przeszłość  binaria  teraz  teoria kabaretu  filozofijki  polemiki  główna  filozofijki

 
     

BÓG JEŚLI ISTNIEJE...



Nie dziwi mnie, kiedy światłe umysły świata wyrażają pogląd, że Bóg istnieje.
Widząc wszystkie zawiłości natury tworzące tak spójną całość można się nie oprzeć wrażeniu, że to nie mogło powstać samoczynnie w wyniku przypadku.
Sam osobiście unikam określenia się w kwestii istnienia siły sprawczej wszechświata (bo to zawsze spekulacje lub wyznanie wiary).

Ale dziwi mnie kiedy światłe umysły przyjmują światopogląd tkwiący korzeniami w baśniach i mitach.
Wstyd mi, kiedy osoby uchodzące za przedstawicieli narodu, inteligencji, nauki i sztuki afiszują się ze swoimi poglądami w których Bóg przedstawiany jest jako wielki czarodziej.

Rozumiem, że tradycja i kultura własnego narodu zobowiązuje - ale żeby do tego stopnia?

Być może istnieje siła sprawcza którą można nazwać Bogiem. Zupełnie prawdopodobne również, że żył człowiek zwany Chrystusem, który poświęcił swoje życie nauczaniu jak żyć lepiej i mądrzej. I umarł na krzyżu za swoje nauki.

Ale zupełnie nie do przyjęcia jest pojęcie Boga jako wszechpotężnego czarodzieja, w dodatku strasznie zazdrosnego o swoje wpływy w świecie. Karzącego ogniem, potopem i potępieniem. Z zastępami aniołów u boku i szatanami z przeciwnej strony.
Także obraz Chrystusa rozmnażającego chleb i ryby, zmieniającego wodę w wino i wskrzeszającego zmarłych jest wyjęty prosto z baśni. Czytałem wiele baśni i te schematy się powtarzają - nic oryginalnego.

Nie dziwi mnie przekaz sprzed wieków - bo i lud bardziej prosty i potrzeba było konkurencji dla wyznawanych wówczas bogów, którzy też niezłymi mocami dysponowali.
Sama biblia opisuje moc czarowników egipskich podobną do boskiej (księga wyjścia). Czyli wręcz sankcjonuje istnienie innych bogów, tylko że mniejszej wagi i mocy.
I nakazuje nie mieć innych bogów przed Wszechmogącym. Co wydaje się sugestią, że jednak inni bogowie istnieją, ale są mniej ważni.
Takie czasy, taka religia.

Ale czas mija, świadomość wzrasta - a religia nadal opiera się na zapisach sprzed tysiącleci. Nadal Bóg jest wszechmocnym czarodziejem, Duch Święty nieomylną wyrocznią, Chrystus cudotwórcą, a kapłani odczyniają obrzędy mające zapewnić łaskę i pomyślność.

Nie neguję religii, bo pomimo wad ma również liczne zalety. Chrystus musiał być naprawdę łebskim facetem i świetnie rozumiał naturę ludzką. Nauki Chrystusa są naprawdę głębokie.
No, ale apostołowie już byli prostymi ludźmi i przekazywali nauki tak jak potrafili - czyli w nieco baśniowym ujęciu. Przekazywali tak jak rozumieli swoim prostym umysłem. Nie można mieć im tego za złe, jak też ich kolejnym uczniom.

Natomiast za złe mam już dzisiejszym kapłanom, którzy posiadają naprawdę duże wykształcenie i inteligencję. I mimo to nadal podtrzymują ten baśniowy wizerunek Boga i Chrystusa.
To prawda, że prostym ludziom łatwiej przyjąć taki baśniowy obraz - bez potrzeby wnikania w zawiłości religii i wartości jakie ona niesie.
Oto wielki czarodziej tak chce i koniec gadania! Wykonać!
Ale czy nie da się jakoś pogodzić tradycji z naukami Chrystusa bez tych wszystkich czarów? Czy to musi być tak magiczne? Przynajmniej czy zawsze?
Niechże by były i obrzędy, święcenia i msze w intencji... Ale w formie tradycji a nie śmiertelnie poważnie pod groźbą obrazy uczuć religijnych.
Jakoś inne tradycje, mimo że nie chronione prawem, nie są narażone na wyśmiewanie i profanację. Nikt nie wyśmiewa obrzędów ludowych, chociaż niektóre wydają się niedorzeczne. Łatwo je akceptować bo nikt nie uznaje ich za święte lecz za dziedzictwo kultury.
A właśnie to śmiertelnie poważne podejście do cudów i mistyki religii aż prowokuje do naruszenia tej powagi.

