przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

PRZYJAŹŃ



To tak ładnie brzmi! Przyjaciel to opoka, ostoja, obrońca, (co by tu jeszcze na „o”...? ).
Kiedy jest źle to przyjaciel wesprze, podniesie na duchu, zaufa. Przyjaźń jest dobra. Kto ma prawdziwych przyjaciół to nie musi się tak bać tego świata.

Właściwie tak bardzo potrzebujemy przyjaźni, że kompletnie idealizujemy ten układ. I tak naprawdę traktujemy przyjaźń jako wyidealizowany sojusz pomiędzy jakimiś osobami wobec reszty świata. Na dobre i złe.

Bardzo ważne jest przekonanie, że ten ktoś nie opuści, nie zwątpi, nie zdradzi. Że w starciu z rzeczywistością nie jesteśmy sami. Ludziom potrzebne jest wsparcie zaufanej osoby w co trudniejszych momentach - i taki przyjaciel wsparcie zapewnia.

Ale co ma powiedzieć człowiek, który chciałby być w sojuszu z całym światem? Z każdym a nie tylko z wybraną garstką osób?
Wbrew pozorom - przyjaźń jest zazdrosna. Nie tak jak miłość erotyczna - ale nie dopuszcza jednak do nieograniczonej możliwości bycia w porządku wobec wszystkich.
Przyjaźń żąda lojalności i zainteresowania.
Pół biedy, kiedy lojalność wobec konkretnej osoby nie wyklucza lojalności wobec innych. Ale co z przypadkami kiedy przyjaciel jest w konflikcie z kimś trzecim i wymaga stanięcia po swojej stronie niezależnie od wątpliwości?
A co z przypadkami, kiedy przyjaciel zbyt odczuwa brak zainteresowania jego sprawami - spowodowany zainteresowaniem jakimiś ważnymi sprawami innych ludzi?

Tak, przyjaźń nie dopuszcza równego traktowania wszystkich - wymaga większego zainteresowania i większej lojalności. Jest to więc relacja obustronnie interesowna. W myśl zasady: jakby co, to ja pomogę tobie a ty pomożesz mi. Zawieramy pakt w którym wszystkie wątpliwości przemawiają za przyjacielem, w którym przyjaciel ma pierwszeństwo w zainteresowaniu.
Od której strony nie spojrzeć - przyjaźń to sojusz.

Nie krytykuję przyjaźni! A skąd! Chcę tylko spojrzeć trochę obiektywniej.

Bo prócz sojuszu jest jeszcze inna nie do przecenienia zaleta przyjaźni.
Gdyby rzeczywiście oceniać ludzi wyłącznie według ich wartości (wg dowolnego klucza), to zawsze byliby tacy którzy by pozostali na marginesie. A przyjaźń daje każdemu szansę być kimś ważnym - niezależnie od tego jaką wartość sobą przedstawia. I dzięki przyjaźni taka osoba nie pogrąży się zupełnie w poczuciu osamotnienia, odrzucenia - co pomaga znowu stawać się kimś lepszym.

Przyjaźń jest towarem pierwszej potrzeby! Niewielu jest ludzi, którzy czują harmonie ze światem. A tylko tacy mogą się obyć bez przyjaźni. Każdy inny człowiek potrzebuje mieć kogoś, dla kogo jest bardzo ważny.
Gdyby przyjaźń nie istniała, to aż nawet nie próbuję myśleć o ile by wzrosła skala frustracji i agresji. Raczej gatunek ludzki by nie przetrwał.

Więc chociaż przyjaźń jest interesownym sojuszem - jednak spełnia rolę, którą trudno przecenić. Dlatego nie dziwi mnie nadawanie przyjaźni nadzwyczajnych walorów i umieszczanie pośród najszlachetniejszych relacji międzyludzkich. Bo chociaż w pierwszym planie jest zwykły sojusz i wzajemne wsparcie - to efekt uboczny sojuszu w formie poczucia ważności stanowi o prawdziwej wartości przyjaźni.

Więc chciałbym się zastanowić nad tym ważniejszym walorem przyjaźni.
Lojalność sojusznicza czy wzajemna podpora poczucia wartości? Bo ja stawiam na to drugie. A dookoła widzę cholerną bezkompromisowość w egzekwowaniu lojalności sojuszniczej. Nie wolno zawieść, skłamać, zdradzić, ukraść... w najmniejszym stopniu!
A niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego? Dlaczego byle podejrzenie o nielojalność przemawia przeciw przyjacielowi?
Może właśnie przyjaciel ma prawo zawieść, nawet zdradzić - o ile to nie wynikało ze złej woli lub zlekceważenia to przyjaźń nadal może być cenna. I w przypadku podejrzenia zdrady przyjaźni może warto wszelkie wątpliwości tłumaczyć na korzyść.
Co?...

Warto się zastanowić co jest w tej przyjaźni takiego. Czy przyjaciel który zawiódł w jakiejś ważnej sprawie nie może być nadal nosicielem wielu zalet (z wyjątkiem zalety niezawodnego sojusznika)? Czy tenże nie może już być kimś kto się przejmuje i pomaga?
Czemu od razu musi być idealnym sojusznikiem? Wystarczy, że jest chociaż czasem wsparciem.

Wiem - pospolity pogląd jest inny.

No może ja nie jestem pospolity...



   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: seth11
Co lepsze? Zdrada przyjaźni, czy zdrada samego siebie?
Zatem czy można nazwać przyjacielem osobę, która zmusza cię do opowiedzenia się przeciwko sobie?

A tak ogólnie to bym się nawet zgodził :)
Im więcej mam lat tym częściej dochodzę do wniosku że
przyjaźń jest na wymarciu, i zastąpił ją interes, sojusz, czy jak tam zwał. A może zawsze był deficyt przyjaźni, a my z racji tęsknoty do niej zaczęliśmy jej imieniem nazywać pochodne i substytuty.

podpis: Muerte
e-mail: luckyblack@wp.pl
"Co lepsze? Zdrada przyjaźni, czy zdrada samego siebie?
Zatem czy można nazwać przyjacielem osobę, która zmusza cię do opowiedzenia się przeciwko sobie?"

