przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

PRZECIW DEPRESJI


Znowu się będę wymądrzał i lekceważył osiągnięcia okołonaukowe - ale zauważam kolejną dziurę w postrzeganiu ważnych spraw. Psychologowie znów się nie popisali.
Być dziury nie ma - może mam pecha i nie natrafiłem. (jakby co to proszę mnie prostować)

Depresja bywa coraz większym problemem w świecie. Więc powinna być ośrodkiem zainteresowania wielu mądrych głów. I te mądre głowy powinny wszelkimi sposobami szukać recepty na depresję.
Więc patrzę co proponują mądrzejsi ode mnie. Oprócz farmakologii (daj Boże skutecznej) uwagę się poświęca motywowaniu do takiej czy innej aktywności w zakresie zapanowania nad swoim życiem.

Wszystko fajnie - tylko depresja właśnie polega na niechęci do aktywności. Nie chce się działać, wstawać, spotykać znajomych a nawet myć. Można namawiać - ale to chyba słabo działa.
To tak samo jakby namawiać: Nie bądź w depresji, bo to ci szkodzi.

Każdy w depresji wie, że to mu szkodzi. I co? I gówno - jak mawiają prości ludzie.

Depresja przypomina objawami coś w rodzaju obrażenia się na swoje życie. Nie podoba mi się co życie ze mną robi, nie mam poczucia własnej wartości, nie mam ochoty na kontakty i aktywność.

Niedawno odkryłem, że najlepszym sposobem na obrażenie się - jest zrobienie czegoś dobrego dla obiektu, wobec którego czuje się obrazę. Jak ktoś ci nagadał, obraził cię, zawiódł - to ty mu wyświadcz nieoczekiwaną przysługę!
Tak!
Wyświadcz mu przysługę!
Na oko wygląda kuriozalnie. Ale obrażenie się - to naprawdę jest przyznanie się do bezsilności. To wydaje się jedyną bronią, jaka jeszcze została do dyspozycji.
Ale nie.
Zawsze jest jeszcze jedna broń. Zrobić coś dobrego dla osoby, która uraziła. Ty mi źle - a ja ci dobrze!
Człowiek wtedy przestaje czuć się bezsilny. Nawet, jeśli przysługa zostaje odrzucona lub zlekceważona - pozostaje wrażenie własnej wartości, wzniesienie się ponad. Człowiek przestaje bezsilnie dyszeć chęcią rewanżu za urazę - i może się zabrać za swoje sprawy.

Podobnie będzie z depresją.
Przeciwdziałanie depresji - to robienie czegoś dobrego dla otaczającego świata.
A zrobienie czegoś dobrego - to wzrost poczucia własnej wartości, jakieś uzasadnienie sensu własnego istnienia, no i pojawia się jakiś aspekt rzeczywistości, który nie jest dołujący.
A także jest większa chęć kontaktu ze światem - dla którego zrobiło się coś dobrego.

Jeśli popatrzeć dookoła - to jest wiele okazji zrobić coś dobrego. Od wspomożenia biedaka lub chorego, po wsparcie kogoś bliskiego lub dalszego, wyświadczenie nieoczekiwanej przysługi, a nawet podniesienie śmiecia z ulicy, czy sprawienie komuś prezentu (znajomemu a nawet i obcemu).

To też jest aktywność - ale o wiele łatwiejsza niż ogarnięcie swojego życia w stanie depresji.
W depresji własne istnienie wydaje się żałosne i nie warte wysiłku.
Tzw. dobre uczynki wobec innych - są bardziej obojętne na wstępie. Więc łatwiejsze w realizacji - a też przynoszące po dokonaniu więcej satysfakcji, niż zrobienie czegoś dla swojej żałosnej osoby.

Mnogość depresji w dzisiejszych czasach jest wg mnie efektem większego wzajemnego zobojętnienia. Bezinteresowne robienie czegoś dobrego stało się niemodne.
Ta moda na interesowność pozbawiła nas naturalnego lekarstwa na depresję.

Niechże tak będzie - skoro taka moda.
Ale jak już ktoś wpadł w depresję - to niech obowiązkowo codziennie zrobi coś dobrego nie dla siebie.
Może to być uznane za niemodne frajerstwo - ale w końcu i tak to będzie zrobione coś dobrego również dla siebie. Więc to frajerstwo nie jest takie straszne.





