastanawiam nad życiem, kiedyś sobie żyłam i starałam się przetrwać i żyć najwygodniej jak tylko się da, byłam poważnie chora i to trochę zmieniło mój punkt widzenia, choroba był groźna ale ja nie czułam bliskości śmierci, słyszę ciągle, że ludzie po takich przejściach cieszą się że w ogóle żyją, że doceniają każdy dzień a ja mam inaczej, ja uważam iż samo życie nie nie wystarczy, trzeba mieć coś więcej, na coś czekać, do czegoś dążyć, zaczęłam zauważać więcej, jestem bardzo spostrzegawcza ale niestety zauważam więcej złego niż dobrego, stwierdziłam, że śmierć wcale nie jest czymś strasznym (oczywiście dla osoby która umiera bo bliscy odbierają to inaczej) śmierć może zakończyć coś strasznego, jakieś nudne, nieudane, niepotrzebne życie i wtedy jest dobra

podpis: seth11
Śmierć nie jest ani dobra, ani zła. Jest naturalna.
Reaguję na nią jak na naturalną rzecz.
Być może łatwiej mi, bo wierzę iż jest tylko progiem do czegoś innego.
Z drugiej strony, śmierć pozwala dostrzec dobre strony życia.
Z trzeciej natomiast, dochodzę do wniosku że starość nie radość. Dawniej nie przyszłoby Ci do głowy zajmować się takimi rzeczami.
Z czwartej zaś, nie zdziw się jak kiedyś przy podejdzie gość i Cię ucałuje. Niekoniecznie w dupę, bo jak mawiał klasyk "na pieszczotę to trzeba sobie zasłużyć", ale jednak. Będziesz wiedział że to Obrońca Zygoty, natomiast niekoniecznie Miłośnik Konania w Cierpieniu i Pogromca Samobójców.

A pan ratownik jest piękny i ma wspaniałe mięśnie. Ktoś to kiedyś wymyślił, a ja przyjąłem za swój dogmat :)

podpis: S.
O złośliwy - mylisz się. Sympatykiem śmierci nienaturalnej zostałem jeszcze przed trzydziestką i przez te lata nie zmieniłem swojej sympatii.

podpis: seth11
Co nie znaczy że nie zmienisz. Ludzie nawet przed śmiercią potrafią zmienić całkowicie poglądy i odwrócić swoje horyzonty na drugą stronę.
Niby zwykła baba z kosą, a jaka moc.
Oczywiście nie dotyczy to śmierci nagłej.
Zastanawiałeś się kiedyś co by się zmieniło w momencie gdybyś dowiedział się że zostało Ci dajmy na to 6 miesięcy życia? Tylko 6 miesięcy na spuentowanie poprzednich kilkudziesięciu. Puenta w postaci sznura nijak mi nie pasuje. Ludzie z klasą tak nie odchodzą :)

podpis: S.
Oczywiście, że się zastanawiałem.
Sznur rzeczywiście jest jakiś taki nieelegancki. Z krawatem do góry? E.

podpis: seth11
Z krawatem byłoby elegancko, ale dalej bez klasy.

podpis: Robo
Boso, ale w ostrogach...?

podpis: bodzioslaw
Nie no, bo zwątpię w Sikorę! ,,Czyś ty zgłupiał na koniec bajki?" Eutanazji mu się zachciewa.
Ale cóż. Rób człowiecze jak chcesz, twoje życie.
Tylko twórz jeszcze lat parę.

Ale ja w innej sprawie. Tytuły i nazwy w języku polskim piszemy w cudzysłowie z pierwszą literą wielką. Anglosaska (tfu!) norma językowa nakazuje pisać dużymi literami, przyimki i inne pierdółki zaś zostawiać małymi. Na przykład ,,W pustyni i w puszczy", ,,Władca pierścieni", ,,Miłośnicy konania w cierpieniu", a nie: w Pustyni i w Puszczy, Tytuł z Różnymi Przyimkami i Pierdółkami, czy Pogromcy Samobójców. Panie Artysto, skoro pan się wyraża (czy też wyraża siebie) w naszej kulturze to proszę jej bronić i dalej rozwijać (dobrze idzie, a ja dopinguję). Czołem

podpis: Robo
Kolego bodziosławie (przez małe b, co też teoretycznie jest błędem), myślę że te duże litery były użyte celowo aby uwypuklić szumną górnolotność pewnych osób, które mianują się Autorytetami (przez duże A). O ile mi wiadomo taki zabieg pisarski jest często stosowany aby podkreślić ironię nazewnictwa. To nie my jesteśmy dla normy językowej, to na jest dla nas. Pozdrawiam.

