przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

SENS ŻYCIA

JEŚLI BÓG ISTNIEJE...
i stworzył nas na wzór i podobieństwo swoje - to ten dar trzeba docenić w pierwszej kolejności.
To podobieństwo nie może być zewnętrzne, bo jakże Bóg miałby mieć całą tą śmieszną konstrukcję z zakończeniem przewodu pokarmowego włącznie. Podobieństwo polega na tym, że każdy z nas o sobie może powiedzieć „Jestem który jestem”.

Jeśli więc człowiek dostał w prezencie boską świadomość - to powinien z niej korzystać. Kto nie czyni użytku ze świadomości ten odrzuca największy dar i popełnia grzech najcięższy.

A jeśli już się zrobi użytek ze świadomości, to zaczyna być jasne, że życie jest po to, żeby się nim cieszyć. I nie banalnie i prostacko oddając się pospolitym przyjemnościom (chociaż też), ale doceniając wszystkie złożone możliwości cieszenia się z drobnych rzeczy jak i z wielkich spraw.

Bo obok boskiej świadomości życie jest drugim z wielkich darów. A dar trzeba umieć docenić. Można zwieść ciotkę: „o jaki piękny prezent, zawsze marzyłem o różowym sweterku w jelonki!” - ale Boga się nie da oszukać dziękczynnymi modlitwami. Bóg wie, kto się cieszy z prezentu a kto nie - bez żadnych słów i pozorów. Modlitwa bez radości to jakby po obiedzie powiedzieć teściowej: Nie smakowało mi ale dziękuję.

Kapłani twierdzą, że życie proste i skromne jest wzorem cnót. Za rzadko dopowiadają najważniejsze: o ile potrafisz się tym cieszyć. Skromne życie może być źródłem wielkich radości, ale opacznie rozumiane może być życiem byle jakim - a to już grzech. Zmarnować życie na nielubianą pracę, na wieczne zmęczenie, na użeranie się z rodziną, na oglądanie telewizji - to najgorsze wyparcie się Boga.

Ale też w życiu wystawnym, wyrafinowanym i pełnym przyjemności nie ma nic złego. Owszem, trudniej być szczęśliwym kiedy jest się zatopionym w prostych przyjemnościach - ale jeśli ktoś potrafi nie utonąć w przyjemnościach i nadal cieszyć się życiem i boską świadomością, to jest w pełnej zgodzie z Bogiem.

Jakże mogła by cieszyć Boga trzódka bezmyślnych, zastygłych, zapatrzonych w ołtarze owiec? Milszy sercu zawsze będzie widok niesfornych ale dynamicznych istot.

Kapłani mówią o zbawieniu dusz tych najbardziej pokornych. A pokora tu nie ma nic do rzeczy. Jeśli życie ziemskie jest selekcją istnień do dalszego życia - to raju dostąpią ci, którzy umieją się radować choćby nawet błądzili, a nie ci, którzy potrafią się tylko umartwiać - dla nich szkoda raju.

JEŚLI BOGA NIE MA...
lub jest ale wcale Go nie obchodzimy - to trzeba się oprzeć na swoim rozumie. Czyli na świadomości - chociaż już bez atutu boskiego pochodzenia.

No i koło się zamyka. Chociaż mniejszą rolę wydaje się mieć dekalog i nauki religijne - to i bez tego dojdzie się do podobnych wniosków.

Chociaż nie spoczywa na nas oko Opatrzności i nie czeka Sąd Ostateczny - to życia i tak nie można marnować, bo to jedyne jakie mamy. Do wykorzystania jest kilkadziesiąt lat i nie będzie nic więcej. Szkoda by było poświęcić ten czas na użeranie się z rzeczywistością. Lepiej skorzystać z 3-punktowej modlitwy:
1. Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie.
2. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
3. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.

I chociaż Boga nie ma, lub Go nie obchodzimy - to możemy spróbować sami wyręczyć Go w realizacji tej modlitwy. Bo teraz każdy z nas jest tym jedynym, który może powiedzieć o sobie: „jestem który jestem”.

Nie ma co się obawiać, że bez Boga człowiek jest gorszy. Dopóki się nie wyrzeknie świadomości nic złego się nie wydarzy.

Pragnieniem każdego jest przeżyć życie szczęśliwie - cokolwiek to oznacza. Dopóki jest ze swoją świadomością to zawsze rozumie, że złość, zawiść, nienawiść działa zawsze przeciwko jego szczęściu. Wybaczanie nie jest cnotą chrześcijanina tylko człowieka świadomego. Zemsta, pogarda jest zawsze zaślepieniem - gdy ważniejsze od własnego szczęścia staje się odegranie się na otoczeniu. Zaślepienie często zrozumiałe zważywszy na okoliczności - ale i tak pozostaje zaślepieniem.
A również utopienie się w prostych przyjemnościach jest po prostu ucieczką od życia - nie różniące się wiele od narkomanii i alkoholizmu (tyle, że z opóźnionym działaniem - po prostu dotrwanie w błogostanie do starości i śmierci).

