przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

Skrzyneczka z kostką i grzech pierworodny



Wyssana z palca przypowieść - jak to Bóg zamknął kostkę do gry w skrzyneczce, podrzucił i pozwolił spaść wedle przypadku. Zostawił ludziom skrzyneczkę jako symbol swojej tajemnicy - którą może znać tylko on, a nikt z rodzaju ludzkiego.

Ludzie wokół skrzynki zbudowali świątynię i tam oddawali się zadumie nad marnością ludzkiego poznania wobec boskiej wszechwiedzy. Skrzynka otaczana była z coraz większą czcią wraz z coraz głębszym pojmowaniem potęgi Boga.

Co bardziej pobożni zapragnęli mieć podobne skrzyneczki w domu. Więc niektórzy z nich polecili dla siebie wykonać podobne skrzyneczki z zamkniętą kostką w środku. Lecz sen im z powiek spędzała świadomość, że na ich kostkach zapewne inna wartość oczek niż w tej boskiej.
Spytali więc kapłanów, czy nie urąga to czci Boga jeśli oddają cześć skrzyneczce z kostką o innej wartości oczek. Kapłani długo myśleli, aż w mądrości swojej orzekli, że nie o wartość oczek idzie, ale szacunek dla wszechwiedzy Boga - bo Bóg przecież wie również ile oczek na ich kostkach, gdy oni sami z pokorą muszą przyznać, że tej tajemnicy nie poznają.

Ale zaczęły zdarzać się przypadki bluźnierczych prób poznania wartości oczek w domowych skrzyneczkach - a to przez wiercenie dziurki, a to przez przezroczystą ściankę - jednak próby te zostały potępione i w końcu wszystkie skrzyneczki domowe mocą urzędów kapłańskich zastały uznane za zabronione i bluźniercze.
Została tylko ta jedna w świątyni.
Tym większą czcią darzyli wierni tę jedną boskiego pochodzenia.

Była wśród wiernych osoba szczególnie gorliwie odczuwająca świętość skrzynki. Każdą wolną chwilę poświęcała na zadumę nad marnością ludzkiego poznania wobec boskiej mocy przenikania swoją wiedzą ścian skrzyneczki. I gdy kiedyś położyła się spać, przyśniła jej się skrzyneczka tak jak ją pewnie sam Bóg widział - przezroczysta! Próbowała odwrócić wzrok, ale było za późno - zobaczyła na kostce 4 oczka.

Kiedy się obudziła, była w wielkim rozdarciu. Czy to był zwykły sen spowodowany ustawicznym myśleniem o skrzynce, czy sen zesłany przez Boga, który za pobożność nagrodził ją odkryciem swojej tajemnicy?

Kiedy poszła po radę do kapłanów, ci długo się zastanawiali. Znali pobożność tej osoby, ale jednak sens skrzyneczki tkwił w jej tajemnicy, więc jakże Bóg sam miałby zniszczyć tak ważną relikwię? Uznali, że nie wolno o tym śnie nikomu mówić - chociaż sami dobrze zapamiętali tę liczbę: cztery.

W tajemnicy przed wiernymi zaczęli się zastanawiać, czy sen ów mógł być prawdziwie od Boga. Wiedzieli, że nikt nie może znać tajemnicy, więc odrzucali tę myśl. Ale im bardziej odrzucali, tym natarczywiej myśl wracała. Aż jeden z nich wysnuł dowód nieomal w pełni logiczny, że czwórka nie może być Tą liczbą oczek. Wszyscy odetchnęli z ulgą, że nie czwórka! Że tajemnica nie doznała uszczerbku.
Tylko inny z kapłanów zaprotestował. Odrzucenie czwórki to jest uszczerbek dla tajemnicy! Skoro wiemy, że nie czwórka, to już coś wiemy!

I wątpliwości na nowo opanowały kapłanów. Każdy zaczął przemyśliwać co naprawdę może być w skrzynce. Jeden nawet obejrzał dokładnie postument na którym stała skrzynka - i zobaczył cztery żuki, które się po chwili rozeszły!
Wezwano jeszcze raz osobę nawiedzoną snem. Okazało się, że sen powtarzał się co jakiś czas, ale jeszcze bardziej wyraźny.

