przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna

 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowości
 
     

CODZIENNOŚĆ PRZYKRA CZY FAJNA?

Wszyscy żyjemy w tym samym świecie a oceniamy go bardzo różnie.
Jedni uważają, że codzienność jest przykra a innym wydaje się ciekawa i w porządku.
I wszyscy mają rację.

Bo codzienność jest taka jaką każdy sobie sam uważa.
(ważna uwaga: pomijam zdarzenia wyjątkowe - zarówno nieszczęścia jak i nadzwyczajne uśmiechy losu)
I wtedy: Każdy ma takie życie jak sam sobie je wyobraża.

Pomijając zdarzenia wyjątkowe - wszystkim zdarzeniom codzienności można nadać swoje własne znaczenie.
Nie ma zdarzeń i ludzi złych, przykrych, nieciekawych, wstrętnych - jeśli samemu się nie nada im tego znaczenia.
Bo jakież wydarzenie codzienności może być przykre bez mojej zgody?!

Weźmy na przykład bezinteresowne chamstwo ze strony przypadkowo napotkanej osoby.
Można się zbulwersować, zdenerwować, oburzyć i przeżywać to przez pół dnia jako coś złego - dzieląc się jeszcze z innymi tą przykrością. I rzeczywiście jest nieprzyjemnie.
Ale można zdarzeniu odebrać moc zła!
Nie znam człowieka - więc mogę zbudować na jego temat każdą hipotezę. Bez trudności wyobrażę sobie, że nie dość, że ma ciężkie życie, to jeszcze miał ciężki dzień. Zamiast się oburzać mogę mu zacząć współczuć i wybaczyć.
Podzielił się ze mną chamstwem bo jest w nim jakieś nierozładowane napięcie. Nie mogę mu właściwie bezpośrednio pomóc - więc pomagam mu jedynie przez wybaczenie jego zachowania.
I czy spotkało mnie teraz coś złego? Nie.
Nawet lepiej. Mogę się poczuć wielkoduszny i poprawić sobie tym samopoczucie na resztę dnia.

A jeśli to ktoś dobrze mi znany odnosi się do mnie nieprzyjaźnie...?
Jeśli to nie jest zły człowiek (a przecież takich prawie nie ma) - to wyjaśnienie jego zachowania mieści się w dwóch wariantach: albo ze mną coś nie tak albo z nim.
Jeśli ze mną - to ten człowiek daje mi cenną wskazówkę, że mogę coś poprawić u siebie. On staje się moim nauczycielem. Surowym ale sprawiedliwym. Można mu nawet w duchu podziękować (w realu nie radzę - bo sobie nie daj boże weźmie do serca).
Jeśli z nim - to znowu można mu współczuć i wybaczyć. A być może można mu nawet pomóc! To bardzo budujące zajęcie - pomóc komuś - nawet nielubianemu.

Nie zawsze się chce pomagać i obowiązku nie ma - ale już samo wybaczenie wystarczy, żeby zabrać moc zła.
Wybaczenie jednak nie ustrzeże przed ponownym nieprzyjemnym zachowaniem - i tu znowu pole do nauki: jak zneutralizować na przyszłość takie zachowania.

To jest gra - co zrobić, jakiego klucza użyć, gdzie zdobyć klucz, czym neutralizować, jak wejść na wyższy level - gry komputerowe chowają się przy takiej życiowej grze o codzienność.
Cokolwiek się wymyśli - to i tak będę mądrzejszy niż przedtem byłem - więc znowu należą się podziękowania w duchu.

A co gdy pada i jeszcze na dokładkę ochlapał samochód a uciekając sam wlazłem w kałużę...?
Ano nic!
Można z tego zrobić zmartwienie na najbliższe godziny - ale równie dobrze można skwitować pogodnym: musi czasem padać. A jeśli uda się do tego uśmiechnąć - to naprawdę nic się nie stało.
A radzę spróbować czegoś takiego kiedy pada - zamiast przemykać w skuleniu w deszczu, wziąć się wyprostować i iść z czołem do góry - kropel spadnie tyle samo, ale uczucie jakże inne! Jak zdobywanie małego szczytu! Mały ośmiotysięcznik.