podpis: Florentyna
takie tam... przemyślenia
a jeśli życie aktualne nie jest piękne, śmierć nie jest jedynym wyjściem a według mnie najgorszym i bardzo wręcz tchórzliwym

ludzie żyjący nie potrafią zrozumieć samobójców, dla nich jest to zawsze złe
nie można oczekiwać od innych że zawsze będą przy tobie jeśli tamci tego nie chcą
ludzie żyjący nie rozumieją samobójców, mimo wszystko pragną ich bliskości, śmierć samobójcza jest tylko uznawana jako honorowe rozwiązanie problemu który uderza w godność
gdy śmierć samobójcza zabiera młodego człowieka nikt z otoczenia nie jest w stanie jej zrozumieć. labirynt

dla jednostki łatwe wyjście z trudnej sprawy dla jej otoczenia zostawia tzw gruz
ja nigdy nie będę cieszyć się ze śmierci jakiejkolwiek – egoistyczne? Tak samo jak egoistyczne cieszenie się z niej

– chociaż nie bałabym się odebrać sobie życia

podpis: seth11
Myślałem o czymś innym. O odejściu jako legenda, symbol czy jak tam zwał. Z uwagi na to, że mi to nie groziło i nie grozi, mogę odnieść się jedynie do osoby gospodarza. A ten niestety swoje 5 minut już miał. Gdyby zamiast rozwiązywać Potem wyrżnął samochodem w drzewo, zginął w katastrofie, lub chociaż wpadł pod pociąg, to w dniu dzisiejszym u każdego kabareciarza wisiałby oprawiony w ramki nad łóżkiem. Byłby patronem niezliczonej ilości przeglądów kabaretowych, wszyscy przez długie lata tłukliby w kółko o "wielkim talencie który odszedł od nas tak nagle", a Kamol, Aśka i Leszek jeździliby po akademiach ku czci do "usranej śmierci". Snując oczywiście wspomnienia o wielkim mistrzu, tak wielkim a jakże ludzkim, napędzając spiralę legendy.
W dniu dzisiejszym gdyby postanowił "zakończyć to piękne życie" z legendy byłyby nici. Stary był, od czasów Potem nic ciekawego nie zrobił, nie mógł się odnaleźć to i skończył ze sobą. Rozniosłyby się głosy. I legendę szlag by trafił.
Z tego wynika że w obecnej chwili nie pozostaje mu nic innego jak żyć i tworzyć, udzielać się, edukować, do naturalnej śmierci. Zachowywać się jak na legendę i mistrza przystało.
Niestety odejście przez zadyndanie nawet na krawacie nijak tu nie pasuje.
:)
podpis: Florentyna
-seth11
myślę, że źle szkicujesz prawdopodobieństwo rzeczywistości w obliczu przypuszczonej śmierci ,
niepotrzebnie zaglądasz w głowy innych (skąd wiesz co tam znajdziesz)

podpis: Robo
Zaglądanie w głowy innych owocuje zbyt dosadnymi osobistymi wycieczkami na tej stronie. Akurat trudno powiedzieć co zrobiliby inni bez Sikora (nawet nie wiadomo czy taki scenariusz by w ogóle miał miejsce, bo może na przykład jest tak, że Sikor nie ma prawa jazdy...). Natomiast mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć (posiłkując się tym co udało mi się zaobserwować i wyczytać) że Sikor wazeliny do szczęścia nie potrzebuje i po śmierci też raczej to się nie zmieni. I że jego współpracownicy (nieważne czy ówcześni, czy obecni) doskonale to wiedzą. Oczywiście że docenić trzeba, ale z tymi obrazkami w ramkach... nie popadajmy w skrajności, co?

podpis: seth11
Ok. Tylko to nie było zaglądanie w głowę. Chodziło mi raczej o pewne sytuacje które mogłyby z tego wyniknąć. Na dodatek z dużym przymrużeniem oka. Ludzie nie bierzcie wszystkiego tak bardzo dosłownie, bo faktycznie nie pozostanie mi nic innego jak krawat.
A to że posłużyłem się takim przykładem, przepraszam ale
trudno było chwilowo o lepszy.