Teraz kapłani już zdecydowanie zaczęli się spierać między sobą. Każdy, kto umiał myśleć, zaczął wysnuwać argumenty za i przeciw. Pobudzeni sporem zaczęli dowodzić - jedni, że wszystko tylko nie czwórka, inni, że sen jest proroczy, chociaż wielu, że nie wolno wcale nad tym dyskutować. Ale też znaleźli się tacy, którzy w olśnieniu zaczęli dowodzić że tylko jedynka - to sprowokowało innych do opcji, że tylko szóstka. Aż w końcu wszystkie możliwe liczby oczek znalazły swoje argumenty.

W zacietrzewieniu spowodowanym sporem rozstali się ze sobą, a od następnego dnia pierwsi do ofensywy ruszyli zwolennicy proroczego snu - ogłosili wiernym odkrytą prawdę.
Nie zdzierżyli tego zwolennicy innych opcji i ogłaszać zaczęto każdą z odpowiednim komentarzem.
Wierni również się podzielili. Do jednych trafiały jedne argumenty, do drugich inne. Każdy miał swoje wyobrażenie Boga - jedni uznali wynagrodzoną pobożność, drudzy maksymalizm szóstki, trzeci skromność i absolut jedynki...
Tylko ortodoksyjni kapłani głoszący niepoznawalność tajemnicy nie mieli nic nowego do powiedzenia. Prosili, przekonywali, grzmieli - ale niewielu wiernych udało im się skupić. Argumenty pozostałych opcji coś więcej mówiły o Bogu niż ortodoksyjny pogląd o niepoznawalnej tajemnicy.
Ludzie chcieli konkretnego Boga odtąd-dotąd - to źle, to dobrze, to wolno, tego nie wolno. Kto będzie czcił mgłę, kiedy ma jeszcze do wyboru pioruny i słońce?

No a dalej to już wiadomo. Spory, szykany, wojny. Same konkrety.

A Bóg patrzył na to bez żadnego gniewu. Chociaż wszystko tonęło w bluźnierstwie i profanacji.
Bo Bóg od zawsze wiedział, że tak się stanie i że wiele pokoleń musi się wymordować z Jego imieniem na sztandarach, zanim ludzie pojmą jakie jest prawdziwe znaczenie skrzynki.




   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: pytek
Tylko po co? po co? po co? Bo i tak nie wszyscy pojmą, tylko Wybrani. A pokoleń szkoda, takie fajne pokolenia były...
A nie można było uniknąć niedorób?

podpis: S.
Jakże to? Chciałbyś żeby stworzono świat w ostatniej fazie rozwoju?
Żeby twórca tej klasy co Bóg stworzył dzieło statyczne w czasie?
No i jeszcze jedno: a co z tym Prawdziwym znaczeniem skrzynki? Czy nie pozbawione byłoby sensu?
:)

podpis: pytek
Najwyższa Faza Rozwoju byłaby rzeczywiście dość nudna.
Ale skazywanie swych dzieł na cierpienie rozwleczone przez eony w imię Sztuki i Znaczenia Skrzynki jest chyba nie w porządku.
A właściwie jakie jest to znaczenie? :) Pogoń za króliczkiem?

podpis: S.
Akurat nie ganianie króliczka. Znaczenie jest oczywiście symboliczne (ale wymowne - jak już zostanie odczytane).
Tak wiem, droczę się.
Na to cierpienie można spojrzeć z 2 stron.
1. Gdyby nie grzech pierworodny (czyli próba zrównania swojej wiedzy z boską) cierpienie by nie wystąpiło.
(chociaż od początku grzech pierworodny był nieunikniony - i Bóg nie mógł o tym nie wiedzieć)
2. Cierpienie jest raczej nieodłącznym elementem drogi rozwoju, który ma przebieg niewymuszony (niezdeterminowany). Ilość cierpienia zależy jednak już od stopnia błądzenia na tej drodze - i jest pewnego rodzaju kierunkowskazem (co opisywałem w: na cholerę Zło)
(O! I już trochę podpowiedziałem w sprawie znaczenia skrzynki)

podpis: pytek
Te cztery żuki, co się rozeszły to oczywiście Beatlesi? :D

podpis: S.
Wcale nie tak oczywiście. ;)

podpis: pytek
Za trudne. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to optymalna liczba członków twórczej grupy artystycznej :D

podpis: Robocik
Im więcej poznajemy, tym więcej pytań stawiane jest przed nami. Każda teza religijna, której nie można udowodnić, może być zinterpretowana na różne sposoby, zaś to prowadzi do różnic i w konsekwencji do wojen.

