przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

OD "DEMOKRACJI" LEPSZEGO SYSTEMU NIE WYMYŚLONO?

Churchil powiedział, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.

A że jedną z gorszych to się zgodzę.
Tzw. „demokracja” to żadna demokracja - ułomny system, i da się stworzyć lepszy.

Skłonny jestem twierdzić, że obowiązujący system to nie demokracja tylko politokracja (czy coś takiego - w każdym razie chodzi o rządy polityków a nie ludu). To po pierwsze.
Podstawą istniejącego systemu jest narodowy plebiscyt na ładniejszą partię (czyt. mniej paskudną) a nie rzeczywiste wybory. W plebiscycie lud ma się określić której grupie polityków odda władzę. Lud dostaje kilka dość żałosnych i mało wiarygodnych pakietów pomiędzy którymi musi wybrać. Żadnej swobody manewru.
Politycy ustalają warunki plebiscytu - lud ma do spełnienia obywatelski obowiązek wybrania między tyfusem, dżumą a cholerą.
I jeszcze ci później powiedzą: sam chciałeś tyfusu. Chciałem?! Guzik! Ja tylko nie chciałem dżumy ani cholery.

Demokracja nie istnieje dopóki nie możesz wybrać kogo byś chciał. Dopóki nie wiesz kogo wybierasz. Dopóki lud nie ma żadnej władzy nad kastą polityków.

I najprawdziwszym problemem jest fakt, że te partie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności! To pieprzenie, że wyborcy rozliczą w następnych wyborach jest gówno warte. Owszem, wyborcy mogą uszczuplić korzyści ale o rozliczeniu nie ma mowy.
Kampania wyborcza to festiwal obietnic i kłamstw. Kto najlepiej przekona wyborców do swoich obietnic ten bierze władzę. Ci biedni wyborcy próbują odgadnąć który mniej kłamie i jakoś po raz kolejny w coś uwierzyć.
Jeśli ktoś w minionej kadencji właśnie się zdradził jako kłamca to ma mniejsze szanse - ale i tak już po ptokach - co nakłamał to nakłamał i kadencji to ludowi nie zwróci. Ani jemu nie zabierze tego co skorzystał.

Jest proste rozwiązanie - rzeczywiste rozliczenie z obietnic przedwyborczych. Razem z wyborami powinien być przeprowadzany plebiscyt czy rząd powinien stanąć przed trybunałem za krzywoprzysięstwo. Bo obietnice wyborcze powinny być składane pod przysięgą. Przysięgam, że zrobię… przysięgam, że postaram się zrobić…
Jeżeli w sądach świadkowie są zagrożeni karą za krzywoprzysięstwo w sprawach dalece mniej istotnych dla narodu i sprawiedliwości - to dlaczego w tak istotnej sprawie jak przekazanie władzy nad całym państwem można kłamać jak się chce? To kuriozalne!

Oczywiście wiem dlaczego tak jest - bo prawo stanowią politycy i nie będą sami sobie ograniczać bezkarności. (tak samo prawnicy nie nałożą na siebie obowiązku mówienia prawdy w sądzie)
I to moje oburzenie się jest funta kłaków warte.
Ale niech mi świat demokratyczny nie wciska, że to dobry system.

Jeżeli po kadencji rząd lub prezydent rzeczywiście byłby mógł być postawiony przed trybunał poprzez plebiscyt wyborców - to jestem gotów się założyć, że do wyborów pójdzie powyżej 80 % wyborców. A politycy przestaną obiecywać wszystko co im do głowy przyjdzie.

Przebieg rozprawy prosty - w roli oskarżycieli opozycja (któż lepiej wyciągnie wszystkie puste obietnice), w roli adwokatów adwokaci, w roli ławy przysięgłych losowo wybrana reprezentacja ludu. I obietnica po obietnicy do rozpatrzenia.
W razie udowodnienia winy krzywoprzysięstwa (zrobię - a nie zrobiłem, postaram się zrobić - a nie postarałem się) stosowna kara - oczywiście z uwzględnieniem wszystkich okoliczności łagodzących (że kryzys, że klęski żywiołowe, że współkoalicjant, że veto prezydenta, że strajki...).
Od wysokich grzywien do kary więzienia łącznie (soczyste grzywny pobierane z kont partyjnych i w uzasadnionych przypadkach z prywatnych).