A czy do zdrady (siebie czy też przyjaźni) nie prowadzi brak zrozumienia lub zaufania? Człowiek, który nie komunikuje się w szczery sposób z przyjacielem w obawie przed wyśmianiem albo niezrozumieniem, okłamuje (oszukuje, czyni coś w ukryciu przed nim, etc.), czyli zdradza.
Jeśli mówimy o przyjaźni, według powyższej definicji jest ona źródłem wsparcia - a przez wsparcie rozumiem akceptację czyjejś postawy (można akceptować, nie trzeba popierać) oraz chęć tego, co dobre dla drugiej osoby.
Brakuje mi tutaj zasady: "Morda nie szklanka" - zamiast coś w sobie dusić, lepiej dać ryju i żyć dalej w zgodzie.
Czy jednak nie?

podpis: niewdziosek
Przyjaźń - bardzo ważna, ale i bardzo rzadka rzecz. Stąd cenna. Częściej występuje jej słabsza odmiana - przychylność.
Głupotą jest rezygnacja z przyjaźni z powodu jakiegoś konfliktu, czy chwilowego braku zrozumienia. Oczywiście nie dotyczy to spraw zasadniczych. Ale w łagodniejszych przypadkach trzeba próbować sprawę wyjaśnić albo przeczekać jakiś czas i wtedy spróbować wyjaśnić. Czas pozwala obu stronom na nabranie dystansu i może wiedzy?...
No i na pewno nie da się być w przyjaźni, albo być przychylnym całemu światu. Przyjaźń to jest stan bilateralny.
W grupie kilku osób, które wzajemnie darzą się przyjaźnią (czyli np. przy 3 osobach są 3 przyjaźnie) mogą pojawić się sytuacje konfliktowe i trzeba wybierać, którą przyjaźń chwilowo wybrać jako ważniejszą. Nie powinno to jednak powodować osłabienia któregokolwiek ze związków. Ale wyboru dokonać trzeba i lekko nie jest.

podpis: BiałaGała.
Faktycznie są osoby, które chcą wyłączności. Na zasadzie "tylko ja i ty i nikt więcej". Przy takich osobach trzeba chyba zajmować stanowisko "sprytne" i po prostu nie pokazywać jej zainteresowania problemami innych. Ale czy wtedy to się nazywa "przyjaźń"? To trochę jak niewolnictwo i mus udawania, że tylko przyjaciel się liczy podczas gdy są na świecie inne osoby. Wydaje mi się, że z osobą nie widzącą innych ludzi nie warto się w ogóle przyjaźnić. Pragnienie zainteresowania przyjaciela tylko swoimi sprawami to trochę egoizm. Człowiek przyjaciel powinien raczej skumać swojego przyjaciela, że martwią go też inne sprawy, a nie tylko on on i on.

podpis: S.
seth11 - przyjaźń to od zawsze był sojusz - tylko teraz te sojusze bywają płytsze, a to z racji kariery pojęć takich jak sukces, dobrobyt, wpływy - kosztem takich jak spełnienie, spokój, równowaga. Stąd większa skłonność do zmiany sojuszników w zależności od warunków. I większa tolerancja dla przyjaźni doraźnych - kiedyś nie do pomyślenia.

Co do zazdrości w przyjaźni - myślę, że występuje w różnym natężeniu. No i faktycznie trzeba uważać, żeby zbyt nie rozzuchwalić zaprzyjaźnionej osoby w stawianiu wymagań - bo to też kwestia przyzwolenia.
Więc nie zgadzam się z BG, że ukrywanie zainteresowania sprawami innych ludzi to może być rozwiązanie.
Stawiałbym raczej na otwarte zajęcie stanowiska - a przypadku braku zrozumienia faktycznie podzielam zdanie, że ktoś taki niewarty jest przyjaźni.

podpis: niewdziosek
Ale jak to? Warty przyjaźni, czy nie warty? To jest dopiero koniunkturalizm. A to nie jest tak, że mam przyjaciela, którego wspieram bez żadnych warunków? Jeżeli wpadłem w przyjaźń, to nie analizuję "warto, czy nie warto?". Po prostu to jest mój przyjaciel. I jest nim mimo wszystko i do końca.
A żadne ukrywanie zainteresowań innymi czy jakaś inna nieszczerość nie wchodzi w grę. Jeżeli wchodzi, to przyjaźni nie ma. Jest znajomość, sympatia, ale nie przyjaźń.
Przyjaźni doraźnych też nie może być. Jeżeli doraźne, to także znajomości, sympatie, ale nie przyjaźń.

podpis: szczurzasty
Nie mogę zgodzić się z tezą, że są ludzie którzy odczuwają chęć przyjaźnienia się z całym światem. Naukowo udowodniono, że człowiek jest w stanie zawrzeć tylko kilka przyjaźni. Popatrzymy chociaż na portale społecznościowe. Możemy mieć i tysiąc znajomych a kontaktujemy się tylko z kilkunastoma. Udowodniono również, że przyjaźń a szerzej kontakty społeczne są człowiekowi niezbędne do życia. Ludzie, którzy odsuwają się od społeczeństwa popadają w różne choroby wywołane brakiem relacji.
Co do sojuszu mógłbym się przychylić, ale nie przeciwko komuś czy czemuś ale razem w jednym kierunku.

podpis: S.
Niewdziosek - trzymając się tezy, że przyjaźń to sojusz - będzie istniało zagadnienie "warto-nie warto". Również przyjaźnie doraźne będą miały uzasadnienie. Owszem, bywają przyjaźnie na zawsze, większość przyjaźni ulega jednak wygaśnięciu w różnych okresach czasu. I to nie znaczy, że przyjaźniami nie były.
Przyjaźniom doraźnym brak już tej szlachetności jaką wydają się mieć przyjaźnie wieloletnie i wykraczające poza okres wymiernych korzyści ze wsparcia.
Jednak te ponadterminowe przyjaźnie też są sojuszami - tyle, że z mniejszym znaczeniem branżowym a większym osobistym - ale to też są konkretne korzyści.
Nie ma co tak idealizować przyjaźni totalnie.