Wiem, że to wszystko wygląda na bajdurzenie nawiedzonego idealisty.
Nie po to człowiek obdarowany został agresją żeby się jej wypierać na co dzień.
No i niech nikt się nie wypiera agresji na siłę! Trzeba się czasem wkurzyć, zdenerwować...
Agresja jest w porządku.
Agresja to motor, agresja to siła wewnętrzna.
Tym bardziej należy akceptować agresję u innych ludzi. Mają prawo być chamscy - a tym bardziej jeśli nie potrafią popatrzeć na codzienność z jasnej strony.

rysunek A jeśli samemu się zrobiło coś nie tak i to jest powód do zmartwienia...?
No i znów trzeba wybaczyć - tym razem sobie i podziękować zamiast psioczyć. Przecież to wyraźny sygnał, że jest co zmienić na lepsze.
A jak już się wie co - to tylko pozostaje wymyślić jak? Kolejna ciekawa gra - za darmo! (no prawie, bo jakieś koszty wcześniejszych błędów mogą być)

I tak cokolwiek się weźmie na tapetę to można zobaczyć to w pozytywnym, interesującym świetle.
Żadne zdarzenie codzienności bez mojej zgody nie będzie przykre.
Wiele zdarzeń przykrych lub przeciętnych można zobaczyć jako ciekawe lub nawet fascynujące.
I teraz można sobie codzienność samemu wybrać: czy ma być przykra czy fajna?

Chociaż właściwie mam małe prawo pisać o codzienności. Bo co ja wiem?!
Mi codzienność się zdarza tylko czasem. Bo ja sobie wybrałem święto.
Bo to też mogłem.




   




      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: mrowka
nie myślałam o tym w tych kategoriach. To znaczy: dla mnie codzienność JEST szczęśliwa, co by się nie działo. Drobne porażki i małe przykrości wyprowadzają mnie z równowagi, ale tylko dlatego, żeby sobie ponarzekać przez chwilę - potem wszystko wraca do normy, chyba reaguję dość impulsywnie tylko dlatego, żeby dać sobie prawo do skakania z radości przy małych sukcesach.
Jak pada, ochlapie mnie samochód i włażę w kałużę do tego - to zaczynam w końcu pękać ze śmiechu i obracać wszystko w jak najlepszy żart. Nie wierzę w coś takiego jak pech. Paradoksalnie, w szczęście wierzę.
MOŻE reaguję (chwilowo) histerycznie, kiedy wyczerpią mi się akumulatorki, ale nie traktuję niczego w kategoriach przykrej codzienności. Daję sobie prawo do zmęczenia, smutku, złości - ale go próbuję nie nadużywać.
"Mi codzienność się zdarza tylko czasem. Bo ja sobie wybrałem święto." z tego wnioskuję, że ja też... do niedawna myślałam, że wszyscy tak mają.
W sumie wyraziłeś to wszystko, co próbowałam przemycić w tematach o szczęśliwości ;).

podpis: niewdziosek
Doszedłem do takiej samej metody postrzegania (a może trochę kreowania?) rzeczywistości. Szukanie dobrych stron rozmaitych wydarzeń pozwala łatwiej je zaakceptować. Traktowanie innych, nie zawsze przyjaźnie nastawionych do nas ludzi jako właśnie bliźnich, czyli podobnych nam współtowarzyszy w drodze przez świat, daje możliwość zrozumienia pobudek ich działania. Każdy z nas przedziera się przecież przez mniejsze lub większe wertepy życiowe.
Nasze mechanizmy poznawcze są niedoskonałe, o różnym stopniu tej niedoskonałości. Dostarczają nam bardzo ograniczonej wiedzy o świecie i o nas samych. Przy przekraczaniu kolejnych progów wiedzy zasypuje nas coraz to nowa góra szczegółów. Być może w nieskończoność.
Możemy próbować rozmaitych teoretycznych dywagacji a i tak prawdopodobnie istnieje granica możliwości poznawczych samych siebie (na przykład nie wiadomo czy układ myślący jest w stanie poznać szczegóły własnego działania). I tak dalej...
W takich okolicznościach przyrody metoda wyobrażania sobie rzeczywistości w sposób pozytywny pozwala znajdować w życiu radość i minimalizować przykrości.
A jeśli ktoś tą radością potrafi dzielić się z innymi, to jest to coś wspaniałego.