W takim systemie przekazywania i sprawowania władzy trochę mniejsze znaczenie już by miało z jaką wiarygodnością kandydaci potrafią obiecywać (kłamać) - a trochę większe co dokładnie obiecują.
Lekceważenie własnych obietnic powodowało by oprócz mniejszych dotacji (z powodu mniejszej liczby posłów w następnej kadencji - żałosna kara) publiczne rozliczenie i grzywny aż do stopnia bankructwa partii.
A dlaczego nie?

Ano dlatego, że politycy na to nie pozwolą - a to przecież oni mają władzę a nie lud.
W dupę mnie pocałujcie - znów nie idę na wybory. Niech sobie tyfus radzi beze mnie.



   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: Kris
Zgadzam się demokracja w takiej formie jak teraz wszędzie na świecie jest do bani. Zgadzam się w 100%, że nie mamy wyboru i głosujemy tylko na mniejsze naszym zdaniem zło i tyle.
Ale w polityce nie wierzę w żaden sprawiedliwe rozliczanie, więc nawet jakby nawet przyjąc ww. propozycje jako prawo to niby jak. Plebiscyt czy rozliczyć rząd (pewnie 90% na tak bo wszyscy chcą rozliczać i nie lubią rządzących), a w wyborach takich jak teraz i tak mógłby wygrać ten sam rząd (na zasadzie mniejszego zła).

Dla mnie demokracja nie jest dobra z definicji - jak rząd ludu może być dobrym rządem przecież lud w swojej masie jest głupi !!!!

Pownini rządzić ci którzy się nadają czyli mądrzy, sprawiedliwi, tzw. państwowcy (przedkładający interesy państwa i społeczeństwa nad interesy partykularne swoje czy konkretnej grupy). Ale jak ich do cholery poznać i wybrać. Nie wiem.

PS. A poza tym władza jako taka psuje ludzi więc ....

podpis: S.
Oczywiście, że bezpośrednie rządy ludu byłyby katastrofą.
Dlatego system przedstawicielski jest dużo lepszy (taki właśnie mamy). Ale sposób wyłaniania przedstawicieli jest w tej chwili fatalny. To jest show.
Piosenki, klipy, happeningi, bajki i zero odpowiedzialności.
Co do rozliczania - masz rację, że mógłby i tak wygrać ten sam rząd. Ale ponosząc odpowiedzialność finansową (a w skrajnych przypadkach karną) utraciłby część pieniędzy ze swojego funduszu partyjnego co z jednej strony obniża jego możliwości propagandowe, a z drugiej zniechęca do pustych obietnic. Jakaś korzyść jest.
Czy wystarczająca? Na jedną kadencję nie bardzo, ale w dłuższym okresie mogło by się zmienić podejście klasy politycznej do odpowiedzialności.

A władza psuje głównie ze względu na bezkarność.
Próbowałem pisać hipotetyczny statut partii wolnej od mechanizmów deprawacji (PPO - jest na stronie) ale okazało się, że nie jest czytelny nawet dla bywalców mojej strony. No to o szerszym zrozumieniu nawet nie śmiem marzyć.

podpis: S.
P.S. Przez dyskusję w temacie wolności zapoznałem się z grą "dylemat więźnia".
No w polityce wypisz-wymaluj! Niestety przy większej niż 2 liczbie graczy tylko jedna strategia jest sensowna - "zawsze oszukuj". Każda inna niesie przegraną.
Aby zmusić do współpracy trzeba by zmienić reguły gry.

podpis: mackooff
Demokracja zawsze jest ułomna i musi być.
Twierdzenie Arrowa (twierdzenie o niemożności) jest tylko jednym z przykładów.
Dodatkowo w demokracji tworzy się tzw. partie kartelowe - partie władzy które nie dopuszczają nikogo innego zapewniając sobie przetrwanie i kasę oferując wódkę i kiełbachę wyborczą hołocie (głupi ludzie wszystko łykną) - dbając tylko o to żeby się państwo nie rozleciało do następnych wyborów. A co będzie za 20, 50, 100 lat to gówno ich obchodzi.