Tym, którzy marzą o wiecznym życiu powiem tyle: te kilkadziesiąt lat to jest tak bardzo dużo, że więcej to naprawdę byłaby przesada. Jeśli komuś lata za szybko płyną to znaczy tylko, że marnował życie na pierdoły, że pozwalał sobie na bezmyślne przemijanie. Każda godzina to bardzo dużo czasu, ale trzeba przez tą godzinę Żyć.

Kto nadal narzeka, że życie jest za krótkie niech sobie przypomni jak w dzieciństwie nie mógł się doczekać kolejnych lat uprawniających do kolejnych przywilejów dorosłości. W dzieciństwie każdy rok był wypełniony życiem i nowymi doznaniami - więc bardzo długi. A w dorosłości pozwala się na przemijanie lat bez naszego udziału. I to sprawia, że nagle zaskakuje starość.
I nawet tak niemiłe zaskoczenie starością nie powoduje zmiany - zamiast się cieszyć ostatnimi latami życia, zaczyna się próżne wzdychanie za przeszłością - a potem to już śmierć.

Więc kogo jeszcze nie opuściła świadomość - niech czyni z niej użytek a żyć będzie długo i szczęśliwie. Bo świadomość to Bóg - a Boga nie wolno opuszczać bo On opuści nas - kimkolwiek by był, lub jakkolwiek by nie istniał.




   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: niewdziosek
Wydaje mi się, że ci pokorni, którzy to mają być zbawieni to nie "trzódka bezmyślnych owieczek", tylko ludzie aktywni, myślący i działający, ale świadomi własnych wad i niedoskonałości, poszukujący źródła błędów najpierw w sobie, a dopiero potem w otaczającym świecie.

podpis: S.
O! Żeby wszyscy tak rozumieli pokorę! Ale i tak pokora nie jest warunkiem koniecznym.

podpis: Krzychu rychu
e-mail: poprostu.rysiu@gmail.com
Poruszany temat śmierci naturalnej, a gdzie kwestia śmierci tragicznej?

podpis: S.
Nie ma. Bo przy tragicznej rzecz się komplikuje bardziej. (lub zbyt się upraszcza)

podpis: sq
Tym bardziej trzeba szanować chwilę.

podpis: Karkow
e-mail: sheisskopff@gmail.com
Modlitwa ujęta w trzech punktach to znaczny postęp wobec dekalogu, jeśli zastosować brzytwę mistrza Ockhama(ach żeby tak ludzie chcieliby się nią golić). Natomiast podążając ścieżką słusznego redukcjonizmu możemy poprosić Boga lub samego siebie o realizacje jednego punktu:
1.Obym miał na tyle poczucia humoru żeby śmiać się z samego siebie.

podpis: S.
Idę na to!

podpis: czytelniczka.
raczej dystansu.

podpis: LALUNIA
Tutaj pisze Pan pięknie -
cyt "życia i tak nie można marnować, bo to jedyne jakie mamy."
W życiu nie powinno być miejsca na złe emocje bo szkoda życia i nie ma pozytwnych stron negatywnych uczuć.
Życie jest za piękne aby marnować je i rozpraszać energie na negatywne uczucia.
Zauważyłam brak spójności mięszy filozofowaniem nad "sensem życia" a "pozytwnymi stronami negatywnych uczuć".

cyt" Dopóki jest ze swoją świadomością to zawsze rozumie, że złość, zawiść, nienawiść działa zawsze przeciwko jego szczęściu. Wybaczanie nie jest cnotą chrześcijanina tylko człowieka świadomego"
jeszcze raz napiszę - nie ma pozytwnych stron negatywnych uczuć!!! - Proszę to przemyśleć

podpis: Kris
e-mail: wincek@wp.pl
"Pragnieniem każdego jest przeżyć życie szczęśliwie - cokolwiek to oznacza. Dopóki jest ze swoją świadomością to zawsze rozumie, że złość, zawiść, nienawiść działa zawsze przeciwko jego szczęściu. Wybaczanie nie jest cnotą chrześcijanina tylko człowieka świadomego. Zemsta, pogarda jest zawsze zaślepieniem - gdy ważniejsze od własnego szczęścia staje się odegranie się na otoczeniu. Zaślepienie często zrozumiałe zważywszy na okoliczności - ale i tak pozostaje zaślepieniem."

