LAW LAW LAW

 

Autor: Wł. Sikora

 

SZTUKA O MAŁO CO TEATRALNA

 

 

Osoby:

Piękny książę przebrany za giermka - romantyk

Brzydki giermek przebrany za księcia - prosty charakter

Marysia - ładna sierotka

Królewna - chyba jednak kobieta

Król-ojciec - monarcha jednodzietny

Sekretarz dworski - staruch na stanowisku

Strażnik - siła wykonawcza z zacięciem filozoficznym

Smok - zielony obleśnik grasujący w terenie

 

Miejsce akcji:

Zamek stołeczny i przyległości w postaci ogrodów i wież - naprzeciwko Publiczności.

 

Czas:

Dawno.

 

 

 

STRAŻNIK: (gra na werbelku obwieszczająco) - Uwaga, uwaga, podaję specjalny komunikat. Poszukuje się męża dla królewny. Ktokolwiek wiedziałby o miejscu pobytu kawalera w wieku ślubnym, proszony jest o powiadomienie królewny, lub najbliższej starej panny. Zgłoszenia będą przyjmowane drzwiami i oknami. (opuszcza miejsce akcji)

 

 

 

PROLOG

 

PIĘKNY KSIĄŻĘ: (dociera wraz ze służącym do celu podróży) - No i dotarliśmy do celu podróży. Przed nami zamek stołeczny. Trzeba żebyś przybrał swego księcia należycie. Zobacz, koszula mi się pruje...

BRZYDKI GIERMEK: - Dobrze, że się nie drze, bobyś ogłuchł.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Gdzie ja się z taką dziurą pokażę?

BRZYDKI GIERMEK: - Zbroją się zakryje. (ubiera księcia w pierwszorzędną zbroję z burego kartonu)

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - A który to gatunek blachy tej?

BRZYDKI GIERMEK: - Najpierwszy. Zbroja prosto z Paryża.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Jakże mi w tym?

BRZYDKI GIERMEK: - Bardzo do twarzy.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - A dajże lusterko.

BRZYDKI GIERMEK: (daje lusterko)

PIĘKNY KSIĄŻĘ: (zagląda zdumiony w lusterko) - To ja?

BRZYDKI GIERMEK: (zabiera lusterko i zagląda) - Nie, to ja.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: (zabiera lusterko i sprawdza) - Niepodobny.

BRZYDKI GIERMEK: - Nie zagaduj mnie, mój panie, na tematy co się nie znam. Ruszajmy się. Narzeczona czeka na ciebie.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - O, nie ma się co spieszyć. Narzeczona nie zając! (coś sobie przypomina) Właśnie... Tylko dlaczego ona ma takie zęby...?

BRZYDKI GIERMEK: - Jakie zęby?

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - No popatrz sam. (wyjmuje portret narzeczonej)

BRZYDKI GIERMEK: (z pokerową twarzą) - Niczego jej nie brakuje.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Rzeczywiście niczego. Ani piegów, ani kurzajek, ani zeza... Nie powiesz, że ci się podoba...

BRZYDKI GIERMEK: - Żeby tak zaraz podobać, to nie. Ale w końcu to twoja przyszła.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Milcz! Ja się nie chcę z nią żenić!

BRZYDKI GIERMEK: - Przecież musisz! Tato kazali.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Wiem. Jestem zrozpaczony.

BRZYDKI GIERMEK: - No, jeszcze może cię nie zechce. Ale marne to szanse. Za przystojny jesteś: wysoki, blondyn, elegancki...

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Elegancki mówisz? A może bym ubrał twoje rzeczy?

BRZYDKI GIERMEK: - Nic z tego. Nie szata szpeci człowieka. Brzydkim trzeba być! (puszy się swoją brzydotą)

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Ba...

BRZYDKI GIERMEK: - Ba.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: (wpada na prosty pomysł) - Ha!!!

BRZYDKI GIERMEK: - Ha?

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Który z nas dwóch jest ładniejszy?

BRZYDKI GIERMEK: - Ty panie.

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - To znaczy, że ty jesteś brzydszy?

BRZYDKI GIERMEK: (zaczyna być podejrzliwy) - No...

PIĘKNY KSIĄŻĘ: (uśmiechając się chytrze) - Hm, zaraz sprawdzimy jak ty reagujesz na moje rozkazy.

BRZYDKI GIERMEK: (bardzo się domyśla) - Panie, oszczędź!

PIĘKNY KSIĄŻĘ: (nieczuły) - Ubierzesz się w moje rzeczy i pójdziesz się oświadczyć królewnie.

BRZYDKI GIERMEK: - Nie!

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Jasne! Oświadczysz się, dostaniesz kosza i wracamy.

BRZYDKI GIERMEK: - O nie nie! W razie wpadki nic mnie nie uratuje!

PIĘKNY KSIĄŻĘ: - Odwagi. Umrzeć za swojego pana to zaszczyt.

BRZYDKI GIERMEK: - Umrzeć to zaszczyt, ale ożenić się to przesada!

(odchodzą do przebieralni miejskiej)

 

 

 

DZIEWCZĘTA DWORSKIE

 

SEKRETARZ DWORSKI: (pyta zgromadzoną naprzeciw zamku publiczność) - Nie było tu królewny? Taka stara panna w koronie, która koniecznie chce wyjść za mąż. Całe królestwo na nogi postawiła. Król powołał już centrum d/s zamążpójścia królewny. Bank informacji o kawalerach, sekcję upijania narzeczonych... ale to nie jest takie proste. Rzadko się zdarza żeby uroda u kobiety szła w parze z inteligencją. Królewna jest wyjątkiem. Jest równie głupia jak brzydka. Gdyby ktoś z was gustował w urodzie awangardowej, to gorąco polecam.

KRÓL-OJCIEC: (zagląda ukradkiem) - Sekretarzu, nie ma tu królewny?

SEKRETARZ DWORSKI: - Nie. Dzisiaj mamy szczęście.

KRÓL-OJCIEC: (wskazując na publiczność) - A to co za jedni? Może konkurenci do ręki... (krzywi się)?