Ustrojów idealnych nie ma, ale są za to bardzo dobre.
Ciężko konkretnie określić które. Najważniejsze żeby ustrój zapewniał praworządność(dura lex, sed lex), równość wszystkich wobec prawa, i Monteskiuszowski trójpodział władzy no i racjonalne prawo zgodne z podstawami prawa rzymskiego(np. też bardzo znane volenti non fit iniuria). Dobrymi przykładami są np. Stany zjednoczone w XIX wieku - Republika dla przykładu. Lub Królestwo Polskie z dziedzicznym monarchą! - konstytucja 3 maja (tak chwalona) która była całkowicie antydemokratyczna.(mało kto wie że pierwsza konstytucja na świecie powstała w Polsce vide Rzeczpospolita Pawłowska) Obecnie np. księstwo Liechtenstein także monarchia - chyba najbogatsze państwo świata w przeliczeniu PKB na mieszkańca.

O głupocie i korupcji panującej w demokracji to można setki książek napisać.
I nie daj Bóg żeby się te głupawe rządy wywiązywały z obietnic! To dopiero byłby Sajgon jakich mało. Kto nie wierzy niech sobie przejrzy projekty ustaw... i jakimi bzdurami i pierdołami się zajmują - oczywiście za nasze pieniądze.

podpis: mbz
oooo, chyba pierwszy raz tak naprawdę się nie zgadzam, więc skapliwie skorzystam z prawa do niezgody :) No cóż, pański pomysł jest miłą utopią, która - jak to utopia, jest miła, dopóki nie jest zrealizowana.
Z czym się naprawdę nie zgadzam, to nie chodzenie na wybory. Na pewno duży wpływ na moją postawę ma fakt, że nie byłam zmuszana do głosowania przed reformą ustrojową, ale tak czy inaczej: Uważam, że jeśli ktoś nie idzie na wybory jest winny socjologicznego tchórzostwa i przede wszystkim po prostu zaniedbuje swoje obywatelskie obowiązki. Vel prawa. Oddanie nawet nieważnego głosu jest zajęciem jakiejś postawy. Zostanie w domu to pozorny strajk, który jest pójściem na łatwiznę. To moja opinia, nikogo do niej nie nakłaniam.
@mackooff - a co ma bogactwo Lichtensteinu do jego ustroju?
I na koniec mojej zjadliwej wypowiedzi jeszcze jeden cytat z Churchilla, który w moim tłumaczeniu brzmi "Najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym głosującym."

podpis: S.
Wiem, że tworzę różne utopie. I nie odważyłbym się je wprowadzać w życie bez głębszej weryfikacji.

Jednak obywatelski obowiązek - to dla mnie myślenie nie do przyjęcia. Tak naprawdę dla normalnego człowieka mała różnica kto u sterów (a jeśli czasem jest to i tak obywatelski obowiązek go nie uchroni). Ta gra liczy się dla polityków.
Natomiast wysoka frekwencja umacnia mandat władzy i czyni bardziej bezczelną. Frekwencja na poziomie 10% sprawiła by, że dość ostrożnie odbywały by się wszelkie polityczne kalkulacje.
Właśnie chodzenie na wybory uważam za tchórzostwo - uleganie straszeniu rządami konkurencji - a politycy się cieszą.
W tym systemie i tak nie rozpoznasz kto jest kto i jakie niespodzianki sprawi swoimi rządami. Brak realnych mechanizmów weryfikacji i rozliczenia.
Cóż, na wybory nie chodziłem notorycznie - i to mity z tym zmuszaniem za komuny - nigdy nie miałem z tego powodu przykrości. To ludzie siebie straszyli nawzajem (wyręczając w tym komunę) i tym się tłumaczyli z tchórzostwa socjologicznego przed sobą i innymi.
Pamiętam jak mnie próbowano straszyć - ale nie funkcjonariusze tylko właśnie koledzy i rodzina.

podpis: S.
Co do innych systemów... - nie jestem monarchistą ale dostrzegam zalety monarchii.
To jest rodzinny biznes - o ile nie zdarzy się niezguła lub psychopata to będzie dbał o interes rodzinny najlepiej jak potrafi.

podpis: Kris
Tak może trochę przy okazji tematu. Tak z moich obserwacji wynika, że w miarę upowszechniania się danego dobra, jakość tego dobra ulega nieuchronnej degradacji. Z racji zawodu całkiem nieźle widze to na przykładzie telekomunikacji gdzie jakość usług jest coraz mniej ważna (liczy się wielość, atrakcyjność markietingowa i cena usług, a jakość - coraz bardziej jest typu best effort).