Szczurzasty - ani się kłócę, że można by się przyjaźnić klasycznie z setkami osób. Bo to fizycznie niemożliwe - każda przyjaźń wymaga trochę czasu i uwagi.
Ale Ty się nie kłoć, że nie ma ludzi którzy chcieliby się przyjaźnić z całym światem. Są. Albo przynajmniej jest jeden.
Fakt, że to niemożliwe nie zaprzecza istnieniu chęci.
Przyjaźnić się nie można, ale zawsze można próbować być w porządku wobec świata.
Z różnym skutkiem. He...

podpis: S.
Niewdziosek - jeszcze to.
Wsparcie bez żadnych warunków? Jakże to?
Najbardziej wyidealizowana nawet przyjaźń stawia warunki.
Bycia w porządku chociaż wobec twoich najbliższych! Pal sześć dalsze osoby - ale jakiemu przyjacielowi pozwolisz sponiewierać swoją matkę bez podania przyczyny? (chyba, że akurat matki jakoś nie lubisz - to może żonę, albo innego przyjaciela)

Przyjaźń bezwarunkowa jest możliwa tylko POD WARUNKIEM, że przyjaciel sam z siebie wypełnia pewne określone WARUNKI.

Coś się nie klei taka teza.

podpis: Włodek
W moim życiu spełniła się miłość a przyjaźń, w tutejszym sensie, ni cholery. Ludzie jakoś nie dorastają do przyjaźni?
A miłość przyjaźni? Amor benevolentia?

podpis: niewdziosek
No przesadziłem trochę z tym brakiem warunków. Ale w przyjaźni długoterminowej (czyli prawdziwej) wybaczamy dużo więcej, zakładając brak skrajności. Jeżeli nasz przyjaciel uczynił coś, co by nas zmusiło do osłabienia więzów, to i tak pozostanie byłym przyjacielem a w nas pozostanie żal.

Przyjaźni doraźnych nie akceptuję. Jeśli mamy jakiś interes, to związek pozostaje tylko sojuszem i nie ma z przyjaźnią nic wspólnego.
Jeżeli korzyść ze związku jest niematerialna, osobista, to jest to przychylność, sympatia, życzliwość dla danej osoby, ale do przyjaźni to jeszcze daleko.
Zaryzykowałbym twierdzenie, że prawdziwa przyjaźń jest zbliżona do miłości, pozbawionej pożądania erotycznego.

podpis: szczurzasty
Niewdziosek ma racje przynajmniej w ostatnim zdaniu. Język polski pomimo swojego niezaprzeczalnego piękna jest ubogi jeśli chodzi o słowa. U nas "miłość" znaczy kocham... Grecy mieli kilka określeń miłości. Zmysłowa "EROS", głęboka między ludzka "AGAPE" i miłość jako przyjaźń "FILOE". Dzisiaj niewiele z FILOE pozostało, bo sami jako kultura się spłyciliśmy. Przykładem takiej prawdziwej miłości może być J. R. R. Tolkien i C. S. Lewis. Dziś powiedziano by o nich geje, a to była autentyczna męska przyjaźń, w której można było z głębi serca powiedzieć "Kocham cię stary".

podpis: S.
Zgadzam się, że przydałoby się trochę więcej słów na opisywanie świata.
Ale przyrównanie przyjaźni do miłości nieerotycznej raczej nietrafne.
Uważam, że miłość jakkolwiek nieerotyczna i tak ma działanie pobudzające. Przyjaźń dla odmiany ma działanie uspokajające.
No nie wyobrażam sobie żebyś spotykając przyjaciela miał ochotę go potarmosić, podszczypnąć, wtulić się - a obiekty miłości nawet nieerotycznej takie reakcje wywołują.
Przyjaźń posiada również działanie stymulujące - ale właśnie ze względu na działanie uspokajające - kiedy stabilizują się dzięki przyjaźni jakieś problemy wtedy otwiera się pole do nowej aktywności.

podpis: S.
O przyjaźniach doraźnych pisałem - "kiedyś nie do pomyślenia".
I niewdziosek jako osoba poprzedniego pokolenia nie bardzo chcesz się z tym pogodzić.
Ale życie pędzi i w nowych pokoleniach przyzwolenie na przyjaźnie doraźne będzie coraz powszechniejsze. Możesz się buntować ile chcesz.
Gdybym wiedział jak, to też bym chętnie przekonywał do wartości osobistych ponad cywilizacyjnymi. Ale...

podpis: niewdziosek
Bo ja wiem, czy to życie tak pędząc znacząco zmienia człowieka? Myślę, że te tak zwane przyjaźnie doraźne istniały od starożytności i dawniej. Są prawdopodobnie popularniejsze, bo i łatwiejsze w prowadzeniu i jeszcze korzyści materialne (czy inne) przynoszą. Stąd bardziej widoczne, a w dobie masowego szaleństwa informacyjnego dobrze je widać.
Ale jakoś przyjaźniami nie mogę tego nazwać.

Nasza cywilizacja wmawia nam, że wszystko można mieć bez wysiłku, wygrać, dostać, a tak naprawdę prawdziwą satysfakcję i radość przynosi coś, co dużo od nas wymaga. I przyjaźni też to dotyczy.

podpis: Włodek
Z pierwomyśli Akwinaty i Włodka: Miłość jako uczucie to pierwszy akt każdego pożądania zmysłowego (miłość do wina, muzyki, sztuki, kobiet itd). Bez niej nie ma życia uczuciowego ani u człowieka ani u zwierzęcia. Miłość w sensie właściwym (np. opisana przez św. Pawła)to: 1/ życzenie drugiemu dobra; 2/pragnienie zjednoczenia się z ukochanym. W miłości erotycznej te pragnienia się zbiegają: moim (upragnionym) dobrem jest druga osoba i vice versa a takie dobro najpełniej realizuję się w intencjonalnym (i nie tylko) zjednoczeniu.
Przyjaźń jest w pewnym sensie trudniejsza. Miałem przyjaciela, ale posprzeczaliśmy się o filozofię i po przyjaźni. Amicus Plato sed...