podpis: N.
Niemożliwe! Sikor napisał tekst, z którym totalnie, absolutnie i bez żadnych zastrzeżeń się zgadzam. Świat chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać :)

podpis: mrowka
haha, świat schodzi na psy, S., coś tu za spokojnie w temacie ;)

podpis: Kris
Spokojnie jest tu bo macie się nie zgadzać !!! :)

Ano są na świecie (jak wszyscy wiedzą) pesymiści i optymiści i z moich doświadczeń wynika, że ni cholery nie za wiele można z tym zrobić. Myślowe gry szukanie dobrych stron każdej sytuacji są dobre i działają ale działają na optymistów czyli na tych którzy tego nie potrzebują bo właściwie taki mechanizm mają już w siebie wbudowany. Pesymista pomimo wysiłków i prób szukania tych jasnych stron i tak zawsze będzie wiedział, że tylko się oszukuje, że tak naprawdę to on ma pecha, tego obok przecież nie ochlapało tylko mnie. A sąsiadka ma takiego dobrego męża i pomaga i sprząta itd. a mój to szkoda gadać itd więc codzienność jest przykra.
Dodatkowo jako bonus działa też inny mechanizm jak jestem taki biedny, pechowy i ciągle narzekający to mam prawo oczekiwać że inni powinni mnie pocieszać, pomagać itd. Po prostu jest mi naprawdę ciężko więc nie mam naprawdę siły pomagać i nie musze być miły, współczujący i empatyczny dla innych bo ten drugi ma lepiej ode mnie więc jest w lepszej sytuacji więc to on powinien mi współczuć, pomagać itd.

Zresztą co to za filozofia, że cokolwiek mi ktoś zrobi czy powie to i tak jest dobrze i fajnie i jeszcze mam mu w duchu dziękować ??? Za to, że mnie obraził, chamsko potraktował - dziękować, bo on ma zły dzień, a jaki ja mam niby, dobry ?? Jeszcze czego - niedoczekanie panie S.
Wiadomo że Prawda jest tylko jedna nie może być i tak i tak, a Prawda jest taka, że codzienność jest do bani i tylko optymiści tacy jak Sikor oszukują się, że jest fajnie ale to nie zmieni Prawdy.

No i chyba się nie zgodziłem :)

podpis: S.
Bardzo się nie zgodziłeś.
Ale też się bardzo zgodziłeś!
Bo taką się ma rzeczywistość jaką każdy sobie sam wyobraża.

podpis: Florentyna
wszystkim zdarzeniom codzienności można nadać swoje własne znaczenie
można ale nie zawsze warto dzielić się nimi z innymi

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
"Pomijając zdarzenia wyjątkowe - wszystkim zdarzeniom codzienności można nadać swoje własne znaczenie."

Ale trzeba uważać, żeby tym nadawaniu własnych znaczeń nie skończyć w wariatkowie. Uważam, że pewne znaczenia narzucają się same przez się. Nie da się nimi manipulować. Może to te wyjątkowe ...

podpis: S.
Tak właściwie te wyjątkowe zdarzenia nie są zdarzeniami codziennymi - a więc obszar kreowania codzienności jest nieograniczony.

podpis: Włodek
...ale zarazem kompletnie banalny.
Niczym nieograniczona, codzienna banalność świata jest dla mnie, przyznam, dosyć upiorna.
Wydaje mi się, że "niczym nieograniczona" ma takie znaczenie, jak przechwałka Marcina Kydryńskiego, zapraszającego w "Trójce" do "muzykowania niczym nieograniczonego". Zaiste niczym, prócz jego gustu. A to czasami jest gorsze niż dryl wojskowy.