Ludzie muszą dorosnąć do swobody wyboru, do tego, że każdy ma prawo wierzyć w liczbę oczek na kostce wedle własnego widzimisię oraz szanować prawo innych do odmiennego zdania.

podpis: S.
Trochę się zgadzam.
Ale jednak o ile lepiej gdyby ludzie dorośli do tego, że zamiast wierzyć w liczbę oczek, zaczęliby wreszcie wierzyć, że tylko Bóg to wie i nikt więcej.

podpis: pytek
Nie jest ważne, ile oczek jest na kostce. Nie jest nawet ważne to, że kostka jest zamknięta w skrzynce. Przedmioty te są w istocie tym samym, czym jest jabłko z drzewa wiadomości. Jest ucieleśnieniem informacji dla stworzonych, że nie mają szans na zrównanie się w ich możliwościach z możliwościami Stwórcy.
To znaczy, że gwóźdź nigdy nie zostanie maszyną produkującą gwoździe, książka nie zostanie pisarzem, robot nie zostanie człowiekiem. Czyli chodzi o łagodne ograniczenie pychy człowieczej, której pojawienie się jest koniecznością w świecie, w którym dąży się do zwycięstwa, skutecznie walcząc z przeciwnościami losu i osiągając kolejne sukcesy, co powoduje coraz większe zadzieranie nosa. Uff... Ale długie zdanie.
Co do sztucznej inteligencji, chyba jest szansa na jej pojawienie się, ale raczej będzie ona tylko podobna do inteligencji ludzkiej a w najlepszym razie pójdzie drogą równoległą.
Swoją drogą, ciekawe jest, czy Stwórca Omnipotentny jest również potentny, by stworzyć swego bliźniaka, a jeżeli tak, to na przykład stworzyć swego stwórcę?

podpis: S.
Myślisz dobrze ale...
To jest rozumowanie godne odbiorcy. A tu trzeba pomyśleć jako twórca.
Bóg stworzył człowieka na wzór swój - i uczynił go zdolnym być twórcą - z ograniczeniami - ale jednak kimś więcej niż odbiorcą.
Myśląc tak skromnie o człowieku - ujmujesz Bogu z jego dzieła. Gdyby twórca zechciał aby gwóźdź był zdolny produkować gwoździe - to pewnie by to zrobił. Człowiek jest w stanie wyprodukować innego człowieka :). Człowiek jest w stanie wiele stworzyć - wiele więcej niż się potocznie uważa.
Więc nie chodzi o ograniczenie pychy - chociaż warto pamiętać o "errare humanum est".
Stwórz swoją skrzyneczkę - o zawartości której będziesz wiedział tylko Ty i Bóg - a może czegoś nowego doświadczysz.
:)

podpis: pytek
Nie traktuję człowieka wyłącznie jako odbiorcę. Przykłady moje nie miały świadczyć o braku jakichkolwiek możliwości twórczych, o ograniczaniu życia do wegetacji i przedłużania gatunku, ale o uświadomieniu sobie, że w tworzeniu istot podobnych sobie istnieją bariery. I nie chodzi o tworzenie mimowolne, przy okazji miłych czynności (czasem przecież nawet wbrew woli), tylko o tworzenie świadome, przemyślane i zaplanowane. Nie ujmuję nic Bożemu dziełu - jego twory są pełne możliwości, chęci i mocy twórczych ( może nie wszystkie egzemplarze :), ale jednak tkwią w klatkach ograniczeń, o których piszesz. Może są to klatki o gigantycznych rozmiarach, ale jednak klatki. Rzeczywiście możliwości ludzkie są ogromne, przeważnie sądzi się o nich na podstawie swej codziennej egzystencji, dopiero ktoś o szerszych horyzontach, wizjoner potrafi dokonać rzeczy większych.
Stworzenie własnej skrzyneczki to przecież jest odczuwanie i myślenie. Znamy je tylko my i Bóg. Odczuwanie jest bardziej bierną stroną - czasem próbujemy przekazać nasze odczucia innym, ale różnie to wychodzi. Myślenie to już jest przetwarzanie odczuć, wspomagane czasem twórczym impulsem z góry. Czyli odczuwając i myśląc stajemy się takimi lokalnymi Stwórcami :)

podpis: S.
Więcej rozmachu!
Jak to nie stworzę człowieka? Stworzę nawet cały świat. Napiszę książkę i stworzę. W pełni władzy nad życiem i śmiercią.
Że tylko książka?...
Bóg też stworzył TYLKO 3-wymiarowy świat poruszający się wzdłuż czasu. Czy Bóg mógłby stworzyć świat podobnych sobie Bogów???...
On też ma pewnie jakąś klatkę ograniczeń.
Jesteśmy bardzo podobni - chociaż skala inna.
I tak jak postać z książki nie będzie znała mojego świata (chyba, że postanowię inaczej) - tak my nie mamy co odgadywać jak wygląda świat Boga. To nieosiągalne.
Za to osiągalne jest poznanie naszego świata i samych siebie - a z roku na rok odkrywam jak wiele jest ukrytych mocy z których nie korzystamy (wcale nie mam na myśli paranauk).
A w tych odkryciach symboliczne pudełko z kostką jest bardzo ważnym elementem.