SEKRETARZ DWORSKI: - Nie nie, to normalni ludzie.

KRÓL-OJCIEC: (ogląda ludzi) - A, ludzie. No to ręce do góry. No do kogo mówię?! Ręce do góry! (do sekretarza) Daj pistolet.

SEKRETARZ DWORSKI: (daje pistolet bardzo groźny)

KRÓL-OJCIEC: (zmusza publiczność by podniosła ręce do góry) - Ręce do góry! Tak trzymać! A więc MOI PODDANI... Rozkazuję wam rozgłaszać, że królewna jest piękna w państwie, a kto powie, że inaczej, to zostanie pojmany i torturowany, aż mu królewna wypięknieje.

SEKRETARZ DWORSKI: - Oj, to nie lada zadanie dla oprawcy.

KRÓL-OJCIEC: - Musi podołać. Bo inaczej nigdy nie wydam jej za mąż.

SEKRETARZ DWORSKI: - A gdyby zmusić jakiegoś wieśniaka do ślubu?

KRÓL-OJCIEC: - To musi być ktoś wysoko urodzony!

SEKRETARZ DWORSKI: - To może strażnik. Urodził się na strychu.

KRÓL-OJCIEC: - Nie! Nie wolno nam mieszać krwi błękitnej z czerwoną, bo mi wnuki jakieś fioletowe wyjdą.

 

KRÓLEWNA: (pojawia się niespodziewanie) - Tato...

KRÓL-OJCIEC: - O, pociecho moja! Czy masz do mnie sprawę?

KRÓLEWNA: - Wydaj mnie dzisiaj za mąż! Wydaj chociaż trochę!

KRÓL-OJCIEC: - Jak się znajdzie śmiałek, to wydam cię całkiem. Obiecuję.

KRÓLEWNA: - Nie wierzę. Raz odesłałeś dzielnego rycerza który patrzył na mnie tak... tak... (pokazuje jak)

KRÓL-OJCIEC: - A gdzie on tam patrzył. Ślepy był!

KRÓLEWNA: - Oj, chłop jest chłop! Nie wszystko ma ślepe.

KRÓL-OJCIEC: - No, masz babo placek!

KRÓLEWNA: (zaczyna histeryzować) - Nie chcę placka! Chcę męża!!!

KRÓL-OJCIEC: - I co ja mam teraz robić?

SEKRETARZ DWORSKI: - Na pewno nie placek.

KRÓL-OJCIEC: - Poczekaj jeszcze.

KRÓLEWNA: - Ciągle czekam! Dlaczego nikt mnie nie chce?!

SEKRETARZ DWORSKI: - Bo ci zazdroszczą.

KRÓLEWNA: - ...?

KRÓL-OJCIEC: - ...?!

KRÓLEWNA: - Czego?

SEKRETARZ DWORSKI: - Że taka ładna. I do tatusia podobna.

KRÓL-OJCIEC: - O! Przegiąłeś sekretarzu! Gdzie podobna? Gdzie podobna? Popatrz na jej oczy, na jej nos...

SEKRETARZ DWORSKI: - Wiem, że brzydka. Ale to nie ja robiłem.

KRÓLEWNA: - Tato, tato. Kiedy będę miała męża?

KRÓL-OJCIEC: - Czekaj słoneczko. Zaraz zapytam straże o narzeczonych. Straż!

STRAŻNIK: (melduje się na rozkaz) - Najjaśniejszy panie, straż...

KRÓL-OJCIEC: - No dobra dobra.

STRAŻNIK: - Ale ja chciałem coś powiedzieć...

KRÓL-OJCIEC: - Mów.

STRAŻNIK: - Najjaśniejszy panie, straż pałacowa meld...

KRÓL-OJCIEC: - Wystarczy!

STRAŻNIK: - Ale ja chciałem coś powiedzieć.

KRÓL-OJCIEC: (zniecierpliwiony) - Proszę!

STRAŻNIK: - Najjaśniejszy panie, straż pałacowa melduje się na rozkaz!

KRÓL-OJCIEC: - Brawo! A teraz mi już powiedz czy nie przybył przypadkiem do zamku ktoś kto chciałby przypadkiem ożenić się z królewną?

STRAŻNIK: - Nie było takiego przypadku.

KRÓLEWNA: - A wokół zamku nikt nie krąży?

STRAŻNIK: - Cała służba w oknach stoi z lornetami. Ale nikt się nie zbliża do zamku bliżej niż 5 kilometrów.

KRÓL-OJCIEC: - Jakby się kto zbliżył, to zaraz złapać i zaprosić do nas! Przykuć w pokoju gościnnym i zawołać!

STRAŻNIK: - Tak jest! Mysz się nie prześliźnie.

KRÓL-OJCIEC: - Myszy nie! Tylko książęta z rodowodem. (opuszcza wraz z królewną miejsce akcji)

SEKRETARZ DWORSKI: (sam do Strażnika) - Myszy nie. (i rzeczowo) Zawołaj mi tu Marysię.

STRAŻNIK: (strzela obcasami i wychodzi)

MARYSIA: (wchodzi bez strzelania, ze ścierką na miotle) - Królewna płakała?

SEKRETARZ DWORSKI: - Troszeczkę. Powycieraj.

MARYSIA: (wyciera podłogę z łez królewskich)

SEKRETARZ DWORSKI: (wyraźnie coś kręci) - Marysiu, mam do ciebie sprawę delikatnej materii. Być może w kontekście konserwacji powierzchni płaskich zabrzmi to groteskowo, aczkolwiek w pewnych aspektach matrymonialnego status quo narzuca się oczywista konkluzja.

MARYSIA: - Panie Sekretarzu, dobrze się czujesz?

SEKRETARZ DWORSKI: - Być może moja perrora nie jest adekwatna do możliwości percepcyjnych Marysi...

MARYSIA: - Sprechen Sie Deutch?

SEKRETARZ DWORSKI: - Ach, wyrażę się prostym językiem: ja się chcę z Marysią ożenić!

MARYSIA: - Acha. A po co?