"Prawdziwą satysfakcję i radość przynosi coś, co dużo od nas wymaga. I przyjaźni też to dotyczy"
To pół prawdy. Najpierw zawsze jest pragnienie i jego korelat - wartość a potem dążenie. Można się trudzić dla rzeczy błahych albo wręcz bez sensu. Tu jest coś obiektywnego, nie ustanawiamy tego własną decyzję tylko "zastajemy" takie oto. Sikor to ładnie w temacie "szczęście" wyłożył. Katolicy mówią tu o powołaniu. Każdy jest powołany do swego własnego szczęścia "U mego Ojca jest mieszkań wiele. Idę przygotuję wam miejsce".
Znam sporo osób, które podejmują to co trudne a są nieszczęśliwe. Dlaczego? Dlatego, że popędu użyteczności (uczyć bojowych: nadzieja, otucha, zapał itd), nie można usamodzielnić. Oderwane od popędu przyjemności (nie lubię ale robię), któremu z natury służy prowadzi do patologii psychicznej. W praktyce do depresji.

podpis: niewdziosek
Kurcze, było się uczyć...

podpis: rzyczliwy
Przyjaźń to uczucie. To miłość do bliźniego,jak siebie samego. Przyjaciela spotykasz. Przyjaciela nie szukasz. Przyjaciel nie jest ci potrzebny, póki Go nie spotkasz. Choć na przyjaciela masz oczy szeroko otwarte. A odkrywasz w Przyjacielu przyjaciela wtedy, kiedy ci się jakoś spodoba. Jakoś. Ważne słowo. Potem, dopiero potem, bo ci się czemuś ten ktoś podoba, wchodzisz w sojusze. I cementujesz to, co pierwej emocją było. Aż ci zbytnio ciążyć nie zacznie. I albo cement niesiesz, albo w powietrze wysadzasz, albo - to nie był cement. Przyjaźń-sojusz, to jak Miłość-rozsądek - niby jest, ale o kant dupy rozbić!

podpis: seth11
Lubię takie rozmowy serca z rozumem :))

Nie za bardzo wydaje mi się, żeby tylko w obecnych czasach nastąpiło spłycenie sojuszy. Ludzie na przestrzeni wieków nie tak bardzo się zmienili. Postęp owszem, ale cechy mamy dalej te same. Raczej skłonność do idealizowania pewnych rzeczy, cech czy zachowań popycha nas do takiego myślenia.

Z drugiej strony przyjaźń jest piękna. Nawet jeśli jest sojuszem.

podpis: BiałaGała.
Idealizujemy pewne wartości, bo o tym marzymy. Człowiek zawsze w realnym świecie chciał stworzyć coś co miał w wyobraźni. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że pewne plany trzymane w głowie po prostu są niewypałem w rzeczywistym świecie. I może stąd te nasze rozczarowanie dotyczące przyjaźni, która okazuje się nie taka idealna jak planowaliśmy.

podpis: rzyczliwy
Oj! Jakże Wam współczuję! Jednak to prawda, ze są ludzie, którzy wyznanie: Przyjaźń to uczucie, są skłonni uznać za przejaw idealizmu. I to naiwnego.
Uważam, że w życiu istnieją emocje. Złe - dlaczego Pan wybrał Abla? (a nie mnie, kurwa!) i dobre (i wszystko, co stworzył było/jest dobre). Przyjaźń jest po to, aby oswajać złe przez dobre. Jest to aż nad to, jak na Waszą miarę, racjonalne:). Bo racjonalną rzeczą jest - nie inteligentnym, a szczęśliwym być!

podpis: seth11
Racjonalista hehehe.

podpis: rzyczliwy
seth'cie jedenasty! Tak! hehehe. A może by tak - do rzeczy?

podpis: B_J
e-mail: trzensimordek@gmail.com
Zwulgaryzujmy dobitniej. Co do zasady jesteśmy genetycznie zaprogramowani do zawierania takich właśnie, opisywanych wyżej sojuszów: ot, na sawannie bezpieczniej było w grupie. Nie mam nic przeciwko rozważaniu Przyjaźni jako Idei, cenna to chwila znaleźć w drugim człowieku tak zdeklarowanego sojusznika, że będzie on w stanie w razie potrzeby przezwyciężyć własne lęki i odłożyć na bok własne potrzeby. Faktem pozostaje, że poczucie bezpieczeństwa jest potrzebą pierwotną, niezależnie od stopnia skomplikowania sobie życia przez homo sapiens sapiens.

Jeśli jednak przyjaźń rozumieć jako Źródło Wsparcia i Bezpieczeństwa, drażni mnie jedna kwestia, uwiera mentalnie jeden szczegół: budowanie ideału prowokuje szukanie za siódmą górą i siódmą rzeką. Jeśli szukam osób, które znają mnie najlepiej i najdłużej, którym najłatwiej jest zdobyć moje zaufanie, wobec których lojalność zawsze przychodzi mi najprościej - to czemu nie zaczynam od swojej rodziny? Z góry nie zgadzam się, że rodzina to co innego, "bo to rodzina, a Przyjaźń...". A guzik! Jeśli nie umiem stworzyć głębokiej relacji z najbliższymi, skąd mam wiedzieć jak zabrać się do budowania przyjaźni z "obcymi"? Popełnię wtedy po kolei wszystkie błędy opisywane w komentarzach...
Brakuje mi tego wątku w tekście - to tak w ramach czepiania się :)

podpis: rzyczliwy
Od sojuszy są koledzy z pracy i sąsiedzi od pożyczania soli. Ja tobie, Ty mnie.
Przyjaciół się kocha. Ergo - żona jest Przyjacielem, drogi B_J. Jak nie jest, to się ożeniłem/wyszłam za mąż z tak zwanego rozsądku. A więc to rozsądek mnie skłonił, abym cierpiał, bo życie takie jakieś...do dupy. Emocja przysparza cierpień, ale jednocześnie daje radość! Szepce, czasem krzyczy: żyj. Bo jutra nie znasz! A to ciekawe, co jutro będzie! Reasumując: z Przyjacielem/Żoną chcę spędzać przyjemne chwile, od sojusznika/żony chcę pożyczać sól. Coś uprościłem?

podpis: S. Nie myl wzajemnej pomocy z sojuszem.
Wymiana przysług nie może się równać z sojuszem.
Sojusz to zobowiązanie, to lojalność, to poświęcenie bez gwarancji gratyfikacji.
A przyjaźń to nie miłość. Polemizowałem już z tym wcześniej. (gdzieś tak w 2/3 komentarzy - odsyłam)

podpis: rzyczliwy
Nie myl Przyjaźni z sojuszem! Przyjaźń jest właśnie mimo sojuszu. Jest absolutnym zaprzeczeniem sojuszu. Sojusz jest chwilowy i racjonalny. Przyjaźń - irracjonalna i wieczna. Nie muszę mieć z Tobą żadnego wspólnego interesu (sojusz), a mimo to........... Magia! Masz prawo w nią nie wierzyć! Gdybyś spróbował - może byłbyś szczęśliwszy?

podpis: S.
Nie będę Cię dalej przekonywał. Nie widzę nic specjalnie złego w idealizowaniu przyjaźni.

podpis: N.
e-mail: natusiek@gmail.com
Szalenie spodobała mi się uwaga o tuleniu, tarmoszeniu i podszczypywaniu. A kto kurcze powiedział, że nie? Normy społeczne i wzorce zachowań. Podejrzewam, że mężczyźni tulić się będą do przyjaciół swych znacząco rzadziej bo zwyczajnie sensu w tym nie widzą (chyba, że się mylę), podczas gdy dla kobiet uścisk jest jednym z najwyraźniejszych sygnałów wsparcia i empatii. Także tego no...
Z opisem świata jest ciężko niezależnie od języka, ale chyba kumam szczurzastego i chyba nawet się z nim trochę zgadzam.