Koniec OT bo odbiegliśmy od tematu.

podpis: andy
Jest tylko TU I TERAZ. Kochani, nie pouczający nikogo INTELEKTUAKLIŚCI ("Im ktoś głupszy i im ma węższe horyzonty, tym bardziej mu się wydaje, że ma rację i wie wszystko, a więc może pouczać wszystkich naokoło" ha,ha, kochany mądralo:)).. Namawiam Was, byście żyli, a nie uprawiali metażyciowe dywagacje, które kostuchą pachną, a kostucha to przecie wytwór ludowej wyobraźni! Przeraża cierpienie! Czyli wyobrażenie śmierci jako uporczywego cierpienia. Że coś boli, coś się rozkłada i boli, zostanę sam na tym świecie i boli, bez mamusi i tatusia, i boli! A mamusia i tatuś po śmierci na pewno cierpią,... i boli! Bo przecież i za życia to robili. Czasem z upodobaniem. To takie... Lękiem podszyte! Nie bójcie się zygoty! Niech sobie pożyje! Nie bójcie się życia! Nie bójcie się śmierci! Śmierci nie ma! Życie jest!

podpis: niewdziosek
W związku z komentarzem andy'ego. Małe wyjaśnienie na temat mojej wypowiedzi horyzontalnej (nomen omen). Dotyczy ona wspomnianych Obrońców Zygoty, Miłośników Konania w Cierpieniu, Pogromców Samobójców i im podobnych. I nikogo poza nimi.
A tym, co niosą i rozdają radość wieczna chwała!

podpis: S.
No no no...
Ale rozumiem, bo w naszej szerokości kulturowej takie interpretacje nie zaskakują.
Dla zawężenia pola interpretacji stwierdzę, że właściwie jestem usatysfakcjonowany życiem i bez żalu do losu mogę odejść - ale ciągle życie jest ciekawe i fajne więc robię sobie "górkę" i na razie nie trzeba się mną martwić.

podpis: andy
Ja chciałbym bronić zygoty! Każde życie to przygoda! To przeciwieństwo zastoju! Zastój to refleksja! Metajęzyk! Zamiast żyć, zastanawiamy się: po co? W tym kręgu kulturowym pogląd: myślę, więc jestem, jest cenniejszy dla mądralów niż: cieszę się, że jestem! To, że - Sikorze Jedyny - zamierzasz jeszcze przez jakiś czas istnieć, bardzo mnie cieszy! Wierzę, że na łożu Twojej śmierci dasz mi jeszcze parę cennych rad. Oczywiście: jak żyć:) Mentalna zgoda na eutanazje pozbawi mnie tej przyjemności. Kocham Cię... Ciebie, Niewdziosku , też... A tak między nami: skąd wiesz, że Obrońcy Zygoty, Miłośnicy Konania w Cierpieniu, Pogromcy Samobójców nie mają racji? Wszak mają swój rozum:)

podpis: niewdziosek
Zastanawianie się: "po co żyć?" jest czynnością naturalną dla posiadaczy rozumu, ale w sposób oczywisty uboczną wobec samego stanu i czynności życia. Myślę, że większość czasem o tym myśli.
Wszelacy Obrońcy, Miłośnicy i Pogromcy oczywiście mogą mieć rację, jak każdy, tylko nie jest przyjemną dla ich bliźnich sytuacja, kiedy tę rację wbijają im do głowy przy pomocy różnych narzędzi.
A co do miłości dla wszystkich, to bym nie przesadzał. Mnie wystarcza sympatia i przychylność a także współczucie dla towarzyszy doli i niedoli na tym padole gą gę gę gą.

podpis: Kris
12:57 20-01-2010 Zacytuje:

"...A fakt, że narodziny uznaje się za dobre a śmierć nie - to tylko dlatego, że żyjącym najczęściej narodziny przynoszą radość a śmierć smutek lub rozpacz. Nie ma innego powodu...."

To jest powód wystarczający. Z oczywistych powodów nie mamy doświadczenia z własną śmiercią, mamy natomiast doświadczenie ze śmiercią naszych bliskich. Niezależnie od wiary czy niewiary rozstanie tu na ziemi z kimś bliskim jest bolesne i powoduje cierpienie i to jest powód wystarczający by odbierać śmierć jako taką jako złą. (odwrotnie jest z narodzinami).