SEKRETARZ DWORSKI: - Bo... chcę Marysi pomóc.

MARYSIA: - Co to za pomaganie? A bramy pozamyka, ubikacje umyje, kościotrupy z wieży wyniesie?

SEKRETARZ DWORSKI: - Marysiu, bądź mi żoną! Jesteśmy dla siebie stworzeni: ty masz urodę - ja stanowisko, ty jesteś młoda - ja doświadczony, ty jesteś kobietą - ja mężczyzną! Pasujemy do siebie jak dwie połówki przedartego dolara.

MARYSIA: - Zawracanie głowy! Ty jesteś stary - ja niewykształcona, ty jesteś brzydki - a ja biedna. Pasujemy do siebie jak dwie połowy banknotu 10-lirowego. Nigdy nie będę twoją żoną!

SEKRETARZ DWORSKI: - Czy to twoje ostatnie słowo?

MARYSIA: - !

SEKRETARZ DWORSKI: - Słucham?

MARYSIA: - !

SEKRETARZ DWORSKI: - Sprawiasz mi ból. Idę rozpaczać! Mam do rozpatrzenia dwie sprawy: czy ktoś mnie jeszcze pokocha i dlaczego? (odchodzi pełen bólu)

MARYSIA: - Naprawdę mi go żal, ale ja czekam na prawdziwą miłość.

(Marysia śpiewa z towarzyszeniem muzyki, księżyc świeci)

 

CZEKAJĄC NA MIŁOŚĆ

 

         VIDEO - PIOSENKA Z POKAZU NA "MULATCE"             


Wiem, dobrze wiem
Mocno tak kochać chcę.
Czekam wciąż na ten dzień który miłość przyniesie
I serce zapłonie
I zabraknie tchu
Gdy przejdę już przez szczęścia próg.

Gdzie ta moja wielka miłość jest?
Gdzie mój ukochany chowa się?
Cóż bogactwo, cóż pieniądze,
Ile warte są
Jeśli miłość inny znajdzie dom.

Cóż robić mam
Kiedy wciąż jego brak
Kiedy serce mi gra z kim miłość podzielić?
Jak szczęście odnaleźć
Nim zaginie gdzieś
Czy sama tę miłość mam nieść?

Gdzie ta moja wielka miłość jest?
Gdzie mój ukochany chowa się?
Cóż bogactwo, cóż pieniądze,
Ile warte są
Jeśli miłość inny znajdzie dom.

Już minął dzień
Pusto znów skończył się
Ile to takich dni przeczekać potrzeba?
Nim przyjdzie ten jeden
I ktoś powie mi
Że kocha mnie ze wszystkich sił.

Gdzie ta moja wielka miłość jest?
Gdzie mój ukochany chowa się?
Cóż bogactwo, cóż pieniądze,
Ile warte są
Jeśli miłość inny znajdzie dom.

(Marysia zmienia księżyc na słońce i odchodzi)

 

STRAŻNIK: (mówi alegorycznie) - Miłość jest jak mgła. Raz jest a raz jej nie ma. Piękna jak jutrzenka, kiedy rosa skrzy się na łące, a nad łąką leci motyl, a za motylkiem ptaszek. To nic, że on go zje. To nic. I tak rosa zaraz wyschnie, słońce zajdzie za chmury, a królewna wstanie jedną ze swych lewych nóg. (opuszcza scenę w zadumie)

 

 

OŚLUBIĆ KRÓLEWNĘ

 

KRÓLEWNA: (wyraźnie się przechwala sekretarzowi i publiczności) - Piękny sen miałam dzisiaj. Śniło mi się, że wychodziłam, za mąż. Tak się nawychodziłam, że aż mnie nogi bolały. Czy sny się sprawdzają?

SEKRETARZ DWORSKI: - Oczywiście. Kiedyś śniło mi się, że latam i następnego dnia zleciałem z drabiny.

KRÓLEWNA: - Powiedz mi jak to jest kiedy ludzie się kochają.

SEKRETARZ DWORSKI: - O! Najpierw patrzą sobie w oczy, chwytają się za ręce i mówią sobie słówka...

KRÓLEWNA: - A potem?

SEKRETARZ DWORSKI: - Potem patrzą sobie na ręce, chwytają się za słówka i mówią sobie w oczy.

KRÓLEWNA: - Dziś napotkam swoją miłość.

SEKRETARZ DWORSKI: (z powątpiewaniem) - Tak?

KRÓLEWNA: - Coś w środku mi to mówi.

SEKRETARZ DWORSKI: - Znowu? Czy ty nie połknęłaś papugi?

KRÓL-OJCIEC: (już wstał z łóżka) - Dzień dobry córko. Hhhhrhhhrhh...

KRÓLEWNA: - Dzień dobry tato. Czy ładnie dziś wyglądam?

KRÓL-OJCIEC: - Strasznie ładnie.

KRÓLEWNA: - Naprawdę ładnie?

KRÓL-OJCIEC: - Naprawdę strasznie.

KRÓLEWNA: - A czy nie powinnam się trochę pomalować?

KRÓL-OJCIEC: - Owszem, owszem. Po południu zawołamy malarza.

STRAŻNIK: (wbiega w popłochu) - Najjaśniejszy panie! Najjaśniejszy panie! Tam! Tam stoi!

KRÓL-OJCIEC: - Co stoi? Kto stoi?

STRAŻNIK: - Konkurent do królewny! Służba pouciekała, psy się w budach pochowały, a on stoi i tak dziwnie patrzy!

KRÓL-OJCIEC: - Uspokój się! Może to pomyłka. Może piętra pomylił.

STRAŻNIK: - Nie. Mówi, że do naszej królewny.

KRÓL-OJCIEC: - Co robić, co robić?

KRÓLEWNA: - Prosić, prosić!!!

KRÓL-OJCIEC: (reflektuje się natychmiast) - Nie prosić! ...Kazać!

STRAŻNIK: (udaje się po konkurenta)

KRÓLEWNA: - Sekretarzu, leć po biżuterię.

SEKRETARZ DWORSKI: (leci)

KRÓL-OJCIEC: - Po co ci biżuteria?