No ale to piszesz właściwie jak ci "Pieprzeni humaniści" :).
Pragnienie szcześcia pozbawione jakiejkolwiek wiary w tzw. życie po życiu (w jakiejkolwiek formie) prowadzi głównie do hedonizmu. Nie twierdzę, że zawsze ale w lwiej części.

podpis: S.
No i trafiłeś. Jestem hedonistą. I nic złego nie widzę w tym.
Byle tego hedonizmu nie traktować jako środka znieczulającego przeciw życiu (jako topienie się w prostych przyjemnościach) - to wszystko jest w najlepszym porządku.
Życie potrafi być cholernie ciekawe i przyjemne w swojej złożoności.
Wcale do hedonizmu mi nie jest potrzebny raj.
Humanistą nie jestem - a wszystko co mi tu wyszło wynika z praktycznego hedonizmu.

podpis: Kris
Ja hedonizm rozumiem jak ciągłe dążenie do szczęścia ale rozumianego jako ciąg przyjemności. Dodatkowo Hedonista dąży tylko do własnych przyjemności nie specjalnie przejmując się innymi.

I tak myślę, że jakoś nie za bardzo pasujesz do tej definicji. Dążenie do szczęśliwego i nawet przyjemnego życia dzielonego z innymi to chyba nie hedonizm ???

podpis: S.
To o czym piszesz to hedonizm w ograniczonej i kalekiej formie.
A czemuż przyjemności nie dzielić z innymi - kiedy w ten sposób ona staje się większa?
A jak nie zmącić sobie przyjemności kiedy sumienie zrzędzi, że przez swoją przyjemność narobiłeś komuś szkód? Żeby przyjemność była pełna to powinna być niezmącona.
Propagowanie anhedonii (czyli oziębłości wobec przyjemności) to zboczone praktyki niektórych fanatyków - którzy hedonizm starają się przedstawić jako uleganie zwierzęcej zmysłowości i nic więcej.

podpis: Kris
Eee gdyby tak wszyscy chcieli praktykować taki hedonizm że tak powiem wspólny to by było fajnie. ale coś mi się wydaje, że niektóre przyjemności, które sobie sprawiamy nie smakowałyby tak gdyby je dzielić z innymi. Sęk w tym, żebym miał ja, a nie inni i wtedy jest przyjemnie itd.

podpis: Robo
Tak, wtedy jest przyjemnie. Ale wielu ludzi nie jest świadomych tego, że o wiele przyjemniej jest mieć coś wspólnie z innymi. Weźmy orgazm. Naprawdę jest sens porównywać swój własny, samotny do takiego przeżywanego we dwójkę? Jest to nieporównywalnie wspanialsze uczucie. I tak naprawdę jest z większością uczuć. Dzielenie się czymś z innymi wzbogaca nas, zaś przeżywanie czegoś samotnie - zubaża.

podpis: ełGeniusz z maszyny
Ja jestem Bogiem. Bo - skoro jestem Jego dzieckiem - tak być musi! Dlatego to Ja mam moc stwarzania świata. Czyli stwarzania Siebie. Mogę stworzyć piekło, bo oślepłem, mogę stworzyć niebo - bo widzę czyli wiem, po co jestem.
Jestem po to, żeby odkryć, po co jestem! Jak odkryję, to się spełnię czyli się spełni Moje przeznaczenie! Jeśli obłąkańczo tęsknię za światem, którego stworzyć nie mogę, to będę cierpiał, sam siebie potępię i skażę na piekielne męki. Żyć przestanę, bo nie moim Boskim życiem żyć będę, a życiem, którego nie ma, czyli pustką jakąś...
 
podpis: Kuba
e-mail: Finek@tlen.pl
Zgadzam się z niewdzoskiem.
Poza tym moim zdaniem pokora (zdrowo rozumiana) jest jednak warunkiem koniecznym do zbawienia. Im mniej pokory, tym więcej pychy i tym łatwiej się w życiu pogubić. A pycha może się wyrażać na różne sposoby, np. \"jestem najfajniejszy z całej wsi i macie mnie podziwiać\" lub \"jestem najbardziej chory ze wszystkich i macie mi pomagać bo mi się to należy\". Lub nawet \"jestem najpokorniejszy ze wszystkich i macie słuchać co do was mówię\" :)

Generalnie byłbym ostrożny z wszelkim \"naj\"...
 
podpis: Kuba
e-mail: Finek@tlen.pl
Zgadzam się z niewdzoskiem.
Poza tym moim zdaniem pokora (zdrowo rozumiana) jest jednak warunkiem koniecznym do zbawienia. Im mniej pokory, tym więcej pychy i tym łatwiej się w życiu pogubić. A pycha może się wyrażać na różne sposoby, np. \"jestem najfajniejszy z całej wsi i macie mnie podziwiać\" lub \"jestem najbardziej chory ze wszystkich i macie mi pomagać bo mi się to nalezy\". Lub nawet \"jestem najpokorniejszy ze wszystkich i macie słuchać co do was mówię\" :)

Generalnie byłbym ostrożny z wszelkim \"naj\"...
 
podpis: S.
e-mail: ...
To tylko kwestia jak kto rozumie pokorę. Jeśli jako uległość lub umniejszanie siebie - to się nie zgadzam. Jeśli jako dystans woboec swojej ważności - to pełna zgoda.
Ale też bez przesady. Dystans trzeba zachować - ale poczucie ważności siebie jest podstawą sensownego istnienia.