Niech będzie że przyjaźń to sojusz. Tak samo jak sojuszem jest małżeństwo czy inny nieformalny długodystansowy związek (kurde brzmi głupio, ale chyba mimo wszystko ciut lepiej niż 'konkubinat' :P).
Ale chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie ograniczy tego tylko i wyłącznie do takiego suchego i formalnego układu obwarowanego szeregiem zasad i klauzul.

Przyjaźń z czegoś się rodzi. Nie podchodzimy do przypadkowego przechodnia i nie zaczepiamy go z propozycją zaprzyjaźnienia się. Przyjaźń powstaje na bazie sympatii, podobieństwa i innych takich, które skutkują powstaniem w głowie przekonania, że ten człowiek jest dla mnie na tyle wartościowy, żeby "zainwestować" w niego swój czas i wysiłki.
Coś tam kiedyś w temacie o miłości napomknęłam, że nie do końca się zgadzam z racjonalnością przyjaźni. No więc z tego oto tutaj miejsca tłumaczę się: ta "wartościowość" drugiego człowieka nie musi być ani trochę racjonalna. Dla przykładu: mogę się przyjaźnić z osiedlowym dresem regularnie kradnącym radia samochodowe. Osobnik to raczej mało wartościowy dla świata (a już na pewno dla właścicieli pobliskich aut). Ale dla mnie ważniejsze może być, że jak mam jakiś problem, to mogę do niego przyjść, wypłakać mu się w rękaw, a on pójdzie i temu problemowi mordę obije.
W tym sensie przyjaźń z taką powszechnie pojmowaną racjonalnością niewiele ma wspólnego.


Dziwię się szczerze mówiąc podsumowaniu: "Wiem - pospolity pogląd jest inny". Bo jak patrzę dookoła, to on wcale nie jest inny. Przyjaciołom ogromnie dużo się wybacza, nawet nielojalność. Kryterium skreślenia przyjaźni jest inne niż nielojalność: to utrata wiary w dobre intencje przyjaciela albo przekonanie, że rozpadł się fundament przyjaźni (jaki by on nie był*). Czasem to się zbiega z lojalnością, ale niekoniecznie.

*fundament = chodzi mi generalnie o to, że zawsze jest coś takiego, co uważamy za najważniejszą wartość w danej przyjaźni

podpis: S.
Akurat przykład z dresem zahacza o dużą racjonalność sojuszu - taki krewki przyjaciel to nieraz duży atut. Sam nieraz chciałem mieć baaardzo silnego kolegę z wysokim poziomem testosteronu.
A podsumowanie nie wzięło sie znikąd - spójrz choćby na dyskusję pod wątkiem Naiwność z ograniczonym zaufaniem. Lojalność jest bardzo wysoko ocenianym walorem. Zbyt wysoko.

podpis: M
Sądzę, że masz racje : seth11. W pełni. Ludzie nie umieją być wdzięczni.

podpis: Michał
Hmm, ciekawa dyskusja, dodam swoje dwa grosze po lekturze już kilkunastu tekstów na tej stronie. Ponieważ akurat mój "problem" dotyczy właśnie przyjaźni.

Jestem być może nie takim stereotypowym facetem gdyż wiem, że mam kobiecą płeć mózgu (nie mylić z narcyzem czy emo, za stary jestem na takie zjawiska, mój rocznik (81) to raczej zwykli, standardowi faceci). Jednak nie zmienia to faktu, że wdam się trochę w dyskusję. Po pierwsze jako facet uważam, że przyjaźń to jest miłość. I tu znowu brakuje zgodnie z wątkiem dyskusji słowa, które by ową miłość dobrze określiło. I piszę to z pełną świadomością, mając za przyjaciela zarówno kobietę jak i mężczyznę. W obu przypadkach czasem częściej, czasem nie potrzebuję przejawu bliskości i zrozumienia w postaci przytulenia i bliskości fizycznej większej niż w zwykłych stosunkach koleżeńskich (czyt. nie standardowy uścisk dłoni, tylko np. przytulenie, które mnie nawet jako 32 letniego faceta bardzo ładuje emocjonalnie i jest dowodem bliższej więzi, zarówno z kobietą jak i mężczyzną). Mam super dziewczynę, którą też uważam za przyjaciela, jednak Jej psychika i pewna słabość emocjonalna powodują, że czasem nie chcę ją obarczać jakąś moją słabością i wspieram się wtedy paroma przyjaciółmi, którzy czasem po prostu lepiej mnie w czymś rozumieją. Czasem to moja dziewczyna jest lepszym "kandydatem" na rozmowę o pewnym temacie...nie ma sensu wchodzić w niuanse. Pod tym względem nie miałem nigdy problemów. Jedno jest pewne, BARDZO cenię przyjaźń, jest to dla mnie uczucie praktycznie tak samo ważne jak miłość rodzinna czy erotyczna i tak zgadzam się z autorem tekstu, jest to rodzaj sojuszu i zawsze taką formę przyjaźni też akceptowałem, z sojuszem jako jej elementem.
Jednak szczerze wobec mojej przyjaciółki zawsze bardziej ceniłem właśnie owo wzajemne poczucie i wspieranie własnej wartości i świadomość tego, że ja mogę liczyć na Nią i Jej zrozumienie i czas i Ona na to samo wobec mnie (często nawet bardziej potrzebuję poczucia, że to Ona mnie potrzebuje...taka moja trochę altruistyczna i egoistyczna natura - wiem to paradoks, ale czyż umysł ludzki nie jest skomplikowany?).
Nie umiem określić czym jest dokładnie zdrada lojalności, czy zdrada w przyjaźni. Chyba musi zajść spór o już najwyższe pryncypia by owa przyjaźń się rozpadła. Kiedyś miałem wrażenie, że taki rozpadł dopadł jedną z moich relacji, która trwa 10 lat, jednak raczej się myliłem, ponieważ po czasowych nieporozumieniach, założeniu rodziny przez tę drugą osobę, wszystko wróciło do normy i nadal istnieje pewien rodzaj niewidzialnej nici i zrozumienia między nami i świadomości, że jedna osoba może na drugą liczyć zawsze.