KRÓLEWNA: - Żeby mnie było lepiej widać!

KRÓL-OJCIEC: - Lepiej żeby cię gorzej było widać.

STRAŻNIK: (anonsuje) - Jego wysokość książę.

BRZYDKI GIERMEK PRZEBRANY ZA KSIĘCIA: (staje w drzwiach) - Dobry! My się chyba nie znamy - Moja Wysokość Książę.

KRÓL-OJCIEC: (patrzy z podziwem pełnym przerażenia)

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Najjaśniejszy panie. Przybyłem tu z daleka aby zostać twoim najjaśniejszym zięciem.

KRÓL-OJCIEC: (wygłasza) - Moją córkę może poślubić tylko rycerz prawy i odważny.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Aaaa, no to do widzenia. (próbuje się oddalić)

KRÓLEWNA: - Zaczekaj! (do ojca) Tato, nie wybrzydzaj. Bierzmy co jest.

KRÓL-OJCIEC: - Nie możesz wyjść za byle kogo!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - No pewnie!

KRÓLEWNA: - Mogę, mogę, mogę!!! Książę, powiedz ile posiadasz zamków...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Trzy! W tym dwa błyskawiczne.

KRÓL-OJCIEC: - A dobra ziemskie masz?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Mam dobra.

KRÓL-OJCIEC: - Dobra.

KRÓLEWNA: - Służby ile?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Cztery lata.

KRÓL-OJCIEC: (szuka pretekstu) - Dam ci szansę. Dostaniesz moją córkę jak zabijesz smoka który nawiedził nasze królestwo.

KRÓLEWNA: - Tato, ale on go jeszcze zje!

KRÓL-OJCIEC: - Sam... naszego smoka?!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Królu złoty! My się chyba nie rozumiemy. Ja nie myślę biegać za smokami. Ja w ogóle nie myślę! Kazali się żenić i to wszystko. Duży posag i zero smoków. Jasne?

KRÓL-OJCIEC: (zadowolony) - A rozumiem - łowca posagów...

KRÓLEWNA: - No to kiedy ślub?

KRÓL-OJCIEC: - Po mojej śmierci!

KRÓLEWNA: (podejrzliwie) - Eee tato. Ty się jeszcze tak dobrze trzymasz...

KRÓL-OJCIEC: - A i owszem! Audiencja skończona!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Mogę iść?

KRÓL-OJCIEC: - Musisz!!! (wyrzuca giermka)

KRÓLEWNA: - Jak go odeślesz to ja sobie coś zrobię!

KRÓL-OJCIEC: - A zrób sobie, zrób! (wychodzi na spacer do ogrodu)

KRÓLEWNA: (w rozpaczy) - A żebyś wiedział, że sobie zrobię. Strażniku!!! Daj nóż!

STRAŻNIK: (który czekał pod drzwiami) - Po co ci nóż?

KRÓLEWNA: - Ojciec powiedział, że ślub będzie po jego śmierci. Postanowiłam popełnić samobójstwo.

STRAŻNIK: - Ale to boli.

KRÓLEWNA: - Ja popełnię samobójstwo na ojcu.

STRAŻNIK: - Opamiętaj się. Jeszcze znajdziesz męża.

KRÓLEWNA: - A ja tego chciałam. Widziałeś go? Taki ładny był jak obrazek!

STRAŻNIK: - Faktycznie jakiś płaski na twarzy...

KRÓLEWNA: - I chciał się żenić!

STRAŻNIK: - Przyjadą ładniejsi.

KRÓLEWNA: - Ładniejsi już byli!

STRAŻNIK: - Będą następni...

KRÓLEWNA: - Następni też już byli!!!

STRAŻNIK: - W ostateczności się kogoś upije i zaprowadzi do ołtarza.

KRÓLEWNA: - A czy tak wolno robić?

STRAŻNIK: - Wolno! Upije się go, ożeni, a jak wytrzeźwieje to może nie będzie więcej pił.

(odchodzą by opracować plan odstraszania królewną od alkoholu)

 

 

OCH, MARYSIU

 

KSIĄŻĘ PRZEBRANY ZA GIERMKA: - Udało się. Trzeba wyjeżdżać zanim ktoś się zorientuje w tej całej maszkaradzie. Tym bardziej, że ten mój giermek nie grzeszy mądrością. Nie grzeszy, to mało powiedziane: jest święty! No, ale i na szczęście brzydki. (siada) Już za pół godziny wyjeżdżamy. Myk i nas nie ma.

MARYSIA: (przechodząc depcze księcia)

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Auuuuu!

MARYSIA: - Przepraszam.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Nic nie szkodzi. (rażony nagle urodą Marysiną) Jaka ona jest piękna - oczy ma jak szmaragdy, usta jak rubiny, zęby jak perły. Piękna jak sklep jubilerski. Muszę jej powiedzieć, że ją kocham! (podchodzi do Marysi, ale nie za blisko) - Mmmmmm...

MARYSIA: (stara się zrozumieć) - M?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (przerażony) - Eeeee...

MARYSIA: - E?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Yyyyy...

MARYSIA: - Y?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Trąbka!!! (ucieka przerażony własną bezczelnością)

MARYSIA: - ?

SEKRETARZ DWORSKI: (pojawia się jakby podsłuchiwał) - Kto to był? O czym rozmawialiście?

MARYSIA: - Takie tam rozmawianie.

SEKRETARZ DWORSKI: (podejrzliwie) - Co on ci powiedział?

MARYSIA: - M, e, y. trąbka.

SEKRETARZ DWORSKI: - A ty mu co odpowiedziałaś?

MARYSIA: - A po co odpowiadać? A może to jakiś tajny jest!

SEKRETARZ DWORSKI: - O tak! Masz rację. Chodźmy stąd, najlepiej do mnie. Pokażę ci moją kolekcję średniowiecznych widelców.

MARYSIA: - Nie jestem taka głupia. Chcesz wykorzystać moją naiwność, zainteresowanie widelcami, żeby mnie pocałować.

SEKRETARZ DWORSKI: - A co w tym złego?