Oczywiście dla każdej reguły są wyjątki i tutaj wszelki dogmatyzm jest po prostu brakiem współodczuwania. Ja w ogólności zgadzam się z regułą ochrony życia i tzw. naturalnej śmierci ale daleki jestem od potępiania tych którzy ze względu na swoje dramaty życiowe decydują się na kroki wykraczające poza regułę.

podpis: andy
Oczywiście, że myślenie, analizowanie, syntezowanie, dzielenie włosa jest immanentną właściwością człowieka myślącego. I to ex definitione. Sam to namiętnie robię. Ale może rzucić ten nałóg. Przecież Obrońcy, Miłośnicy i Pogromcy też myślą, analizują, syntezują i dzielą włos. Pochłonięty życiem może tego nawet nie zauważę. Więc nie będzie mi nieprzyjemnie z powodu Ich istnienia. Nie będę miał powodu szukać argumentów na swoją wyższość. A jak mi naplują w Twarz, nasikają pod drzwiami, nasrają na wycieraczkę, to wyrzucę, zetrę i powącham. A jak sił starczy, to dam po ryju! I pomyślę: jak wielka jest ich wiara, że musieli sobie zadać tyle trudu! To też godne szacunku. I pomyślę: mam Przyjaciół, którzy by ich za to pozamykali. Bo wierzą, że są lepsi, dlatego, że nie wierzą! Więc, Niewdziosku, dlatego kocham Nieprzyjaciół i Przyjaciół swoich. Tych ostatnich nawet lubię.
A śmierci nie ma, bo kiedy żyję, to o niej nie myślę. Kiedy się zamykam przed życiem - przygodą, niewiadomym, zagadką, kolegą, nieprzyjacielem, kobietą, szefem, Obrońcą, Miłośnikiem, Pogromcą, bólem zęba, kalectwem, śmiercią - już umarłem! "Po co" się męczyć z tym wszystkim? Bo to właśnie życie jest! A życie kocham nad życie! Odpowiadam!!!:

podpis: )
Rzucić myślenie - łatwo powiedzieć! Można leczyć grypę cholerą - alkohol pozwala chwilowo je rzucać, ale czy warto?
Dziwnymi ścieżkami pobiegły Twoje wnioski. Jestem jak najdalej od zamykania kogokolwiek, czy też wywyższania nad kimś, zajmuję się życiem, jak Ty, chciałbym tylko, by inni to uszanowali i dali mnie też spokój, tak bym nie musiał uciekać, gdy wpadnie im do głowy mnie uszczęśliwić.
Odniosłem również wrażenie, że dręczy Cię temat wyższości, czy niższości tego lub owego. A po kiego grzyba porównywać się z kimś, stawiać ponad, czy poniżej? Każdy z nas pcha swój wózek i najlepiej byłoby raczej sobie wzajemnie pomóc a nie stać nad kimś i udzielać mu dobrych rad, by mocniej pchał, czy ciągnął w lewo lub w prawo.
A życie bywa czasem bardzo fajne...

podpis: niewdziosek
To powyżej pisałem ja, niewdziosek, tylko zapomniałem napisać.
Chciałbym jeszcze dodać, że uważam podobnie jak Ty - śmierci nie ma. To znaczy nie istnieje śmierć własna, natomiast śmierć osób bliskich i dalszych istnieje jak najbardziej, a dokładniej - objawy jej towarzyszące.

podpis: S.
Rzucić myślenie? - Ależ!
Bez myślenia głównie oglądał bym tv, mijał obojętnie piękno które znam, rezygnował przy pierwszym impulsie i umarł nim bym się zorientował, że żyłem.
A co do wywyższania się - lubię!
Nie dam się przekonać, że co przyjemne to grzeszne. Wywyższanie się na własny użytek jest zupełnie nieszkodliwe. Szkodliwe się robi dopiero wówczas gdy zmusza się innych do uznania własnej wyższości. A ja jestem ponad to! (i znów się wywyższam i dobrze mi z tym)