podpis: pytek
Czyli wiara.

podpis: S.
Czyli świadomość :)

podpis: pytek
Zgadza się. Jest jednak jeszcze wiedza o strukturze materiału konkretnej skrzyneczki i kostki, ich parametrach i właściwościach osobniczych, które mocno wpływają na liczbę oczek. I właściwości świata, w których znajdują się skrzyneczki, które można odnieść do właściwości gatunku. I tu jest asymetria, bo o tym wie o wiele więcej Bóg, a my możemy tylko badać, mniemać i przeczuwać. Podświadomość - o ogromnym potencjale i wpływie, dużo większym od świadomości.

podpis: Robocik
e-mail: robofh@wp.pl
Nie rozumiem jednej rzeczy - przecież Bóg, dając nam wolną wolę, WIEDZIAŁ, że nie przestaniemy dociekać prawdy, tak samo jak było z jabłkiem. Nie jedz tego - ale dając człowiekowi swobodę wyboru i nieograniczony czas w raju, statystycznie biorąc człowiek po prostu MUSIAŁ je zjeść. Dlatego też poprzez to pudełeczko z kostką Bóg znowu zaczyna kuszenie ludzi. Do czego? Do wojen religijnych? Do rozwoju umysłowego poprzez dociekanie i ciekawość poznawczą? Do testowania naszej cierpliwości? Jakie są Jego motywy?

podpis: S.
Oj pytek. Co ma struktura materii do ilości oczek? Nic! I ta ilość oczek również nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że nie ma znaczenia! To, że Bogu było wszystko jedno jaka ilość oczek wypadnie - bo chodzi o konstrukcję.
Już nie każe Ci dalej zgadywać znaczenia skrzynki - świat został zbudowany jak ta skrzynka. Świat to jest przypadek ograniczony prawami. W środku tego świata może się wydarzać swobodnie wiele przypadkowych zdarzeń - ale nie mogą one wykroczyć poza prawa. Więc mimo wszechobecności przypadku świat ma konkretny zaplanowany kształt. Gdzie przypadek spowoduje odchylenie od normy tam inny przypadek sprawi, że wszystko wróci na swoje miejsce.
Tak właśnie jest w przypadku wielokrotnie powtarzanych prób - wielokrotnie rzucana moneta ma tendencje do zrównania ilości wypadnięć orła i reszki.
Świat działa na podobnej zasadzie. Miliardy istnień, miliardy przypadków - niby chaos, ale jednak suma przypadków sprawia, że porządek świata jest dość dokładnie ukierunkowany.
Ot co.

podpis: S.
Robo.
Moim nieskromnym zdaniem - Bóg jeśli jest - wcale nie jest taki jak go przedstawiają kapłani wszelkich religii.
Kapłani starają się aby Bóg był w wyobrażeniach surowy w sądach (robią to dla siebie, bo kapłan groźnego pana jest bardziej poważany niż pana, który zbyt łatwo wybacza lub się mało interesuje).
Bóg oczywiście musiał wiedzieć co się wydarzy skoro sam jest ponad czasem.
Ja uważam, że Bóg tworząc dzieło zwane światem patrzy na to bardziej globalnie niż przedstawiają to religie.
To człowiek będący malutkim pikselem tego dzieła w swoim egotyzmie ubzdurał sobie, że jest taki ważny.
To jakby piksel w fotografii o rozdzielczości 6 mld uznawał że sam jeden coś znaczy dla ogólnego obrazu. Dla wyobrażenia weź fotografię o rozdzielczości 6 mln i zmień jeden piksel. Nie będzie różnicy. Ba, fotografia jest ciekawsza, jeśli występuje tzw. ziarno (co któryś piksel wykazuje odchyłkę od barwy otoczenia).
A tym ludzkim pikselom się wydaje, że jest śledzony ich każdy ruch, każda myśl, każde słowo. Jakby Bóg nie miał nic lepszego do roboty.
Bóg to wielki Twórca a nie księgowy grzechów i zasług.