MARYSIA: - Nic z tego. Pocałuj Misia z Okienka. (ucieka mu, po prostu ucieka)

SEKRETARZ DWORSKI: - O Marysiu!

(śpiewa z towarzyszeniem chórku)

 

DLACZEGO NIE POCAŁUJESZ?

 

Dlaczego nie chcesz pocałować mnie

Czy powód jakiś masz?         Czy powód jakiś masz?

Czy twoja mama powstrzymuje cię,

Czy może moja twarz?

O o o!

Choć tyle innych pięknych dziewcząt znam,

Ja tylko ciebie chcę.             On tylko ciebie chce.

Za twoje usta wszystkie skarby dam

Tylko pocałuj mnie!

 

To przecież tak mało, że prawie nic.

Każda by chciała, więc czemu nie ty?

Powiedz dla kogo usta swe chowasz,

Czemu wciąż muszę prosić od nowa?

Blues.

 

Jeżeli ty innego chłopca masz

Mogę polubić go.                  Może polubić go.

Lecz zanim przyjdzie tutaj chłopiec nasz

Pocałuj póki co.

O o o!

A kiedy ty już pocałujesz mnie,

Zrobię co tylko chcesz.         Zrobi co tylko chcesz.

Na ławce wytnę inicjały twe.

Na drzewie wytnę wiersz!

 

To przecież tak mało, że prawie nic.

Każda by chciała, więc czemu nie ty?

Powiedz dla kogo usta swe chowasz,

Czemu wciąż muszę prosić od nowa?

Blues.

 

Jeżeli chociaż trochę lubisz mnie

To całuj ile sił.                       To całuj ile sił.

Ja za to będę patrzył w oczy twe

I będzie dobrze ci.

O o o!

A gdy nie zechcesz spełnić prośby mej,

To ja uprzedzam cię,  To on uprzedza cię,

Że będę ciebie kochał coraz mniej

I sam pocałuję się!

Dlaczego nie chcesz pocałować mnie?

Dlaczego nie chcesz pocałować go?

Dlaczego nie chcesz pocałować mnie?

Dlaczego nie chcesz pocałować go?

Yeeee

Ooooo

Buzi buzi buzi...

 (odchodzi ze słodkim marzeniem)

 

STRAŻNIK: (przez usta którego płynie mądrość) - Ludzie się całowali od najdawniejszych czasów. Pocałunek przedłuża życie. Należy się więc całować 100 razy dziennie. Albo 50 razy przez kalkę. (idzie zgłębiać dalsze problemy ludzkości)

 

 

 

ZALOTY

 

 

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (płynie obok giermka, który idzie) - Mój wierny giermku, czy byłeś już kiedyś zakochany?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Nie. Ja taki chudy jestem od urodzenia.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - A ja się właśnie zakochałem. Czuję się taki szczęśliwy, tak mnie coś za gardło ściska.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - To rozepnij sobie guzik. To moja koszula. Ja mam mniejszy numer kołnierzyka.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Dziękuję. Ona jest taka piękna...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - No, trochę znoszona.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (bliski gniewu okropnego) - Kto znoszony?!!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Koszula.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (uspokaja się) - A, koszula. Ja mówię o mojej ukochanej. Dziś rano rozmawialiśmy ze sobą. Ona mnie nadepnęła i powiedziała: przepraszam, a ja jej odpowiedziałem: nic nie szkodzi. Jutro ja ją nadepnę.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Jak to jutro?! Przecież wyjeżdżamy!

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Zostajemy.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Proszę, nadepnij ją dzisiaj, bo sytuacja jest naprężona.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - A nie. Dzisiaj nie. Trzeba być subtelnym.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - To ty bądź sobie subtelnym, a ja wyjeżdżam. (odchodzi w kierunku najbliższego konia wierzchowego)

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (siada na ławeczce) - A jak on dojedzie kiedy przepisów drogowych nie zna, z koniem się nie rozumie i ciągle gubi kluczyki od stajenki.

MARYSIA: (wchodzi niepostrzeżenie) - Pan książę kazał mi tu przyjść.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (zrywa się z miejsca) - Ja?

MARYSIA: - Nie, książę.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Aaa... (siada wraz z Marysią na przeciwległych końcach ławki. Nerwowa pauza i próba nawiązania rozmowy) - Ładnie...

MARYSIA: (reaguje natychmiast) - Co?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (płoszy się, lecz po chwili rzuca dzielnie:) - Ładnie tu.

MARYSIA: - No...

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (po minucie nerwowych przemyśleń) - Panienka tak sama?

MARYSIA: (natychmiast) - Sama.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (już po pół minuty) - Ja też sam...

MARYSIA: - Gdzie?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (niepewnie) - Tu...

MARYSIA: - A ja?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (po chwili, niezwykle odkrywczo) - Panienka też sama.

MARYSIA: - Acha.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (nie od razu) - ...Czy ja mógłbym liczyć...

MARYSIA: (natychmiast) - Pewnie.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (przestraszony) - Czy mógłbym liczyć...

MARYSIA: - Do ilu?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - CICHO!!! (przerażony swoim wybuchem) ...Cicho tutaj.

MARYSIA: - Yhm.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (po 5 minutach nerwowego wiercenia się) - Ma panienka zegarek?

MARYSIA: - Mam. (czeka w gotowości do podania aktualnej godziny)

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Ja taż mam. (pokazuje swój zegarek)

MARYSIA: (z zachwytem) - O!

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (przystępuje do wyznań. Po 10 minutach!) - Bo widzi panienka...

MARYSIA: (natychmiast) - Co?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Widzi panienka...

MARYSIA: (stara się podtrzymać rozmowę) - Nie widzę...

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (bardzo nerwowo) - Widzi...