podpis: andy
Skoro chcecie polemizować nie na temat, to bardzo proszę...
Niewdziosku! Aluzję, że piszę po alkoholu puszczam mimo uszu. Ja Cię szanuję. Ale postulujesz, żeby Ci, którzy Cię nie szanują, Cię szanowali. Nie wiem jak Ty, ale ja widzę logiczną sprzeczność. Dla mnie jesteś wyrazicielem opinii: Precz z wrogami wolności! Mojej wolności! Bo Moja wolność jest lepsza niż wolność obrońców, miłośników i pogromców. Tak naprawdę, to Oni dają Ci żyć! Też im daj! Proszę:)
A Ty, Sikorze, gdybyś myślał, to \'oglądałbym\' napisałbyś łącznie! Ale jeśli się upierasz, że myślisz, to Ci odpowiem: właśnie dlatego odgrywasz a nie grasz! To obserwacja a nie wywyższająca się złośliwość! A jeśli się wywyższasz i robisz to szczerze - to ja nie mam nic przeciwko temu! Choć na prawdę nie musisz! Jesteś wystarczająco wielki. No ale jeśli potrzebujesz.... Do jutra! Śmierci nie ma!!! Proponuję spotkać się na innym wątku!

podpis: niewdziosek
Nie było moim zamiarem robienie komukolwiek jakichkolwiek aluzji. Napisałem przykładowo o możliwości leczenia jednego nałogu drugim. A działanie alkoholu znam trochę z autopsji. Jeśli kogoś uraziłem - przepraszam.
Mam poza tym wrażenie, że każdy z nas pisze mniej więcej o tym samym.
S. - to, co Ty nazywasz wywyższaniem dla mnie jest zdawaniem sobie sprawy ze swoich zalet, umiejętności, zasług itp. Dla mnie wywyższanie jest właśnie zmuszaniem innych do uznania własnej wyższości. Kwestia nomenklatury.
Andy - masz całkowitą rację - chciałbym, żeby ci, co nas nie szanują, spróbowali szanować. Twoja prośba, żebym dał innym żyć jest przeze mnie spełniana odkąd pamiętam. A inni niech dalej dają żyć mnie i wtedy wszyscy jesteśmy zadowoleni. Nigdy nie twierdziłem, że czyjaś wolność jest lepsza.
Obrońcom, Miłośnikom i Pogromcom zazdroszczę trochę tej ich pewności siebie. Ja, kurcze, mam wciąż pełno wątpliwości i ciężko mi z tym.

P.S. "naprawdę" także pisze się razem. :)

podpis: Andy
Z tym alkoholem, to był żart, Niewdziosku jeden! Wiem. Powinienem napisać: :). Czyli, że żart!... ADIN zobowiązuje :). Obrońcom, Miłośnikom i Pogromcom mówię moje stanowcze: TAK! Sam jestem obrońcą, miłośnikiem i pogromcą własnych racji. Mało o Śmierci napisałem! A więc: śmierci nie ma! Widziałem dzisiaj Słoiczek po cukrze. Jestem zachwycony! To, co Dziewczyny robią, to jest właśnie KABARET! Czyli to, co kocham! Żegnam wątek. Andy

podpis: niewdziosek
Uff! Ulżyło mi. I wyszedłem na sztywniaka (to a'propos tematu).
A "Słoiczek" też bym chciał obejrzeć. Ale jakoś ostatnio się nie składa... W każdym razie zazdraszczam.
A śmierci nie ma! Jest Kabaret :)

podpis: Zdzichu
Sikora to gość odważny:)
Obrońcy zygoty mogli by po tym artykule zastanawiać się już na paragrafem. Jan Paweł 2 ostrzegał mnie przed cywilizacją śmierci. No ale cóż z zasady go nie słuchałem i tu też wole zdrowy rozsądek.
Pan Sikora nie zajmuje się etyką zawodowo i dlatego może pisać coś fajnego bo nie wchodzi w ten cały sztuczny i nudny katolicki dyskurs.
Polskie prawo nie przewiduje legalnej eutanazji, a i przez to kulturę mamy taką że samobójstwo odbiera się jako oznakę tchórzostwa i nie wiadomo tak do końca co z tym fantem zrobić. Zwłaszcza że ludzka historia przedstawia nam wręcz obsesje na punkcie zemsty a w przypadku samobójstwa nie ma winnego więc oskarżano potem te biedne zwłoki o to że straszą lub zamieniają się w wampiry. Powaga! Nawet kościół całkiem niedawno przywrócił "przywilej" grzebania samobójców. Wcześniej tak jak innych odszczepieńców samobójce chowano za murami miasta.
Fajnie że to piszesz, może też się kiedyś zdecyduje więc miło widzieć podobnie myślących którzy nie umniejszali by mojej godności dlatego że wybrałem taki sposób na "życie":)
Aktualnie jednak tego nie przewiduje ale jestem za!