podpis: S.
No i już masz się czym zająć.
Bo skoro banalność codzienności jest dla Ciebie upiorna - to sam sobie zrobiłeś ten wkręt.
Owszem, codzienność jest banalna - ale może być piękna przez swoją banalność.
Urwanie nóg przy samej dupie na pewno jest mniej banalne niż spacer po parku. Mniej banalne jest też nagłe odrośnięcie tych nóg.
A właśnie ta banalność może być zaskakująco urzekająca! Sam fakt posiadania nóg jest (przynajmniej dla mnie) zjawiskowy! Mógłbym nie mieć a mam! Taki banał a jak potrafi cieszyć.
Co prawda do tego trzeba wyobraźni.
Ciebie może nie cieszyć posiadanie nóg, bo zawsze miałeś, bo mają twoi znajomi. Bo brak nóg jest zupełnie poza Twoją wyobraźnią. Dopiero będziesz potrafił docenić jak stracisz.
No i widzisz.
A ja się potrafię cieszyć zanim stracę to co mam.
Bo kiedyś jak nie wypadek, choroba, to już na pewno starość. I z nóg będzie marny pożytek.
Nie przeraża Cię to, że teraz tak pogardzasz banałem - a kiedy tego banału zabraknie to będzie za późno? I nie ucieszysz się z wielu wspaniałych rzeczy tylko dlatego, że od zawsze je masz?
Niestety - to co nie jest banalne - to tylko w połowie jest dobre. Druga połowa niebanalności jest dość paskudna.

podpis: Włodek
Bardzo ciekawa psychoanaliza. Jak każda jest próbą nadawania światu znaczeń, których świat sam z siebie nie ma. Typowa, żeby nie powiedzieć - banalna - przypadłość artystów, rachujących wszystko wedle własnej miarki. Oczywiście ma swój urok choć w istocie jest raczej resentymentem.
Mamy różne pojęcia banalności. Spacer po parku jest dla mnie czystą ekstrawagancją. Rozumiem jednak, że gdy spacer nie wystarcza, należy użyć wyobraźni. Wtedy można, dajmy na to, uświadomić sobie działanie przyśpieszenia ziemskiego i w ten sposób za pomocą grawitacji połączyć się z całym kosmosem. A żeby doznać ekstazy trzeba sobie uświadomić, że kosmosu mogłoby nie być.
Banalność nóg, a zwłaszcza pewnej ich niewymownej pary, również nie przyszłaby mi do głowy. Jako tancerz kocham swoje nogi i bardzo lubię ich używać. Wolę to, niż "urwać je przy samej dupie". Czy naprawdę w taki sposób trzeba się podkręcać?

podpis: S.
:) Ot złośliwiec.
A nadawanie światu znaczeń których świat nie ma - jest zajęciem boskim. Bo świat nie ma znaczeń obiektywnych - i można samemu je nadać zamiast korzystać z istniejących obiegowych znaczeń (dość płaskich i mało optymistycznych).
Thaa, to jest przypadłość artysty - i ja się nie podkręcam, ja tworzę!

podpis: Włodek
Wy mi tu pierdół nie wstawiajcie, Sikora. Złość dodaje energii. Wyczytałem to ja - Włodek.
W zasadzie nonsensów się nie komentuje, ale mi co tam...
W normalnej logice znaczeniem pojęcia jest jego desygnat, ale u artystów, jak rozumiem, jest inaczej. Desygnaty pojęć artysty, są tylko w jego głowie. Gdy artysta je zupę, to żeby znieść taką banalność, myśli sobie "mam w talerzu paliwo jądrowe". Dzięki temu po obiedzie jest zdziwiony, że tylko pierdzi a nie eksploduje. A przecież chciał być supernovą. "Zdziwienie początkiem mądrości" jak uczy Filozof oraz rękodziełem sztuki, jak uczy Sikora.
Jeśli codzienność zaspokaja pragnienia to nie ona jest banalna tylko pragnienia. Pragnienia artysty nie są jednak banalne. Codzienność jest dla nich za ciasna. Dlatego artysta tworzy. Gdy uważa siebie za przedmiot swych spełnień uprawia resentyment. Prawdę, którą jutro wymyślę, pojutrze mogę zmienić. Jednak nie mogę tego wiedzieć dzisiaj, bo nic nie wymyślę. Wmawiam więc sobie, że tego nie wiem. To właśnie resentyment, czyli ukryta nienawiść. Diabełkowatość.