Myśle, że podobnie może być z polityką ta cała demokracja i dążenie do jak największej powszechności wpływu na wybór władzy (powszechne wybory) odbija się na jakości (coraz większy populizm).

Jedynym rozwiązaniem jest jakaś elitarność władzy (jaka ???) co byłoby powortem do jakiegoś rozwarstwienia społecznego, ale czy to naprawdę byłoby lepsze ? Pewnie zależy do jakiej klasy by się należało.

A gdyby tak uzależnić możliwość głosowania od zdania egzaminu dojrzałości politycznej.(coś ala matura polityczna) :) Ale czy wtedy realnej władzy nie mieliby egzaminatorzy ?? I jak i kto by ich wybierał.

podpis: mbz
W sprawie niechodzenia na wybory - moim skromnym zdaniem, a bardzo możliwe, że się mylę, frekwencja na poziomie 10% chyba raczej pokazałaby politykom, że mogą robić co chcą, bo nikt się nimi nie interesuje. I dałaby do opozycji do ręki mocne narzędzie, a mianowicie opozycja mogłaby twierdzić, że władza została wybrana tak małą ilością głosów, że wybór ten jest nieważny. Wydaje mi się, że prawdopodobieństwo przewrotów czy zamachów stanu byłoby wtedy dużo większe. Choć pewnie nie w polskich warunkach :)

podpis: S.
Niska frekwencja rzeczywiście grozi niepokojem społecznym - no a tego by politycy nie chcieli - więc muszą bardziej uważać, bo zdolniejszy populista lub charyzmatyczny wywrotowiec może nieźle narozrabiać.
Dlatego tak apelują o frekwencję. Właśnie frekwencja daje im poczucie stabilności i bezkarności.
Niechodzenie na wybory jest więc konkretną groźbą - a nieważny głos to grzeczne i cichutkie "nie lubię albo jestem głupi". Bo nie rozróżnia się w wynikach demonstracyjnego przekreślenia listy od błędów nierozgarniętych wyborców.
Czy kiedyś podano proporcje?

Pomysł Krisa z egzaminem może i dałby się jakoś logicznie rozwiązać - ale humaniści nie dopuszczą. Wolność, równość i opieka społeczna.

podpis: mbz
nie tylko politycy nie chcieliby niepokojów społecznych. Obywatele chyba też?
Zdolniejszych populistów wybieramy niestety od lat. Szlag mnie trafia, mówiąc krótko.
I jeszcze jedna sprawa - w wynikach, owszem nie rozróżnia się demonstracyjnego oddania nieważnego głosu od wtórnego analfabetyzmu. Ale tak samo niegłosowanie jest czytelne tylko dla samego niegłosującego. Moja babcia nie głosuje, bo od 20 lat mieszka za granicą i kompletnie nie zna się na polskiej polityce. Ktoś nie głosuje, bo z racji wieku czy niedołężności nie ma szans. (Czy dopiero w tym roku wprowadzono głosowanie korespondencyjne?) Przy frekwencji rzędu prawie 50% ciężko odróżnić bojkotujących od niemogących głosować. A władza się cieszy, bo inteligencja zrezygnowana zostaje w domu, a do urn pędzi najedzona kiełbasą wyborczą tłuszcza.
Słowem, właśnie podcięłam gałąź na której się wygodnie usadowiłam, bo dowiodłam właśnie, że moje nieważne głosowanie jest równie nieznaczącym bojkotem co nie głosowanie w ogóle. Ach, gdyby udało się zmobilizować całe społeczeństwo i frekwencja byłaby zerowa...to dopiero utopia, co?

podpis: mackooff
@mbz
"a co ma bogactwo Lichtensteinu do jego ustroju?"
Ustrój panujący w Liechtensteinie (monarchia konstytucyjna z monarchą dziedzicznym!) zapewnia wolność gospodarczą, równość wobec prawa, praworządność i święte prawo własności. To wszystko razem pozwala na swobodne bogacenie się narodu.