MARYSIA: - No, kiedy nie widzę.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (wrzeszczy) - CICHO!! BACZNOŚĆ! SPOCZNIJ! SIADAĆ! SŁUCHAĆ! PRZYCHODZI TAKI DZIEŃ W ŻYCIU MĘŻCZYZNY, ŻE CHCIAŁBY MIEĆ KOGOŚ BLISKIEGO!!! SERCE SIĘ TŁUCZE W KLATCE Z PIERSIAMI!!! RĘKA RĘKĘ MYJE!!! CZEKAM WIECZOREM W OGRODZIE!!! AAAAAA!!!!! (ucieka z krzykiem)

 

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (pojawia się zaniepokojony) - Coś ty zrobiła mojemu służącemu?

MARYSIA: - Nic.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Jak to nic?! On tak sam z siebie nie biega. Musiałaś coś zrobić.

MARYSIA: - Umówiliśmy się na randkę.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (uspokojony) - I on już poleciał na miejsce... Prawie rozumiem. (przypomina sobie o własnych kłopotach) A nie widziałaś czasem konia który kogoś szukał?

MARYSIA: - A dlaczego?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Właśnie wyjeżdżałem, ale szkapa tak szybko ruszyła, że ja się nie zabrałem.

MARYSIA: - Pewnie sama się znajdzie.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - W życiu! To durne zwierze. Aż wstyd między ludzi wpuścić, bo to ani o muzyce, ani o sporcie, tylko: ihahaha.

MARYSIA: (z troską) - No to trzeba szukać zwierzęcia.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - No właśnie! Leć popatrzeć czy bociany gdzieś nie kołują, bo ten mój skacze jak żaba, to się może jakiś połakomi.

MARYSIA: (leci popatrzeć)

STRAŻNIK: (obserwuje giermka podczas poszukiwań) - Czego szukasz?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - KONIA! Konia z kopytami.

STRAŻNIK: - A to duży koń?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Jak na nim siedzę, to taki. (pokazuje tak gdzieś do pasa)

STRAŻNIK: - A jak nie siedzisz?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Teraz na nim nie siedzę, to nawet taki nie jest. (pokazuje jaki mały on teraz nawet nie jest)

STRAŻNIK: - A jak wyglądał?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Galopująca tępota, a takim ryjem!!! Z takim... (z zainteresowaniem zaczyna się wpatrywać w twarz strażnika)

STRAŻNIK: - Czemu mi się tak przyglądasz?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Hm... Umiesz galopować?

STRAŻNIK: (postanawia odwrócić uwagę rozmówcy od siebie) - ...Pomogę ci szukać. I poproszę królewnę.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - NIE! Poradzę sobie bez niej.

STRAŻNIK: - I tak jej powiem, żeby tu przyszła. (odchodzi pośpiesznie)

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Koniowi to powiedz! Mam z nim do pogadania. (siada zrezygnowany na ławce)

KRÓLEWNA: (pojawia się i przechadza się prowokacyjnie)GIERMEK ZA KSIĘCIA: (raczej obojętny)

KRÓLEWNA: (przechadza się głośno przytupując. Następnie prowokacyjnie upuszcza chusteczkę) - Chusteczka mi upadła.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (spogląda na chusteczkę, na królewnę i obojętnie potwierdza) - No.

KRÓLEWNA: (z wyrzutem) - Nie można powiedzieć, że jesteś dżentelmenem.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (niezwykle łaskawy) - Czemu nie? Można. Niech królewna mówi.

KRÓLEWNA: (nie może znieść obojętności) - Ach książę! Czemu ty jesteś taki? Przecież ja ciebie kocham! Chcę mieć z tobą dzieci!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (wykazuje pewne zainteresowanie) - Taaak? Na te dzieci to ja bym może ewentualnie reflektował...

KRÓLEWNA: - To pięknie! Nasze dzieci będą miały moją urodę i twoją inteligencję.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (ściągając już zbroję) - Czemu nie. Jak będą mądre to nie muszą być ładne!

COŚ: (nadchodzi)

KRÓLEWNA: - Och, ktoś idzie. Schowaj się, to ojciec!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (chowa się zapomniawszy zabrać zbroję)

KRÓL-OJCIEC: - Nie było tu sekretarza?

KRÓLEWNA: - Nie e.

KRÓL-OJCIEC: - Jakby się pojawił to... (zauważa zbroję) AAAA! Co tu robi ta zbroja?!

KRÓLEWNA: (kręci) - Nie uwierzysz... ona tu leży..!

KRÓL-OJCIEC: - A gdzie to, co było w tej zbroi?!

KRÓLEWNA: - Też leż... w tej zbroi niczego nie było. Sama przyszła.

KRÓL-OJCIEC: (groźnie) - Nie wierzę! Znajdę zawartość tej puszki!

KRÓLEWNA: - Oj tato, co będziesz szukał, kiedy pusta była.

KRÓL-OJCIEC: (szuka) - Znajdę!!! Poszukam tu i tu i tu i... HAAAA!!! (znajduje giermka i wyciąga go za ucho) - Co to jest?!

KRÓLEWNA: - Ucho.

KRÓL-OJCIEC: - A co jest przyczepione do tego ucha?!

KRÓLEWNA: - A faktycznie, coś przy tym uchu jest...

KRÓL-OJCIEC: (lamentuje) - Oj, oj, że też ja dożyłem takiej chwili!

KRÓLEWNA: - Sam sobie winny! Jakbyś pił i palił tobyś nie dożył.

KRÓL-OJCIEC: - Milcz paskudna!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (potwierdza skwapliwie) - Tak tak, paskudna!

KRÓL-OJCIEC: - Za karę zamknę cię w wieży. (zabiera królewnę do wieży)

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - I pozabieraj jej chusteczki do machania. No no, ta moja uroda zaczyna być niebezpieczna.

(zaczyna sam w to wierzyć i śpiewa)

 

TAKI JESTEM ŁADNY

 

Już taki jestem ładny

Jak chłopak inny żadny

Dodatkowo prócz urody

Ja jestem jeszcze młody

Lat mam ciągle mało

To z dzieciństwa mi zostało.

Niejedna z miłości do mnie

Nie je i chudnie ogromnie

Psując sobie pokarmowe przewody

Z powodu mej urody

Psując sobie pokarmowe

przewody z powodu mej

Hej!