podpis: S.
Oj Dratewka - i za to cię lubię...
Desygnatami po oczach?
Zmuszasz niewinnych ludzi do szukania po słownikach!

Zupa tak? Do mnie z zupą? Zostajemy na poziomie pojęć elementarnych?
A co jest desygnatem Jedzenia Zupy? Jedzenie zupy?
A co jest desygnatem Jedzenia Zupy Widelcem w Niedzielę? Jedzenie zupy widelcem w niedzielę? I to już koniec? To całe znaczenie?
Nie trzeba być artystą żeby skumać, że tu musi być jakieś bardziej złożone znaczenie. Może choroba psychiczna... ale co? Na pewno?
W zupę sobie wsadź tę łyżkę!

podpis: S.
A nie mieszaj mi tu pragnień do codzienności - bo nie są w temacie.
Codzienność jest środowiskiem w którym pływają pragnienia - i tylko i aż.

P.S. A co Ty tak z tym resentymentem...? Naprawdę gdzieś widzisz? Czy raczej zakładasz równoważność artysta-resentyment?

podpis: Włodek
Łyżkę sobie wsadzę (dobrze, że nie widelec)...

Normalni ludzie odnajdują desygnaty w zupie. Nabywa się tej umiejętności w dzieciństwie (chyba, że mama zupy nie dawała...). Niestety potem ci bardziej inteligentni i tak muszą szukać po słownikach.
Po co się pytasz, co jest desygnatem Jedzenia Zupy Widelcem w Niedzielę, skoro Twój świat nie ma ŻADNYCH znaczeń obiektywnych? Wszystkie możliwe desygnaty są w tylko Twojej głowie! Skąd mam zatem wiedzieć, "co jest desygnatem Jedzenia Zupy Widelcem w Niedzielę" w umyśle Władysława Sikory? I dlaczego miałbym chcieć to wiedzieć? To mogłoby być przecież coś ... różowego na przykład...albo skarpetki.

Tak, widzę resentyment. On jest zawsze gdy się równocześnie to samo kocha i nienawidzi.

To jak, będzie Dziewica, czy nie będzie?

podpis: S.
Czepiaj się czepiaj.
Teraz mi wmawiaj, że nie uznaję ŻADNYCH znaczeń obiektywnych.
Gdzie są desygnaty tam są.
Ale zupa może być fajna a może być obrzydliwa. I to może być ta sama zupa. To znaczenie sam nadasz - choćbyś się nigdy w życiu nie czuł artystą i nie wiem jak unikał resentymentów.
Czujesz to Dratewka?

podpis: Włodek
Dratewka nie czuł... ale zawsze możemy się napić.

podpis: S.
Wystarczyło postawić komu trzeba...

podpis: Włodek
A komu trzeba?
W "Trąbce dla gubernatora" trzeba było wszystkim stawiać. Uważam "Trąbkę", za najlepszą Twoją rzecz (że tak kolokwialnie powiem). Teologicznie zjadliwa jest, ale narracja, z taką metafizyczną perspektywą akcji scenicznej jako świata zarazem przedstawionego i przedstawianego - świetna. "Dla jednych cud dla innych niedoróba" - zagrane ze źle ukrywanym (celowo?) sarkazmem: ja bym napisał bez kiksów. No... no... ostro. Czy to nie jest resentyment? Codzienność przykra czy fajna?