Nigdy nie szukałem jakiejś pełnej lojalności w przyjaźni - nie chodzi przecież o to - by w sytuacji, w której kogoś krzywdzę, nie mam racji, moja przyjaciółka stawiła się za mną ślepo. Wiem, że to brzmi niewiarygodnie w dzisiejszych czasach ale ja na prawdę tego nie chcę i sądzę, że nie jestem osamotniony. Bardziej w takich sytuacjach pragnę cierpliwości i próby sił ze mną i z moim postępowaniem i próby wytłumaczenia. Kto jak nie przyjaciel, który w miarę upływu lat zna nas coraz bardziej i każdą naszą słabość, może nam najdelikatniej wytknąć pewne błędy i nawet za cenę parudniowego milczenia i konfliktu, dojść do sedna sprawy i poruszyć odpowiedni trybik w nas, wywołując tym samym jakiś efekt. Przemyślenie, zrozumienie i reszta przychodzi zaraz po tym.

Zgodzę się jeszcze z czymś, co właśnie jest chyba sednem mojego "problemu". Używam cudzysłowu ponieważ nie uważam, że jest to problem sensu stricte. Raczej pewna moja wada, nad którą muszę pracować. Owszem zgadzam się, że wbrew pozorom - przyjaźń jest zazdrosna. U mnie się to objawia tym, iż właśnie jestem zawsze dla takiej osoby, zawsze. Jednak bardzo potrzebuję zainteresowania i akceptacji, a co za tym idzie czasu spędzanego z taką osobą. Daleko mi do braku tolerancji dla innych znajomości, jednak jest w tym nutka egoizmu, z tego chyba poruszanego powyżej sojuszu. Po prostu potrzebuję czuć zainteresowanie tej drugiej osoby, potrzebuję wiedzieć, że poza kilkoma najważniejszymi ludźmi dla Niej to ja stoję w drugim rzędzie jako pierwszy i moje sprawy, radości i problemy są też dla tego moje przyjaciela czy przyjaciółki czymś najważniejszym. Nie wiem czy to egoizm wcielony, chyba ludzka natura, potrzeba bezpieczeństwa. Właśnie trochę na przekór światu, wobec świata. Zgadzam się z tym, że przyjaźnie się po to by ten świat jakoś ogarnąć. Sam chciałbym być w przyjacielskich stosunkach z całym światem jednak wiem, iż to nie możliwe.

Teraz np. gdy moja przyjaciółka przeżywa ciężkie chwile z uwagi na bardzo poważną chorobę własnej mamy, ja staram się być dla Niej możliwe jak największym oparciem. Jest to trudne, ponieważ muszę zacisnąć zęby i "przetrwać" te wszystkie chwile, w których to ja czegoś potrzebuję. W sytuacji taka jak ta, powinno to przychodzić łatwo...jednak łatwo nie przychodzi, nawet w takich okolicznościach czasem odzywa się egoizm i tęsknota. To nie tak, że nie mogę się podzielić z tą osobą moimi problemami, mogę i robię to, jednak są pewne priorytety i naturalne jest, że wszystkie moje sprawy odkładam "na potem". Tym co piszę jednak dążę jedynie do tego, że sam po sobie widzę, iż najważniejsze jest wsparcie i poczucie zrozumienia i pewnej emocjonalnej bliskości takiej drugiej osoby. Jeśli nawet taka osoba zawiedzie (tym np. że okaże chwilę słabości i da poczuć, że w danej chwili nie jesteś ważny), to moim zdaniem nie powinno absolutnie zburzyć przyjaźni. Miałem kilka razy taką sytuację i to tylko jeszcze wzmocniło więź. Potrzeba tylko rozmowy, szczerości, czasu.

Nie cenię przyjaźni jako sojuszu rozumianego bardziej od strony politycznej czy sportowej. W sytuacji, w której popełniłem błąd, oddałbym bym wszystko za pewność, że moja przyjaciółka mnie rozumie i rozumie moją chwilową słabość, niż, że chce mi pomóc w postaci nadstawienia piersi w niesłusznej sprawie, w której np. ja nie mam racji. Lojalność bardziej w akceptacji takim jakim się jest i w zrozumieniu ewentualnych błędów (oczywiście jeśli nie są one ogromne i częste, lecz to sprawa indywidualna). Choć zgodzę się, że dzisiaj to chyba niestety częściej wygląda inaczej. To lojalność jest w cenie i to ja jej ślepa odmiana.

Jeszcze jedno, ja używam słowa kocham wobec przyjaciół i się tego nie wstydzę i mimo, że nie każdy jest w stanie to odwzajemnić (w sensie artykułowania emocji), to wiem, że ta garsteczka osób to rozumie i ceni. Przyjaźnie nie są zawierane przypadkowo, one nie spadają jak grom z jasnego nieba jak zakochanie. Z czegoś wynikają, są pewną wypadkową czasu spędzonego z daną osobą, zrozumienia i tego oklepanego stwierdzenia "braterskości dusz". Lecz jednak coś w tym jest. Mija dzień za dniem i nieraz nawet nie robimy nic specjalnie by nas każdy kolejny dzień pchał w przyjaźń z drugą osobą a ona jednak się rodzi, jak samosiejka. To jest chyba najpiękniejsze w przyjaźni, bardzo to cenię w niej, iż jest kompletnie niewymuszona (piszę tu o takiej przyjaźni głębokiej, nie sojuszu, który się zawiera dla jakiś korzyści). Oczywiście w późniejszym etapie z przyjaźni obie strony mają pewne umowne korzyści jak Autor zaznacza słusznie, jednak one są pewną wypadkową znajomości, a nie jej genezą.