Co do frekwencji. Boże broń! Im wyższa frekwencja tym gorzej. Idiotów którzy kompletnie się nie znają może przekonać jakikolwiek idiotyzm - jakiś plakat z miłą panią/panem.

W USA póki jeszcze były zacną republiką można było głosować, ale trzeba było po pierwsze zdać egzamin z konstytucji USA i zapłacić podatek wyborczy równo warty solidnemu obiadowi dla 3 osób reszty cenzusów nie pamiętam.

Nie po to narody wytwarzają elity żeby później rządziła hołota. W demokracji o sprawach zagranicznych pośrednio sprzątaczka i murarz mają władzę w tej dziedzinie - od razu widać jaki nonsens - co oni mogą wiedzieć.

Demokracja doprowadza do absurdów nie liczy się prawda tylko czy ohydna większość coś przegłosowała. A jakby wynik się komuś nie podobał to będziemy głosować do skutku (aż uzyskamy pożądany wynik)! Na przykład referenda w Irlandii...(żenada jakich mało)

Obecnie mamy w zasadzie ochlokrację - taka wersja hard core demokracji. W ogóle dziwi mnie że ludzie zwariowali i wrócili do tego głupiego ustroju. Raz jak demokracja ateńska zdechła w strasznej korupcji i głupocie to była to szczepionka na przeszło 2000 lat. Może choroba zmutowała i obecne demokracje też zadziałają jak szczepionka? - Oby.

podpis: S.
Wykasowałem wątek wolnego rynku (bo się zacznie długo i nie na temat)
mbz - argument zrezygnowanej inteligencji mało przekonujący. Inteligencja też głosuje intuicyjnie (nie wierzę, że to specjaliści w każdej dziedzinie i potrafią ocenić rozwiązania programowe). To festyn chwytów i obietnic.
Jedni obiecują biednym i głupim, inni obiecują wykształconym i przedsiębiorczym. Ale czy to powód żeby zaraz lecieć wspierać obiecujących inteligencji?
Nie bój żaby - i wśród prostych i wykształconych są ludzie którzy łykają ten show i tacy którzy olewają. Proporcje wcale nie wydają mi się na (nie)korzyść inteligencji.

podpis: mbz
mój "argument" o zrezygnowanej inteligencji jest mało przekonujący, bo nie miał być argumentem :P
Ale zgadzam się, że inteligencja, czy "inteligencja" raczej głosuje intuicyjnie- nawet gdyby była w stanie analizować programy partii i obietnice wyborcze, to co z tego, jeśli to tylko słowa na papierze, które nic nie znaczą. Co prowadzi do prostego wniosku, że potrzebne jest rzeczywiste rozliczenie obietnic wyborczych... :)

podpis: Kris
Wczoraj rano w trójce wypowiadał się Janusz Korwin-Mikke

(Chciałem podać linka ale strona nie puszcza)

Pomimo tego, że logiki mogło by mu pozazdrościć wielu polityków (i niejako koresponuje to z naszą dyskusją i wnioskami) to jak dla mnie to to jest fanatyk i tak sobie myślę, że jego rządów boję się jednak bardziej niż rządów obecej bandy czworga (jak mówi pan Janusz)

podpis: S.
O! Rządy JK-M to nie daj Boże.
Nie brakuje mu logiki - ale z logiką jest ten kłopot, że brak uwzględnienia małego aspektu sprawy nieraz wywraca wynik do góry nogami - aż do kuriozum.
Wierzę w logikę jak w mało co - ale nauczyłem się ostrożności bo tych małych aspektów potrafi być zbyt wiele.
(umieszczanie linków zablokowałem ze względu na spam - ale można podać adres po wuwuwu - a ja mogę go uzupełnić)

podpis: mackooff
JKM to jest akurat liberał-konserwatywny więc raczej jest wersją light. Te poglądy są dość... banalne? Co nie znaczy że złe! Ba jedne z najzdrowszych. Tylko to wrażenie ostrości jest wynikiem powiedziałbym... papki serwowanej przez całą resztę. To tak jakby jeść 12 miesięcy kleik a nagle ktoś wszedł i pieprznął dwu centymetrowej grubości dobrze wysmażonym befsztykiem na stół. No to japa opada.