podpis: Blondi
e-mail: monika19850@vp.pl
Wiesz myślę że ty nigdy nie straciłeś nikogo kogo kochałes dlatego tak łatwo pisać ci o odchodzeniu.

podpis: S.
A czy ja piszę, że żyjącym jest lekko ze śmiercią?
Piszę, że śmierć ma tylko takie walory jakie pozostawia wśród żyjących.
I że może być dobra.

podpis: TyTezPamietaj
"Śmierć bywa na tyle zła - ile pozostawi po sobie bólu i cierpienia. A na tyle dobra ile tego bólu i cierpienia zaoszczędzi. "
Tu się nie zgodzę. Gdyby los dużej grupy ludzi zależał od poświęcenia jednostki, to jeśli ktoś z tej grupy zamorduje ową jednostkę (która nikomu nie zawiniła, na dodatek wiedzie szczęśliwe życie, ale przecież w tej grupie też znajdą się ludzie szczęśliwi, "suma" ich szczęścia będzie przeważała nad szczęściem poświęconej jednostki)to śmierć będzie dobra? Bedzie zła i dobra zarazem, jednak morderstwo pozostaje złem.

podpis: S.
Unikałbym robienia prostej matematyki w tak delikatnej materii.
Tym bardziej, że nie wszystkie dane są znane.
Albowiem morderstwo nawet w imię słusznej sprawy i tak deprawuje - i choćby chwilowy bilans był na plus, to nieznane są skutki na przyszłość - np. zwiększenie tolerancji na zabójstwa instrumentalne. A to już otwarcie drogi do totalitaryzmów.
Jednak nadal śmierć nie jest czymś mniej ani więcej niż narodziny - a jej wartość jest równa skutkom jakie powoduje.
 
podpis: Mira
e-mail: mirabella2@op.pl
Chciałam tylko przypomnieć że odchodzą ( nie umierają) wyłącznie: ukochani, wspaniali, nieodźałowani, szanowani, najlepsi itd...
I chciałam zapytać skąd bierze się zło na świecie, przemoc, gwałt, kradzieże, wojny, zamachy? kto je powodował w przeszłości, te wybitne osobistości...?
Zapewne nie, może więcej wtedy było obcych?
A serio to dzięki za tekst, cieszę się że są ludzie zdrowi i świadomi. I nie płaczliwie a nawet z humorem mówią o śmierci. Ja uważam że jak wszystko, śmierć jest wyborem, nie każdy kona na łożu boleści, otoczony umęczoną rodziną u bólach. Powiem za siebie, ja wybrałabym wyjście eleganckie z taktem, uprzednio załatwiając wszystkie sprawy, hyc i już po ptakach. Bez bólu, udręki i siebie i innych zwłaszcza, delikatnie i z honorem... no ma się tę klasę (przyda się też tam, po drugiej stronie).
Ciekawi mnie jeszcze pewna modlitwa, chyba jakoś \"od niespodziewanej i nagłej śmierci uchronić nas panie\"... Bogowie! Ludzie! jak się tu dziwić że wybiera się konanie w mękach, zamiast odejścia. Jak mówi stare przysłowie \" jakie życie taka śmierć\", ile mądrości jest w tych słowach...
A narodziny? Dziecko jak się urodzi to wrzeszczy z całych sił... może z rozpaczy... o kurde znowu tu jestem i patrzy na mamusię i płacze...
Szanowny S, gdyby rozwinął Pan ten temat?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Hm, o ile o śmierci myślałem dość dużo, tyle o narodzinach jakoś mniej. Pewnie dlatego, że ten punkt graniczny utonął w niepamięci i nie szykuje mi się nowy kontakt z narodzinami.
Na pewno dla noworodka to jest szok - już nie wspomnę o agresji lekarzy, którzy za nic dają klapsa. Jaka przemoc na przywitanie! Gdzie są organizacje humanitarne?