   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

 
podpis: Pytek
e-mail: ...
No, nareszcie!
Dzięki :)
 
podpis: K.
e-mail: ...
Można się zgodzić? :)
Ewangelią powiało - jaka miła woń :)
 
podpis: S.
e-mail: ...
Żadna ewangelia - tylko zwykły rozsądek i dobrze pojęty własny interes.
 
podpis: FSO
e-mail: ...
„Wiśta wio, łatwo powiedzieć”
Cały problem tkwi właśnie w tym, że depresja uniemożliwia choremu prawdziwą ocenę rzeczywistości. Jeśli zaświta w nim myśl zrobienia czegoś dobrego dla kogoś, natychmiast pojawią się dziesięciokrotnie silniejsze myśli, że to wszystko nie ma sensu i choćby do pokoju przyszedł go przekonywać sam Dalajlama XIV, nic nie zmieni stanu rzeczy. Przypuśćmy nawet, że chory się przemoże i coś zrobi. Zaraz potem zacznie deprecjonować swój czyn, choćby dlatego, że to ON go dokonał (ciągle przecież postrzega siebie jako najgorszego z najgorszych). Bez gruntownej zmiany sposobu myślenia nic się nie polepszy.
Depresja nierzadko wiąże się z objawami uznawanymi w społeczeństwie za dziwactwo, toteż chory podświadomie ucieka w alienację z lęku przed reakcją otoczenia. Powstaje błędne koło. Depresja potęguje lęk, który potęguje depresję. W tej sytuacji choremu nie pozostaje nic innego jak albo się powiesić, albo wyjść do ludzi. Ale weź tu i wyjdź, jak uważasz się za najgorszego, masz siebie dość i zwyczajnie siebie nie lubisz. Cóż począć…
Nauka twierdzi, że przyczyn depresji należy szukać m.in. w chemii mózgu. Zbyt mały poziom serotoniny i noradrenaliny powoduje utrudniony przepływ impulsów nerwowych (zaśniedziałe styki). Moim zdaniem właśnie leki są podstawowym środkiem zaradczym.
Skuteczność psychoterapii „mówionej” pozostawia wiele do życzenia. W założeniu terapeuta ma niejako obnażyć absurdalność i niepoprawność schematów myślowych pacjenta oraz sugestią naprawić jego nikłe poczucie własnej wartości. No sorry, ale dopóki chory sam swoją działalnością nie zbuduje silnego przekonania o własnej wartości, nikt go nie przekona, nawet Dalajlama;) To trochę, jakby ortopeda rozmową usiłował przekonać nogę pacjenta, by ta się zrastała. Jeśli pacjent ciągle „sapie psychicznie” i nie może samemu wyjść z dołka, bez leków raczej nic nie zdziała.
Inną sprawą pozostaje wpływ otoczenia. Niektóre środowiska są wybitnie „depresjogenne” (dysfunkcyjne rodziny, przemoc w szkole). Obawiam się, że bezinteresowne robienie czegoś dla kogoś, choć jak najbardziej słuszne i terapeutyczne, może czasem okazać się niewystarczające. Ale się rozpisałem… Pozdrawiam!
 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie zabieram głosu wobec farmakologii - bo za mało wiem.
Jednak z dwojga:
Zrobić coś ze sobą...
Zrobić coś dla kogoś...
Znacznie łatwiejsze będzie to drugie - nie łatwe ale łatwiejsze. Z tych samych powodów o których pisałeś. I bardziej efektywne.
No i tego dotyczył tekst.
 
podpis: szczurzasty
e-mail: ...
Drogi Sikorze! I wy... reszto dyskutujących :)
Co do K. - rzeczywiście powiało chrześcijańskim nauczaniem, ale Władek się do tego nie przyzna:) Co do FSO- Uwielbiam czytać i słuchać zwolenników jedynie słusznej farmakologi. Wszyscy wiedzą, że jedną z głównych przyczyn depresji, jest niski poziom serotoniny w mózgu. Nie mniej jednak nie został on wytworzony tak o sobie bo nasz organizm miał tak pomysł. To nasza psychika wymogła takie zachowanie na mózgu. Prawdą jest, że przyjmowanie leków pomaga. Niestety nie wszystkim i nie w całym okresie choroby. Terapia prowadzona nie tylko przez terapeutów, ale i przez członków rodzin czy przyjaciół pomaga choremu w powrocie do równowagi. I to właśnie takie zachowania jakie proponuje Sikor przyczyniają się do poprawy stanu pacjenta. Nie mówię tego z książek ale z praktyki pracy z takimi osobami. A kończąc to jestem zdziwiony, że zgadzam się z Władkiem w jakiejś kwesti... Choć do tych samych wniosków przyprowadziło nas różne rozumowanie to uznam to za CUD. (może być świecki) :)
 