A co z ludźmi którzy reprezentują nie tylko siebie?
Kiedy przedstawiciele mojego państwa i narodu na forum światowym afiszują się ze swoim baśniowym światopoglądem jest mi po prostu wstyd. Powierzanie pod opiekę świętych - kraju, instytucji i innych ważnych spraw - to zabobony i obciach dla wszystkich niewierzących i agnostyków.
A próby zmuszania całej Europy do tego do już kompromitacja.

Jako agnostyk godzę się na tradycję i obecność kościoła w życiu - ale nie akceptuję prób narzucania światopoglądu komukolwiek.

Jeżeli ktoś chce wieszać Jezusa w każdym urzędzie to znaczy, że nie ma go w sercu. Znam nauki Chrystusa i jestem tego pewny. Nie życzę sobie, żeby ktoś w moim imieniu powierzał mnie czarodziejowi - choćby najlepszemu z najlepszych.
Bóg, jeśli istnieje, to coś więcej niż czarodziej.



      
 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjażń         
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy
   Dobro i zło

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność          
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Narcyzm szczęśliwy
   Znieczulica          
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Zło jest dobre
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty
   Wychowanie w odrazie do zła

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju             
   Wojna                
   W sprawie aborcji
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Podatek od szczęścia
   Przeciw depresji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Kurs starości
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



nowo¶ci
 



      kabaret ADI
      kabaret Potem
      Wytwórnia A'YoY
      klub Gęba
      bok
 
   


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: Godzio
Hmmm, rzeczywiście głupie jest przedstawianie Boga jako czarodzieja - jednak znam wielu łebskich ludzi (także duchownych) którzy wcale tak nie robią. Cała ta mistyka i baśniowość jest tylko (w mojej opinii) silnie przemawiającym obrazem. Na niektóre osoby to działa najlepiej. Nie można wymagać aby wszyscy myśleli inteligentnie.

podpis: S.
Też wiem, że ta baśniowość na niektórych całkiem dobrze działa. I stąd mój pogląd, że niechże by i były te baśniowe akcenty - ale w formie tradycji a nie świętości nienaruszalnej pod groźbą obrazy uczuć.
Jeśli marszałek sejmu zarządza modły w intencji deszczu - niechże i zarządza, ale w gronie zainteresowanych taką tradycją - a nie na forum najwyższego organu państwa ze śmiertelną powagą.

podpis: Robocik
Czy to oznacza, że fanatyzm religijny bierze się z braku poczucia humoru?

podpis: Allon
Odnośnie krzyży - tylko czy trzeba siłą te krzyże z urzędów wyrzucać?
Co do modlitwy o deszcz - przecież nie była to Msza obowiązkowa dla wszystkich posłów - była to Msza dla chętnych posłów, a w gronie tych wszystkich zostało to tylko ogłoszone.

podpis: S
Usunąć krzyże z urzędów byłoby wskazane - chociaż nie siłą (bo to kolejny powód do wojen krzyżowych)
Dla mnie - agnostyka - krzyż w miejscu ogólnopaństwowym jest symbolem wkroczenia religii w państwowość.
Chociaż krzyże w urzędach bezpośrednio w niczym nie szkodzą - ale to traktowanie ich jako świętość to już tak. Te wojny krzyżowe pod byle pretekstem - czy w urzędach czy na ulicach miast.
A modlitwa o deszcz... no cóż - mi było wstyd.

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Czytanie tutejszej strony ciąg dalszy. Nigdy nie widziałem w religii (chrześcijańskiej) nic baśniowego. Co jest baśniowego w umieraniu na krzyżu? Wydaje mi się, że trochę znam teologię katolicką ("trochę" oznacza, że w miarę swobodnie poruszam się po Katechizmie i Tomaszu z Akwinu)i nie znajduję tam nic baśniowego. Filozoficzną podstawą tej teologii jest Arystoteles, jeden z największych naturalistów w historii myśli.
Nawet słynnej kwestii o diabłach na szpilce nie znalazłem. Nie mówię już o mistyce. Taka Simone Weil, jedna z największych mistyczek XX wieku, podpisałaby się pod tym, co tu Władysław Sikora napisał.