Nie wyobrażam sobie życia zarówno bez mojej rodziny, dziewczyny jak i przyjaźni. Mam jedną ogromną i za nic w świecie nie chcę jej stracić. I także popieram szczurzastego.

podpis: S.
Ależ się rozpisałeś.
Zazdrość w przyjaźni nie wydaje mi się czymś złym. Pod warunkiem, że nie zaczyna dominować.
A świadomość własnej zazdrości na pewno pozwala lepiej nad nią panować i nie wyszukiwać zaraz podejrzeń o zdradę.
Wg mnie właśnie nie ma "problemu". Tak jest dobrze.

podpis: ola
e-mail: aleksandra.zygmanowska@poczta.onet.pl
Wydaje mi się,że obie opcje są w porządku. Przyjaźń to relacja,w której dajemy i bierzemy. Kiedy trzeba dajemy,starając się pomóc bliskiej osobie. Kiedy potrzeba bierzemy,żeby jakoś się podnieść na duchu, zmotywować, wypłakać itd. Sojusznicza lojalność jest pewnie sprawiedliwa, szlachetna i ogólnie doceniana, ale warto pamiętać, że przyjaźń to relacja dwóch różnych osób, a ludzie są tylko ludźmi, a nie bogami. Co za tym idzie popełniają błędy i nie zawsze są w porządku wobec innych. Nie dlatego,że chcą, tylko czasem o czymś zapomną, nie zwrócą uwagi, powiedzą coś z rozpędu. Idealna przyjaźń nie istnieje, bo wszyscy mamy swoje wady i słabości. Różnimy się od siebie. W przyjaźni ważne jest to, co nas łączy. Podobne doświadczenia, upodobania, cechy charakteru. W jednych sprawach się zgadzamy, w innych nie, lecz nadal się przyjaźnimy, bo ta druga osoba jest dla nas ważna. Niezależnie od różnic, popełnianych przez nią błędów i tych zachowań, które nam się w niej nie podobają
 
podpis: ewa
e-mail: ewaanna1980@interia.eu
Cóż w życiu niewiele jest spraw prostych i jednoznacznych. Przyjaźń to nie kontrakt z obustronną korzyścią dla każdego, to nie zbiór zasad nie do złamania, bo przyjaźń z definicji nie powinna mieć szczególnych zasad gdyż wówczas staje się umową. Szczerość, to chyba jedyna niepisana zasada, aczkolwiek gdy przyjaciel zejdzie ze ścieżki prawdy i na nią wróci, to przekreślimy go ? Wybaczenie to przecież jedna z wartości jaką oferujemy przyjacielowi, nikt nie jest doskonały. Powinniśmy rozumieć, wybaczać, trwać. Tak sobie myślę, że gdy mówimy przyjaciel zazwyczaj myślimy ja + ktoś, a to chyba nie do końca tak działa, nie zawsze. Czasami darzymy przyjaźnią kogoś kto niekoniecznie umie być lojalny, wyrozumiały, wspierający. Czasami może być to ktoś arogancji, interesowny, często irytujący, nie dostaniemy od niego tego co potrzebujemy ale zawsze go wspieramy. Pomimo wad, przy kilku zaletach. Miłość, przyjaźń to uczucia "altruistyczne", jesteśmy dla kogoś lecz nie zawsze to samo otrzymujemy. Smutne jest życie gdy poprzez swoje doświadczenia zaczynamy to rozumieć ale tak to chyba jest. W życiu nic nie jest sprawiedliwe i równe w rachunkach. Ja chcę "być swoim przyjacielem", staram się traktować innych z rozwagą, nie oceniać i zachowywać w stosunku do nich tak jak chciałabym żeby inni zachowywali się w stosunku do mnie. Nie raz oberwałam za to po tyłku ale co tam, na odchodne zawsze mówiłam jeżeli będziesz mnie potrzebował/ła daj znać -jestem, mimo wszystko. Nie tracę nadziei, choć jest ona coraz mniejsza, że kiedyś spotkam na swojej drodze prawdziwego przyjaciela. A nawet jeżeli nie, to co to zmienia?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Ewa - nie twierdzę, że przyjaźń to kontrakt, reguły czy zasady - nie, to sojusz.
Sojusz rozumiany intuicyjnie - regulowany przez osobiste poczucie uczestników sojuszu.
Dlatego tak trudno się przyjaźnić z 2 osobami, które są ze sobą w konflikcie. Można szanować obie, być lojalnym - ale sojusz można utrzymywać tylko z jedną z nich.
Co do przyjaźni jednostronnej - chyba pojęcie przyjaźni wymaga dwu stron. Jednostronne okazanie czegoś podobnego do przyjaźni nazywa się raczej lojalnością, szacunkiem lub szlachetnością wobec kogoś - ale nie przyjaźnią.
 
podpis: ewa
e-mail: ...
Gdy mówimy o wzajemności, obustronności czy nie jest to wymiana? Oczekujemy..dajemy, ale....zawsze jest ale. Uczucia to trudna sprawa, relacje między ludzkie też, ja jednak trzymam się idealnej wizji , że w życiu możemy dawać bez zadawania sobie pytania \"Co ja z tego mam? \".
Lojalność, szacunek, nie, nie o tym \"mówiłam\", chęć bycia przy kimś, wspierania w życiu, pomoc. Przyjaźń jest jak woda dla kwiatów, pada nie nie , pomaga im rosnąć ale nie poczuje cudnego zapachu bzu który zakwitnie dzięki niej.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Jedno z drugim nie musi stać w sprzeczności. W przyjaźni mogą się zdarzać często sytuacje kiedy potrzebne jest wsparcie tylko dla jednej strony. I ono jest.
Czy jest coś w zamian? Jest. To poczucie, że jednak się ma sojusznika na cięższe czasy. A także powiernika na teraz.
Wspieranie bez oczekiwania wzajemności - jest coś takiego (dotyczy osób, które nie potrzebują sojusznika i powiernika) - to jednak mi się nie mieści w pojęciu przyjaźni.
Wiem o czym piszę, bo sam tak mam - mi sojusznik nie jest potrzebny - i nie nazwałbym tego przyjaźnią, a tylko dobrym pojęciem koleżeństwa (w większości przypadków) i poczuciem odpowiedzialności za kogoś (w mniejszości).
 