@Sikor nie formułuj ogólników. Konkrety dlaczego " nie daj boże " z ogólnikiem jest ten problem że nie można polemizować bo nie wiadomo z czym - nieładny chwyt erystyczny.

Logika sprawdza się zawsze jeśli coś jest logiczne to logicznym być nie przestanie.

Osobiście uważam że jest to na obecnej scenie politycznej najlepszy wybór z wielu względów (szczególnie ekonomicznych). Banda czworga jakby coś chciała zmienić - to by zmieniła miała 20 lat na to i nic. Typowy przykład partii kartelowych.

podpis: S.
Zacznę od tego, że logika sprawdza się w matematyce bez zarzutu. Ale w kwestii opanowania rzeczywistości te cholerne aspekty sprawiają, że problemy zwykle są nie do ogarnięcia logiką.
(no patrz - ja się posługuję logiką, ty podejrzewam też - a nieraz nie możemy nic ustalić. Ba! Nasze wyniki potrafią być diametralnie różne!)
I JK-M jest dla mnie przykładem faceta który tak ufa logice, że aż przeraża. Bo jego wyniki są różne od moich.
Zapnę jak stary pierdziel - ale ja też ufałem logice bezgranicznie dopóki sam nie przekonałem się jak mały pominięty drobiazg potrafi zmienić wynik. Od tego momentu przestałem lekceważyć intuicję.
JK-M jest dla mnie ortodoksem - a nie akceptuję fanatyzmu w żadnej postaci.

podpis: S.
Przerzuciłem wątek dot. logiki do nowego artykułu. Bo tam jego miejsce.

podpis: S.
No, jutro plebiscyt.
Ciekawe ile osób pójdzie wybrać zgodnie z przekonaniem a ile po prostu ze strachu przed nie takim wyborem.
To nawet ciekawe patrzeć jak politycy rozgrywają strach dla swoich celów i jak to łykają całkiem inteligentni ludzie.

podpis: Włodek
Poszedłem. Na wszystkich kartach (było z dziesięć) pisałem pracowicie: "żaden się nie nadaje". Największym jednak zaskoczeniem była dla mnie moja żona, która mówiła mi potem: "zrobiłam tak jak ty". Jakie to urocze...

podpis: Krzysiek
e-mail: krzysztof.dymicki@gmail.com
A można było zagłosować na Korwina!
Znaczy Nową Prawicę.

podpis: Krzysiek
O widzę, że dyskusja o JKM już się odbyła.
No, skoro on jest Waszym zdaniem niedopuszczalny - bo fanatyk i ortodoks (mimo mikrego zagrożenia że się dostanie, gdyby "nawet" WS i kilka innych osób na niego zagłosowało), to zostaje po staremu.
Plus Palikot dla urozmaicenia.

Paradoks:
Swoją drogą czy Wasz pogląd, że ortodoksyjnego JKM nie poprzecie mimo okoliczności, też nie jest rodzajem ortodokcji?

Powodzenia - nieortodoksi:)

podpis: S.
Ależ nie miej żalu. Doceniam JKM ale nie poprę. Mój kandydat jeszcze się nie ujawnił.

podpis: N.
Kurcze, problem chyba jest w tym, że władza przyciąga ludzi pazernych na władzę zamiast mądrych i sprawiedliwych. I dlatego później trzeba wybierać między gorszym i lepszym złym.

A właściwie to może ten problem leży jeszcze głębiej, mianowicie w tym, że wybieramy tylko spośród tych, którzy sami chcą być wybrani.
A ci, którzy chcą być wybrani to ci, którzy władzę utożsamiają z łatwym pieniądzem i dużymi możliwościami. Bo gdyby widzieli w niej obowiązki i odpowiedzialność, to ich entuzjazm byłby zdecydowanie mniejszy.
Ludzie mądrzy i odpowiedzialni (a przez to też o wiele bardziej nadający się do kierowania państwem) bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego jak dużo problemów i obowiązków niesie sprawowanie władzy, dlatego wcale się do niej tak ochoczo nie garną.
Ale jak z tego wybrnąć to nie wiem. Ot co.