podpis: S.
Hm...
To mamy problem komunikacyjny zapewne.
Dla mnie zapisy Starego i Nowego Testamentu są pełne baśniowych treści. O ile Stary uznawany już był wielokrotnie za alegorie (w sposób zbyt dowolny wg mnie) więc nie będę się odnosił, to Nowy jest podstawą chrześcijaństwa - a zawiera również baśniowe treści (myślę, że wiesz co mam na myśli).
I do tej pory nie spotkałem się z interpretacją alegoryczną tychże.
Również ważniejsza tajemnica wiary - konsekracja eucharystii - ma baśniowy akcent.
Ale też kilka innych podstaw wiary - instytucja szatana, instytucja anioła no i sam Duch Święty.
Co do cierpienia w imię wyższych celów - baśnie i mity zawierają wystarczająco liczną reprezentację takich przykładów (ja przeczytałem mnóstwo baśni i mitów zanim sięgnąłem do Biblii - stąd pewnie moje skojarzenia i uprzedzenie).
Nie zapieram się, że mogą istnieć teologowie którzy zupełnie pomijają wszelkie baśniowe akcenty i nie są w konflikcie z religią chrześcijańską (za mało znam) - natomiast ja wyrażam swój sprzeciw wobec tej interpretacji baśniowej - która przecież wciąż funkcjonuje i ma się dobrze.
I ostatecznie jest tą najbardziej agresywną formą wyznawania miłości i miłosierdzia.

podpis: Włodek
Wszystkie tajemnice wiary chrześcijańskiej mówią jedno: istnieje coś, od czego ty zależysz, a co jest POZA twoją świadomością. Tym samym wiara zwraca się przeciw Kartezjuszowi i całej nowożytności z jej obłędnym "myślę, wiec jestem". Eucharystia "mówi" to bardzo dobitnie: oto dzieje się coś, całkowicie POZA twoją świadomością. Możesz wierzyć i przyjąć w wierze, ale pojąć i zrozumieć nie możesz. Słowem: rzeczywistość to jedno, a twoja myśl o niej to drugie.
To "poza myślą" jeden zrozumie jako bajki inny jako podświadomość, inny jako superego, jeszcze inny np ja, jako Tajemnicę. Dla mnie bajki zawsze (od dziecka) były próbą wyrażenia czegoś, co przekracza ludzkie doświadczenie w kategoriach ludzkiego doświadczenia. A to przecież jest definicja alegorii. U mnie bajkowość i realność nie wykluczają się. Będą się natomiast wykluczać u kartezjanina, bo u niego "realny" to tyle co "dający się pomyśleć jako realny".

podpis: S.
Żebyśmy się dobrze rozumieli: Tajemnica - proszę bardzo.

Ale skoro Tajemnica - to również dla kapłanów, teologów i najgorliwszych wyznawców. To niech mi nikt nie interpretuje tej Tajemnicy w sobie wygodny sposób. To poproszę o pokorne milczenie "ekspertów" w sprawach świętości jednych zjawisk przeciw drugim.
Zbyt często się spotyka więcejwiedzących aby Tajemnica zachowała swój nieodgadniony charakter. Tajemnica jest traktowana instrumentalnie i interpretowana baśniowo - a z tym się nie chcę pogodzić.

'Oczywiście miłość wzajemna to jeszcze inne zagadnienie. Tam są dwa czynniki, które mogą się wzajemnie "nakręcać". Dziwi mnie, że to rozumiesz a traktujesz "bajkowo" Ducha Św. Przecież to nic innego, jak wzajemna ekscytowanie się miłością Ojca i Syna.'

Duch Święty dla mnie może być również nieodgadnioną tajemnicą. Ale kiedy jest wykorzystywany w interpretacji jako Nieomylność Ludzka to już mam wrażenie baśniowego zjawiska.

podpis: Włodek
Nie możesz wymagać wysokiego stylu od zjawisk masowych. Gdyby przekupki gadały Szekspirem sztuka byłaby zbędna. Domeną mas jest kicz. Dotyczy to również kapłanów i ekspertów. Ja kicz zresztą, po wypaczeniach i błędach młodości, doceniam. U takiego Szekspira jest masa kiczu i wcale to jego sztuce nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Podobnie widzę religię. Nie uważam,że należy kazać się ludziom zamknąć bo są prostaccy i nie potrafią dać pięknego wyrazu Tajemnicy, którą przezywają.