podpis: FSO
e-mail: ...
Czuję się w pewien sposób wezwany do tablicy:)
Właśnie. Uważam, że nie można do wszystkich przypadków depresji podchodzić jednakowo. Dobrze, popełniłem taki sam błąd, uznając leki za ogólną, podstawową metodę leczenia depresji. Bo różne bywają jej przyczyny. I z różnych środowisk wywodzą się pacjenci. Np. trudno o skuteczność terapii współprowadzonej przez rodzinę, w przypadku, gdy właśnie dysfunkcyjna rodzina jest głównym powodem depresji. Co wtedy? Znam przypadki, kiedy dopiero radykalna zmiana otoczenia, połączona z przeprowadzką i odcięciem się od części rodziny dała pozytywny skutek. Do tego trzeba sporo odwagi.
Muszę powiedzieć, że przez wiele lat spotkałem się z najróżniejszymi podejściami terapeutów do tematu depresji. M.in. słyszałem dość skrajną opinię, że jeśli ktoś wpada w regularne epizody depresyjne, to już taka jego natura i niewiele da się zdziałać. Mimo odbycia skutecznej terapii, której efektem jest krótkotrwała poprawa nastroju pacjenta, ryzyko wystąpienia kolejnych stanów depresyjnych w przyszłości będzie duże. Przytaczam tyko cudze zdanie. Nie wiem, na ile jest prawdą. Ja nie jestem terapeutą, ale miałem styczność z depresją.
Nie kwestionuję metody Sikora, a wręcz przeciwnie. Jest słuszna i terapeutyczna. Zwłaszcza, gdy chory pielęgnuje w sobie poczucie niższości i nie daje sobie pomóc. Po prostu, żeby niektórych chorych w ogóle skłonić do wyjścia z wyrka i zrobienia czegokolwiek, trzeba ich trochę postymulować. Stąd farmakologia. Nie wykluczam, że zwyczajnie dużą rolę odgrywa tutaj efekt placebo. Skoro psychika wymogła obniżenie poziomu serotoniny, to może również wymóc zachowanie odwrotne. Ale do tego trzeba małego oszustwa w postaci pigułki.
Znowu się rozpisałem... Pozdrawiam!
 
podpis: S.
e-mail: ...
:) Szczurzasty, nie kłam, że to jedyny przypadek gdzie się ze mną zgadzasz.
Nie zgadzamy się w \"fundamentach\" ale nie tak rzadko wnioski się zbiegają.
Bo dobrze pojęty egoizm i hedonizm - zaskakująco prowadzi do postaw dość pozytywnych.
Ale by to przyznać to trzeba porzucić przekonanie, że istnieje tylko Jedynie Słuszna Droga. Czego sobie i Tobie życzę. ;)
 
podpis: szczurzasty
e-mail: ...
Chciałbym złożyć oświadczenie!
Rzeczywiście w wielu kwestiach zgadzam się z Władkiem :)
Tych, którzy poczuli się dotknięci moją ostatnią wypowiedzią szczerze przepraszam. Szczególnie Ciebie Władku:)
 
podpis: Patryk
e-mail: patryk. borucki @ op.pl
Zauwrzyłem u siebie niechęć do dalszego życia brak większych perpektych na wizję swojego życia.Brak sił do wykonywania swojego zawodu który bardzo lubię czyli gastronomia. Mam wiele marzeń które są realne lecz niechęć jest silniejsza ode mnie.Trace nadzieję na dalsze swoje życie.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Zdarza się. Po prostu się nie chce.
Ktoś niegłupio stwierdził, że to z powodu oceniania - ocenia się siebie, ocenia się osiągnięcia, ludzi, sytuacje.
No i racja. Tam gdzie jest ocena - tam zdarza się rozczarowanie. Bo jak nie ma oceniania - to i rozczarowania być nie może.
A wtedy się przyjmuje to co jest.
Może to za dużo oceniania...?
 
podpis: M.
e-mail: monika_sala@vp.pl
Same błędy logiczne. Jeśli w depresji nie ma się siły ani ochoty nic robić, nawet się myć, to już do kwadratu nie ma się siły robić na siłę jakiś wydumany dobry uczynek, i to dla nikogo. Marne to filozofowanie.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie dla nikogo.
Nikim w tym momencie zwykle czuje się osoba w depresji.
 
podpis: K.
e-mail: ...
A dlaczego Ewangelia nie miałaby być równoznaczna ze zwykłym rozsądkiem i dobrze pojętym własnym interesem.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Nie wciągaj mnie na to pole.
 
podpis: K.
e-mail: ...
Mam przekonanie, że człowiek usiadłszy i zastanowiwszy się zawsze dojdzie do wniosku, że najlepiej wyjdzie stosując się do rad ewangelicznych. Może jednak tego nie chcieć.
 
podpis:
e-mail: S.
16:56 14-07-2014
 
podpis: :)
Mam przekonanie, że jak się usiądzie i pomyśli to dojdzie się do dobrych wniosków.
e-mail: K.
22:33 14-07-2014
 
podpis: Tylko trudno się zebrać.
e-mail: krysia
22:17 09-09-2014
 
podpis: Coś w tym jest co mówisz ale chyba nie cierpiales na depresję.To nie jest tak ze pomoc drugiemu nam nie pomaga. Pomaga ale na krótko bo depresja nie wynika z egoizmu.Czasem to splot różnych rzeczy.Czasem nasza osobowość.Ja myślę że brak miłości wobec nas to może sprawić. Coś o tym wiem bo cierpię na depresję. Trzeba się spieszyć z kochaniem ludzi. Tak szybko po nich zostają buty i telefon głuchy bo w depresji nie chce się podnieść słuchawki.
e-mail: anonim ;)
15:33 25-11-2014