podpis: pytek
Chodziło mi o to, że wpływ na poszczególne wyniki rzutów ma np konstrukcja niesymetryczna kostki - czyli indywidualne różnice w świadomości i podświadomości danego człowieka, co silnie wpływa na jego osobiste możliwości.
Z resztą się zgadzam :)
Chociaż możliwe jest, że to, co nazywamy przypadkiem, tylko postrzegamy jako przypadek. Z powodu swoich ograniczeń nie bierzemy pod uwagę ogromnej większości czynników wpływających na zdarzenia. Dla nas to jest przypadek, a dla Stwórcy (który przecież to wykonał i od samego początku znał cały przyszły rozwój wydarzeń) jest to zdeterminowana i do przewidzenia kolejka ogromnej liczby zdarzeń.

podpis: S.
Cóż, kostka w swoim założeniu jest symetryczna (i nie ma co się bawić w dywagacje nt odchylenia od symetryczności).
Natomiast jedno z ważniejszych praw opisujących znany nam świat to, że pojedynczy przypadek nie jest do przewidzenia ale wielki ciąg przypadków jest (może być) w dużej mierze przewidywalny.
I stąd mój wielki szacunek do rachunku prawdopodobieństwa i wyśmiewanych czasem statystyk.
Jeśli statystyki odczytywane są ze zrozumieniem (nie tak jak kpią szydercy, że przeciętny Polak ma 1,5 dziecka, ale że taka część ma 1 dziecko, taka część ma 2... itd.) to mówią więcej o Bogu i jego dziele niż pisma święte.
I tak pojedynczy człowiek jest dziełem zbiegu przypadków ale już ludzkość jest dziełem boskim.
Teolodzy będą się burzyć na to stwierdzenie - bo ludzkość nie wygląda zbyt imponująco ze swoją historią (dużo lepiej wyglądają niektóre pojedyncze przypadki) - no ale to cały czas jeszcze to nie koniec dzieła.
Dla prostych umysłów może wyglądać, że Bóg spaprał robotę (więc wolą wierzyć w pojedyncze przypadki - i oni muszą wierzyć w konkretną liczbę oczek - a to znowu pogarsza statystykę świata).
A ja jestem pod wrażeniem precyzji świata i możliwości każdego z ludzi.
Chociaż nie wiadomo ile jeszcze pokoleń jeszcze trzeba będzie czekać aż ta świadomość stanie się bardziej powszechna.

podpis: pytek
Chyba dość długo.
Ja się bujam między poglądem o spapraniu a podziwem dla złożoności, zależnie od aktualnego stanu. Czyli mój prosty umysł okresowo zgina się, by za jakiś czas znów się prostować. Ciekawe, ile takich cykli wytrzyma :)

podpis: Robocik
Skoro człowiek jest takim małym pikselem w wielkim JPG-u Absolutu (ciekawie to brzmi) to po co Bóg się wysilał i w ogóle dawał mu pudełko?

podpis: pytek
Może to był niezbędny element właściwego działania całej maszynerii?

podpis: S.
Van Gogh malując słoneczniki nie stawiał bardzo konkretnej plamki w bardzo konkretnym miejscu. On nakładał intuicyjnie plamki i jak mu gdzieś nie pasowało to stawiał inną obok - aż dzieło wyglądało jak chciał.
No i tak jest zbudowany świat. Przypadek stawia plamki na świecie - a jak gdzieś coś nie pasuje to inny przypadek to koryguje. Geniusz tej samobieżnej maszynerii jest zadziwiający. Mimo, że tak to się kotłuje to jednak do czegoś dąży.
To jest dopiero dzieło! Przypadek został okiełznany w skali globalnej i jednocześnie poddany całkowitej dowolności w pojedynczych zdarzeniach. To jakby zmusić wiatr do układania wyrafinowanych obrazów z piasku na pustyni.
A dodatkową subtelnością dzieła jest to, że jego elementy też są dziełami. I jakby to było mało - również są obdarzone mocą twórczą.
Człowiek nie dostał pudełka - on jest jego częścią i zarazem jego twórcą.
A to, że dookoła syf, brud i ubóstwo - to efekt tego, że człowiek ciągle jest na etapie przechodzenia z formy zwierzęcej do boskiej.

podpis: Włodek
Podoba mi się.

podpis: S.
Ale Włooodek...
Jak Cię znam, to w paru miejscach nie powinno. Szczególnie ten swawolny przypadek niepoddany kontroli.