"Duch Święty dla mnie może być również nieodgadnioną tajemnicą. Ale kiedy jest wykorzystywany w interpretacji jako Nieomylność Ludzka to już mam wrażenie baśniowego zjawiska".

A kto chciał wyrywać nogi z dupy, żeby sobie uświadomić ich tajemnicze piękno?

podpis: S. Dobra, ok.
Wiem, wieeeeem - i nie wymagam od wysokiej klasy od mas. Masy niech się kochają w kolorowej prostocie.
No ale mamy też elity. Od nich nie mam prawa wymagać?
To wiem, że elity są pod ciśnieniem mas.
Ale pytam czy granice kompromisu nie są zbyt mocno przekroczone?
Masy zapewniają wpływy (materialne i duchowe) i to tworzy pokusę dla elit. W każdym środowisku mamy z tym do czynienia.
Dlaczego wymagam więcej od elit religijnych? Właściwie nie mam prawa - bo ludzie jak wszyscy.
Ja tylko się buntuję wewnętrznie i trochę zewnętrznie - z tego powodu, że te elity wyraźnie przekonują o swojej misji.
Wieeeeeeem, że inne elity to samo robią.
Ale politycy, artyści czy naukowcy nie zasłaniają się świętością. A nawet jeśli próbują - to nie mają do tego prawnych umocowań.
To jest ta różnica która mnie uwiera.

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
No i jednym zdaniem wysłałeś mnie do dupy. Nie masz litości? Co można na argument "świętość głosisz a sam święty nie jesteś" odpowiedzieć? Niewiele raczej.
Chyba tylko za św. Pawłem, że gdy jestem słaby to jestem mocny. Ale i to dla kogoś wewnętrznie zbuntowanego przeciwko świętości będzie raczej powód do śmiechu niż argument.
Dobra... mam o to osobistą pretensję do Jezusa, ze kazał nam takie rzeczy głosić. Po prostu nieznośna misja. Chcesz czy nie, zostaniesz pośmiewiskiem. Może dlatego mówił również, żeby nikogo na tym świecie nie nazywać dobrym. A zwłaszcza elit i nauczycieli. Niestety jedno i drugie wymaga niebotycznej wprost pokory i prostoty. Zatem wymagasz ode mnie i innych, aż takiej pokory i prostoty? :-)
No i jak, może być?
Natomiast co do sztuki, to argument mam prosty. Każda wielka sztuka jest z istoty religijna. Po prostu nie widać jak mogłaby być inaczej? Ateizm staje się możliwy dopiero po wiekach wiary, tak jak i sztuka dla sztuki.

podpis: S.
Oczekuję (i coś sądzę, że nadaremno), że nauki religii z dogmatycznych staną się otwarte (otwarte na wątpliwości, pytania, krytykę).
Że prawda będzie pochodzić tylko z własnej wewnętrznej rozmowy z Bogiem - a nie od interpretatorów, teologów i hierarchów.
I niezależnie od tego czy z Bogiem rozmawiał ateista, agnostyk czy wyznawca - przed Bogiem ich prawdy są równe - wartościowane tylko szczerością takiej rozmowy.

podpis: Włodek
Zabawne. Dogmatyka wzięła się nie z czego innego jak z dyskusji i krytyki. Istnieje tylko dlatego, że istniała krytyka wiary. Gdyby wszyscy się zgadzali nie byłoby potrzeby ustalania formuł dogmatycznych. Z tego wynika, że one cały czas podlegają nie tylko interpretacji ale po prostu podstawowemu rozumieniu. Zupełnie jest nieoczywiste co oznaczają.

Twoje pojęcie prawdy i szczerości jest takie samo jak u Tomasza z Akwinu. W zupełności się zgadzam.
Nie rozumiem natomiast zupełnie Twojego minimalizmu. Nie sztuka odrzucić najgłupsze ujęcie religii, sztuka odrzucić najmądrzejsze. Jest taka zabawna książeczka Hansa Conrada Zandera "Głupota jest grzechem". To taki "wywiad" ze św. Tomaszem. Zander to uczeń I.M. Bocheńskiego OP, do którego i ja niegodnie się przyznaję, który ułożył zabawne pytania. Postawię Ci butelkę "Casillero del diablo" (bardzo dobre chilijskie wino, do żółtego sera super) jak po jej przeczytaniu powiesz: nieszczere i głupie. Drugą butelkę dostaniesz za podobna ocenę "Ewangelii według Piłata" Schmitta albo nie wiem "O miłości" Piepera. Potrafisz odrzucić?