podpis: S.
Nie tak zczytałeś.
W mojej intencji nie było: ja bym napisał bez kiksów.
To ma oznaczać: cud nie ma prawa się zdarzyć w dobrze napisanym scenariuszu.
Taka polemika z religiami: bo jeśli Bóg ma wpływ na świat - to cud byłby albo-albo:
1. Niedoróbą boską, którą trzeba nagle poprawić (co zostało zawarte w tekście Trąbki).
2. Autorstwa nie boskiego lecz ludzkiego (i do tego ja się skłaniam - w kwestii uzdrowień).
3. Brakiem dostatecznej wiedzy na temat zjawisk i praw natury (też do tego się skłaniam - w kwestii wydarzeń nadprzyrodzonych plus uzdrowienia)
4. Efekciarstwem boskim dla manifestacji swojej mocy (co faktycznie zrobił scenarzysta w Trąbce).

Chciałem tak więc zwrócić uwagę, że instytucja cudu autorstwa boskiego w religiach jest uwłaczająca dla boga.

Nie ma w tym ani odrobiny pretensji do świata ani boga o źle napisany scenariusz. Uważam, że świat jest stworzony nadzwyczaj przemyślnie - a z każdym nowym odkryciem na temat świata i możliwości człowieka mój podziw wzrasta.

W moim mniemaniu cudy są archaicznym wymysłem pierwotnych religii, który wciąż pokutuje wśród wierzących - akt stworzenia już się odbył i nie trzeba boskich poprawek, tylko my jeszcze tkwimy we mgle nie rozumiejąc wszystkich praw i cudami nazywamy to czego nie rozumiemy.

No i widzisz do czego mnie sprowokowałeś.
A codzienność fajna.

podpis: Włodek
Patrze, patrze... tyle gadania a on się zwyczajnie obalił...

Cholera, nie wiedziałem jaki z Ciebie taki tęgi teolog! Nie wiem czy sprostam wyzwaniu, gdyż o suchym pysku jestem ... a tu doktorat trzeba by napisać pt.: "Teodycea naturalna Władysława Sikory w 'Trąbce dla Gubernatora' - czyli dialektyka wystawiona dla inteligentnych i tumanów".
Nie jestem pewien, czy Twoje cztery punkty składają się w rozłączną alternatywę. Oto moje zastrzeżenia:
Zdania 1 i 4 sprowadzahją się do pytania: "czy wolno w Szabat dobrze czynić?" a zdania 2 i 3 ujmują relację natury i łaski (jeśli już o tym mówimy) zupełnie tak, jak to przedstawia teologia katolicka, czyli jako ścisłą współpracę - "Idź twoja wiara cię uzdrowiła" - tak że efekt jest zupełnie naturalny, choć akurat niewytłumaczalny stanem czystej wiedzy.
Dożyliśmy pięknych czasów, kiedy znane nam prawa przyrodnicze bardzo źle poddają się obowiązującej do tej pory interpretacji mechanicznej, czyli takiego ping ponga przyczynowo - skutkowego a bardzo łatwo interpretacji w duchu "poznania twórczego", jak u starego Arystotelesa było. Po prostu "nie wszystkie drogi są jasne i proste, niektóre są ciemne i proste..." czego ciemny lud nie rozumie.

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
"Prawda jest taka, że codzienność jest do bani i tylko optymiści tacy jak Sikor oszukują się, że jest fajnie ale to nie zmieni Prawdy."

Prawda nie kończy się na codzienności. Prawda po drugiej stronie drzwi może być inna niż po pierwszej. Sikor wcale się nie oszukuje, tylko jak powiedziałby chrześcijanin "bierze swój krzyż na każdy dzień" i dlatego jest mu lekko i fajnie. Można to też powiedzieć inaczej: "Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego". Można oczywiście robić sobie na złość. Zawsze mnie zdumiewało ile trudu i męki wkładają ludzie w to, żeby zrobić sobie kuku.