podpis: Włodek
A ja znając Ciebie, dziwię się, jak ten przypadek godzisz z wolnością, która przewiduje przecież skutki swoich działań?
Nie masz wrażenia, że czasem spieramy się o słowa?
Ty mówisz o przypadku, który sam jest wyjaśnieniem. Ja mówię, że musi być coś powodującego, że przypadek jest przypadkiem a nie np. pomidorem. W gruncie rzeczy mówimy o tym samym.

podpis: Włodek
Wiem, że masz to nowoczesne, kantowskie podejście do grzechu pierworodnego. Kant nieortodoksyjnie traktował grzech pierworodny jako cenę dojrzałości, oświecenia moralnego istoty dziecinnie zależnej od autorytetu. Tyle, że - katolicka przynajmniej - teologia tak tego nie widzi. Ty mówisz to samo co kuszona Ewa: "tylko z drzewa poznania dobra i zła, które jest w środku ogrodu, jeść nie możemy a nawet go dotykać". W środku ogrodu było drzewo ŻYCIA. Nie wiadomo gdzie rosło drzewo poznania (dobra i) zła (dlaczego nawet katolicy twierdzą, że w środku ogrodu rosło drzewo poznania dobra i zła?). Po drugie Bóg nie zakazywał dotykać tylko zabronił jeść. "Dotykać" to synonim znać, wiedzieć, mieć świadomość moralną. "Spożywać" decyzja, Teoretyczne poznanie grzechu jest ogólnym warunkiem świadomości moralnej. "Poznanie zła jest dobrem" - powie św. Tomasz (dlatego ogień piekielny jest "cielesny": bo samo poznanie zła kary byłoby dobrem i tym samym nie byłoby karą).

Trochę ortodoksyjnej ortodoksji dla ilustracji Twojego problemu (cytaty są ułożone przemyślnie):
"Ani katolik ani poganin nie poznaje istoty Boga jaką jest sama w sobie" [ST I,3,10, ad5]
"Możemy ją poznać jednak, o ile udostępniają ją doskonałości stworzeń " [ST I, 13,2,ad3].
"Istotniejsza jest dla człowieka natura, choćby łaska miała być wyższej miary" [Super libros Sentientiarum IV, 31,1 ,3]
"Żadna moc nieskończona nie polega na wielkości" [ScG I, 20].
"Należy wystrzegać się chęci prowadzenia innych ku wierze za pomocą dowodów [...] przynosi to uszczerbek godności wiary, gdyż jej prawda przewyższa wszelki, ludzki rozum, z drugiej strony, tego rodzaju argumenty są najczęściej słabe" [Qq 3,31]
"Istnieje tylko jedno dobro najwyższe a mianowicie Bóg, którego rozkoszne posiadanie uszczęśliwia ludzi" [St I.II, 5,2]
"Przed moralnością jest natura" [Q. d. 1, ad.2]
"Pierwszym drgnieniem woli i każdej władzy pożądawczej (uczuć) jest miłość" ST I, 20,1]
"Każde stworzenie w naturalny sposób kocha na swój sposób Boga bardziej niż siebie samego" [ST I, 60,5, ad1]
"Każda rzecz w tej mierze jest nam przyjemna, w jakiej ją kochamy" [ST, I, II, 31,6].
"Do zbawienia konieczne jest, aby mieć miłość, lecz w żadnej mierze nie wiedzieć o tym, że się ją posiada. Natomiast brak wiedzy o jej posiadaniu jest najczęściej nawet i lepszy". [De Veritate 10,10, ad7].
"Miłowanie nieprzyjaciół jako nieprzyjaciół jest naganne i tego miłość nie czyni" [ST II,II, 25, 8, ad3]
"Miłość jaka miłujemy samych siebie jest wewnętrznym prawem i początkiem wszelkiej przyjaźni" [ST II, II, 32, 7, ad.3]
"Mądrości nie da się posiąść, można ją sobie jedynie wypożyczyć" [mniejsza skąd]
"Mądrość da się porównać z grą. Po pierwsze gra sprawia radość, a rozmyślanie o mądrości jest najwyższą radością. Po drugie gra jest czymś, co ma w sobie swój cel. I to samo odnosi się do rozkoszowania mądrością" [In librum Boethii, prologus]

Wszystkie cytaty pochodzą z uroczej książeczki "Głupota jest grzechem. Św. Tomasz z Akwinu w rozmowie z H.C. Zanderem".