Mam uśmiech zabójczy niesłychanie

Na którą spojrzę to nie wstanie

Dziewczynami o ziemię ciska

Gdy zębami błyskam z bliska

Choć widać tylko połowę

Bo mam jeszcze trzonowe

Każdą sztukę z nóg zwalę

Tak wyglądam wspaniale!

Kiedy spojrzę oczyma

To żadna nie wytrzyma

Nie wiem skąd ja mam te oczy

Co mogą zauroczyć

Że czasem jak tylko spojrzę...

A czasem nic nie widzę.

E

Ja każdą wprawię w drżenie

A dłonie mam jak płomienie

Niech ktoś mi powie bo nie wiem sam

Co ja w tych dłoniach mam

Od stóp aż do góry

Nikt nie ma takiej figury

Ciągle mnie wszyscy mylą

Z Herkulesem z Milo.

Teraz będę się streszczał

Bo to zwrotka najważniejsza

Mógłbym być jeszcze ładniejszym

Chłopcem

Ale po co?

 

STRAŻNIK: (wygłasza kolejną sentencję) - Uroda jest w życiu potrzebna. Nikt nie lubi brzydkich i brzydcy nie lubią nikogo. (patrzy znacząco na Wybranego spośród widzów) A jednak nie wszyscy są ładni. Co więc robić? - ja się pytam. Makijaż! - odpowiadam też ja. Należy twarz pomalować i przechowywać w suchym i przewiewnym miejscu. Używać tylko w razie potrzeby.

 

 

RANDKI

 

SEKRETARZ DWORSKI: - Marysia zachowuje się tak jakby mnie nie kochała. Ale nie tracę nadziei. Poczekam tu na Marysię. O, już idzie. Poznaję ją po chodzie. Marysia pochodzi z biednej rodziny. Schowam się. Hop za ławkę. (przezwyciężając lumbago skacze za ławkę)

MARYSIA: (przychodzi zmienić słońce na księżyc z powodu wieczoru) - Ach jaka jestem poruszona. To pierwsza randka w moim życiu.

SEKRETARZ DWORSKI: (rozpacza za ławką) - Randka?!... Czy ja dobrze słyszę?

MARYSIA: (rozpatruje przed ławką) - Pierwsza?... Czy ja dobrze mówię?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (zjawia się za parawanem prasy codziennej i ciemności) - Hm... Dobry wieczór...

MARYSIA: - Dobry wieczór. To ty?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Nie, to nie ja.

MARYSIA: - O!

SEKRETARZ DWORSKI: - O!

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Muszę ci coś wyznać. Nie jestem tym za kogo się podaję. Jestem księciem przebranym za giermka. A ty?

MARYSIA: - Co ja?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Czy jesteś królewną przebraną za Marysię?

MARYSIA: - Nie.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (zaniepokojony) - A kim?

MARYSIA: - Marysią.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (lekko rozczarowany) - Zastanów się jeszcze. Może jednak królewną?

MARYSIA: - Jestem Marysią z dziada pradziada. Mój ojciec był Marysią, mój dziadek był Marysią.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (mimo wszystko odważnie) - I tak cię kocham. Postanowiłem cię zabrać jutro do mojego księstwa. Tam będziemy żyli długo i szczęśliwie.

MARYSIA: - Dopiero jutro? Ja już dziś chciałabym żyć długo i szczęśliwie.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Cierpliwości. Dziś będzie szczęśliwie. Jutro będzie długo. Tymczasem biegnij się pakować.

MARYSIA: - Już. Kocham cię. (biegnie po swój węzełek)

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - I ja cię kocham. (biegnie po kufry)

SEKRETARZ DWORSKI: - I JA! (wynurza się zza ławki) - O jakże się zawiodłem. Wszystkie kobiety są jednakowe. A najbardziej jednakowa jest Marysia! Nie zasługuje na moją miłość. Od dziś będę ją traktował jak powietrze. Przepuszczę ją przez sprężarkę. A tego tfu-księcia zakapuję. Lecz znów ktoś idzie... Hop za ławkę.

 

KRÓLEWNA: (nadchodzi rozmawiając ze strażnikiem) - Czy zaniosłeś liścik do księcia?

STRAŻNIK: - Tak.

KRÓLEWNA: - I co powiedział?

STRAŻNIK: - Że ładny atrament.

KRÓLEWNA: - A o mnie cóż mówił?

STRAŻNIK: - Że do twarzy ci w wieży.

KRÓLEWNA: - Masz odpowiedź?

STRAŻNIK: - Mam. Ale pusta. Powiedział, że nie potrafi wyrazić tego co czuje.

KRÓLEWNA: - A przyjdzie?

STRAŻNIK: (zniecierpliwiony) - A przyjdzie, a psik, a pódziesz, aufwiedersehen! (odchodzi w noc, by przemyśleć wiele spraw)

 

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (stawia się na spotkanie) - Królewno...

KRÓLEWNA: - Czy to mój piękny książę?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Piękny, piękny, ale nie twój!

KRÓLEWNA: - Lubię cię. Jesteś taki męski.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - No... ty też jesteś... eee... męska.

KRÓLEWNA: - Tak mi smutno, bo ojciec nie zgadza się na nasz ślub. Jak nas znalazł razem to strasznie się zdenerwował. Klął, tupał, czerwienił się i pluł na podłogę.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Nie przejmuj się. Na pewno potrafi jeszcze więcej, a mimo to powstrzymał się.

KRÓLEWNA: - Ale na ślub nigdy nie pozwoli.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - I za to go lubię.

KRÓLEWNA: - Najdroższy, czy znasz opowieść o Romeu, Romei... Romerze i Julii? Umrzyjmy jak oni. Może na tamtym świecie będziemy razem.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (preferując inne przyjemności) - Eeee, ja wolę tu - w świecie NAMACALNYM.

KRÓLEWNA: (kusi) - Mam ze sobą truciznę. Wystarczy jedna tabletka.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (trochę się wykręca) - A nie, nie. Ja niegłodny jestem.

KRÓLEWNA: - To może gaz. Otrujmy się gazem. Niech nas połączy kuchenka gazowa.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (bardziej się wykręca) - Wykluczone! Po gazie mi się odbija.