podpis: S.
Ja bym to ujął inaczej - na polityce ciąży klątwa: że bagno, że manipulacja, nieuczciwość...
Dlatego rzetelnym, uczciwym i fachowym nie jest śpieszno do tej profesji - bo wolą się realizować gdzie indziej.
I klątwa sama z siebie się wypełnia - skoro uczciwi sobie odpuszczają to robi się miejsce dla innych.
Mam pewien pomysł jak zdjąć klątwę - ale przecież mam co robić i raczej nie spróbuję zastosować w praktyce.

podpis: PawełS
e-mail: pstrz@o2.pl
Ja też miałem taki pomysł, żeby wprowadzić "egzamin wyborczy", szkoda że nie ma szans na jego realizację. W końcu żeby mieć prawo kierowania samochodem, trzeba przejść kurs i zdać trudny egzamin, a i tak zdarzają się tacy, którzy robią to nieodpowiedzialnie, stwarzając zagrożenie dla siebie i (co ważniejsze) innych. A żeby (pośrednio) kierować państwem, co jest znacznie bardziej skomplikowaną i mającą rozległe konsekwencje sprawą, wystarczy mieć ukończone 18 lat. Więc uważam, że wprowadzenie takich egzaminów miałoby pozytywny wpływ na jakość wybranych polityków, chociaż oczywiście nie rozwiązałoby wszystkich problemów z demokracją.

Co do głównego tematu artykułu, czyli rozliczania obietnic wyborczych, to rzeczywiście przydałoby się coś takiego, wtedy może te obietnice by były składane w sposób bardziej realistyczny i ostrożny. Chociaż dla mnie obietnice nie są najważniejszym elementem działalności politycznej, ja oceniam polityków raczej na podstawie tego, jakimi są ludźmi, co robili w przeszłości i w związku z tym jaki przewiduję, że będzie ich przyszły wpływ na losy kraju.

Co do "klątwy", to być może pewne inne korzystne zmiany (takie jak te wymienione powyżej) zachęciłyby grupy obywateli do tworzenia nowych partii, które prezentowałyby stanowisko bardziej rozsądne i odpowiedzialne od istniejących. Szkoda że to tylko hipotetyczne rozważania, i nie ma szans na wprowadzenie tych zmian w życie... Niestety nowe partie, które ostatnio powstały nie są moim zdaniem lepsze od starych, ich konstrukcja opiera się albo na "byciu wyrzuconym z PiSu" (niektórzy bardzo się o to wyrzucenie starali, uznając że będzie to świetna przepustka do dalszej owocnej kariery politycznej), lub byciu "zbiorowiskiem osobliwości" (mam tu na myśli Ruch Palikota).

podpis: Krzysiek
Przpominam tylko Szwajcarię w kontekście demokracji bezpośredniej.
Jednak działa, i to właśnie dlatego (IMHO) że JEST bezpośrednia.
A nie przedstawicielska.
 
podpis: kKruKk
e-mail: ...
Od demokracji głupszego systemu nie wymyślono. Demokracja jest systemem totalitarnym (i to dosłownie). Nawet nie jedni monarchowie nie mieli takiej władzy jaką maja dziś politycy (mogą nawet nałożyć podatek na kupkę albo kazać chodzić w kasku itd. itp.). Demokracja jest wrogiem wolności jednostki. Sam fakt ze tylko w wyniku demokracji powstaje socjalizm też wiele mówi o tym systemie w którym rządzą durnie.
 
podpis: W.
e-mail: ...
Nie zgadzam się ze wszystkimi, wyrażonymi tu opiniami. Bujacie w obłokach. \"wszyscy ludzie są zwyczajnymi ludźmi - a ludzie nadzwyczajni to ci, którzy to rozumieją [...] na drugim miejscu za prawdziwą republiką plasuje się dziedziczna despocja. Mam tu na myśli taką despocję, w której nie słyszymy żadnych nonsensów o intelekcie czy o specjalnych predyspozycjach, potrzebnych do zajęcia miejsca despoty. Despotyzm racjonalny - czyli selektywny - zawsze stanowi przekleństwo ludzkości, bo to jest system, w którym zwyczajni ludzie są źle rozumiani i źle rządzeni przez jakiegoś oschłego zarozumialca, nie żywiącego dla nich bodaj cienia braterskiego respektu. A despotyzm irracjonalny zawsze jest demokratyczny, bo sadza na tronie zwykłego człowieka [...] zupełnie przypadkowy okaz człowieka\". W zasadzie wszystko w temacie.