podpis: ewa
e-mail: ...
Mi przyjaciel jest bardzo potrzebny, jednak go nie mam. Nie da się do zamówić, wyszukać. Postanowić, że jest. Nie wiem.. To że go nie mam, nie znaczy jednak, że nie umiem być dla innych. Jestem, zawsze. Są osoby, które mówią o mnie przyjaciel, wiedzą, że jestem zawsze. Ja nie mam takiej świadomości, ba nawet mam pewność, że nie. Nie znaczy to jednak, że kiedykolwiek się odwrócę od tych dla których jestem przyjacielem.
Poplątane to wszystko. A może jestem typem osoby, która nie potrafi być w takiej relacji? Umiem dawać ale z braniem jest pewien problem...taki, że zaczynasz się przyzwyczajać, staje się to słabością, a słabości często są powodem późniejszych rozczarowań czy smutku. Z czasem uczymy się specyficznego dystansu.
Kiepski dziś wieczór na takie przemyślenia. Spokojnego wieczoru.
 
podpis: S.
e-mail: ...
A widzisz.
Przyjaźń to nie wzajemna pomoc tylko sojusz. A sojusz to wspólna walka z czymś/kimś.
Skoro potrzebujesz przyjaciela, to zacznij się dzielić nie przysługami - ale problemami.
 
podpis: ktoś
e-mail: ...
Nie wiem czy do końca mogę się zgodzić że przyjaźń to sojusz... ale dla mnie przyjaźń jest czymś najbardziej fenomenalnym co mnie w życiu spotkało!!! Podkreślam też że nie wierze i nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną!! mówię to na własnym doświadczeniu...
Ja dla przyjaciela mogę zrobić dosłownie wszystko! nie zależy mi wtedy na sobie i wówczas jest to bezinteresowne. Nie chcę się też oszukiwać, że bywają chwile kiedy mi jest ciężko, ale mój przyjaciel stoi na straży
 
podpis: ewa
e-mail: ...
Żeby się dzielić problemami trzeba mieć z kim. Nie można obarczać nimi kogoś ot tak. Przynajmniej ja tak nie umiem. Sojusz? Cóż, nie dla mnie. Sojusz przeciwko komu, czemu? No chyba, że życiu ... To można ewentualnie w ten sposób postrzegać, ponieważ przyjaciel pomaga radzić sobie z tym co życie daje nam niezbyt specjalnego.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Ktoś - nie możesz z doświadczenia twierdzić, że czegoś nie ma. Nie ma w Twoim doświadczaniu - tylko to.
Ewa - Nie obarczać. Dzielić się. To co innego.
 
podpis: ewa
e-mail: ...
Dzielisz się wtedy gdy ktoś chce być częścią Twojego życia. W innym wypadku obarczasz. Tylko w jaki sposób uzyskać przekonanie, że ktoś chce być częścią Twojego życia?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Inaczej to widzę.
Obarczasz - przedstawiając jako problem, z którym sobie nie poradzisz bez pomocy. A i pomoc jest niełatwa.
Dzielisz się - jeśli sugerujesz, że bez pomocy też dasz radę - pozostawiasz wybór. Lub przedstawiasz problem łatwy do rozwiązania z zewnątrz.
Pamiętaj, że ludzie chcą się czuć potrzebni. Jeśli stworzysz komuś okazję do pomocy sobie (o ile nie wytwarzasz nacisku) - wyświadczasz mu przysługę!
Bo wygląda mi, że zupełnie nie bierzesz tego pod uwagę.
 
podpis: ewa
e-mail: ...
Biorę...chciałabym... Zbyt wiele razy jednak się zawiodłam. Zostałam sama w najgorszych momentach. Jak mam ufać ? Żeby podzielić się z kimś \"swoim światem\", szczególnie tak skomplikowanym trzeba ufać, a ja już chyba nie umiem.
To niezbyt optymistyczne poznać taką prawdę o sobie ale nigdy nie odwracam twarzy od prawdy.
 
podpis: S.
e-mail: ...
No tak. Więc problem to nie przyjaźń - ale wybaczanie, zabezpieczenie i zaufanie.
W tej kolejności.
Najpierw jakoś musisz wybaczyć, potem się zabezpieczyć, a w końcu zaufać. Nie komuś - sobie, że się dobrze zabezpieczyłaś.
 
podpis: ewa
e-mail: ...
Z wybaczeniem nie mam problemu. Zaufanie to chyba próg nie do przejścia niestety.
 
podpis: ewa
e-mail: ...
zabezpieczyłam się jednak nie dość szczelnie, wciąż w swej naiwności popełniam błędy i czasami zostawiam malutką szczelinę przez którą zamiast czegoś dobrego wdziera się rozczarowanie i ból. Jedyne co muszę zrobić to przeprosić za to że zabezpieczyłam się, masz rację. Zabezpieczyłam się niezbyt szczelnie i to mój błąd. Mimo tak wielu lekcji nie umiem
 
podpis: Kryn
e-mail: Mistrzo_844@wp.pl
a co powiecie na przyjażń z ex??? po byciu z Nia mam wyrzuty do Niej, wtytk8i i insynuacje. Ona jest po przejsciach (socjopata) a ja bylem ostoją........
 
podpis: S.
e-mail: ...
Ewa - polecam artykuł (nieco niżej w spisie) \"Naiwność z ograniczonym zaufaniem\".
 
podpis: ela
e-mail: info.styleandlifecoaching.com
To prawda znacie ballade Leonarda Cohena ,Blue raincoat,
Przyjazn moze zawierac elementy zalu i nienawisci i dalej byc przyjaznia.

Przyjaznilam sie z trzema siostarami na obcej ziemi i trwalo to lata i nagle wycofaly sie i nie odpowiadaja- w takiej chwili kiedy moj maz zbankrutowal, w pracy mnie przesladowano, a moja matka zmarla i inne mniejsze problemy.
One sa znacznie mlodsze, ale dojrzale kobiety. Czy one byly moimi przyjaciolkami?
 
podpis: ela
e-mail: info.styleandlifecoaching.com
To prawda znacie ballade Leonarda Cohena ,Blue raincoat,
Przyjazn może zawierac elementy zalu i nienawiści i dalej byc przyjaznia.

Przyjaznilam sie z trzema siostrami na obcej ziemi i trwało to lata i nagle wycofały sie i nie odpowiadaja- w takiej chwili kiedy moj maz zbankrutował, w pracy mnie prześladowano, a moja matka zmarła i inne mniejsze problemy.
One sa znacznie młodsze, ale dojrzale kobiety. Czy one były moimi przyjaciółkami?