KRÓLEWNA: - Mam jeszcze sztylet!...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Wiesz, ja muszę już iść.

KRÓLEWNA: - Zostań!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (zaczyna grać i to kiepsko) - Proszę o chwilę ciszy. Ach, co to, co to? Słyszę głos mojego wierzchowca który mi zaginął. Muszę go złapać!

KRÓLEWNA: (też zaczyna grać, i też kiepsko) - Zostań. Jeszcze ranek nie tak blisko... Słowik to nie wierzchowiec...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Wierzchowiec!!! Słowiki tak nie rżą! (znika zadowolony, że znalazł pretekst)

 

KRÓLEWNA: - O ja biedna, porzucona. Ja sobie chyba coś zrobię!

SEKRETARZ DWORSKI: (wynurza się zza ławki) - Czy to będzie coś do jedzenia?

KRÓLEWNA: - Ach, sekretarz! Co tam robisz?

SEKRETARZ DWORSKI: - Cierpię!

KRÓLEWNA: - To tak samo jak ja...

SEKRETARZ DWORSKI: - Też jesteś głodna?

KRÓLEWNA: - Jestem nieszczęśliwie zakochana i nie mam z kim umierać.

SEKRETARZ DWORSKI: - Oooo, ja też jestem nieszczęśliwie zakochany.

KRÓLEWNA: - A kogo tak kochasz? Bo jeżeli mnie...

SEKRETARZ DWORSKI: - NIE!!! Ja jestem zakochany nieszczęśliwie, ale NIE AŻ TAK!

KRÓLEWNA: - O biedna ja biedna. (śpiewa, a wtórują jej strażnik i sekretarz)

 

TAKA JESTEM SAMA

 

Taka jestem sama

Bo mnie nikt nie kocha

I to jest mój dramat

- I komedia trochę!

 

Serce moje tęskni

Dusza moja łaknie

Gdzie tu się nasycić?

- Wszędzie żarcia braknie.

 

Ten kto do ołtarza

Kiedyś mnie powiedzie

Pozna co to szczęście

- Kiedy się rozwiedzie.

 

Choć to bardzo smutne

Powiem wam w sekrecie

Nikt nie chce mej ręki

- Poczuć na swym grzbiecie!

 

Ja nie żądam wiele

Wieśniak też być może

Byle zdrów na ciele

- A z umysłem gorzej.

 

Była bym mu wierna

Była bym mu rada

Była bym mu słonkiem

- LEPIEJ NIECH JUŻ PADA!

 

 (idą wszyscy spać)

 

 

DEMASKACJA

 

KRÓL-OJCIEC: (wstał z łóżka lewą nogą) - Ale brzydki dzień mamy dziś. Słońca nie ma, ponuro jest. (zauważa księżyc) Zaraz, zaraz, to jest co? Księżyc?! MARYSIAAA!!! Już dzień a tu się jeszcze jakieś księżyce walają!!! Maaarysiaaaa!!!! Gdzie ta służba się podziewa? Już ja jej pokażę - 15 dni ZOMZ. Co za bałagan...

SEKRETARZ DWORSKI: (nadchodzi i podlizuje się królowi) - Dzień dobry.

KRÓL-OJCIEC: - Niedobry!

SEKRETARZ DWORSKI: - No to będzie jeszcze gorszy. Przygotuj się na okropne wiadomości.

KRÓLEWNA: (nadchodzi i podlizuje się królowi) - Dzień dobry tato. Zrobiłam ci śniadanie.

KRÓL-OJCIEC: - Śniadanie... (do sekretarza) Dobrze żeś mnie uprzedził.

SEKRETARZ DWORSKI: - Nie to miałem na myśli. Otóż dowiedz się, że mamy coś paskudnego w naszym królestwie.

KRÓL-OJCIEC: - Wiem, smoka.

SEKRETARZ DWORSKI: - To coś paskudniejszego.

KRÓL-OJCIEC: (unikając wzroku córki) - Sekretarzu, daj spokój!!!

SEKRETARZ DWORSKI: - Nie o królewnie mowa. Chodzi o oszustwo. Zrobiłem taki Mały Skotlandjardzik i co się okazało: książę to nie książę, tylko giermek przebrany za księcia, a księciu się przebrał za giermka, więc giermek to nie giermek, bo giermek to książę. Czy zrozumiałeś mnie dobrze?

KRÓL-OJCIEC: (kłamie) - Zrozumiałem. Ale jedno jest dla mnie niejasne. Kto tu nie posprzątał?

SEKRETARZ DWORSKI: (wie wszystko) - Marysia.

KRÓL-OJCIEC: - A więc ją ukarzę.

SEKRETARZ DWORSKI: - Ty lepiej ukarz oszustów którzy robią cię podle w konia.

KRÓL-OJCIEC: (całkiem skołowany) - W konia mnie robią?!

SEKRETARZ DWORSKI: - Tak! Już kowal się o ciebie pytał.

KRÓL-OJCIEC: - O, to będę bardzo srogi! (jest srogi) Dawać mi tu tych psubratów. Już ja z nim zatańczę!!!

SEKRETARZ DWORSKI: - Czy orkiestra ma grać?

KRÓL-OJCIEC: (okropnie srogo) - Nie! Będę tańczył a capella!

 

STRAŻNIK: (wprowadza tych psubratów)

KRÓL-OJCIEC: - HA, HULTAJE!

KRÓLEWNA: - HA, HULTAJE!

SEKRETARZ DWORSKI: - PRZEBIERAŃCY!

KRÓLEWNA: - PRZEBIERAŃCY!

KRÓL-OJCIEC: - DROGO MI ZA TO ZAPŁACICIE!

KRÓLEWNA: - DWA TYSIĄCE!

KRÓL-OJCIEC: (do córki) - Siedź cicho i nie wtrącaj się do interesów. (do hultajów) Dlaczego się przebraliście i robicie mnie w konia?!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - To jest pomówienie! Naprawdę! Myśmy się od pół roku nie przebierali!

SEKRETARZ DWORSKI: - KŁAMIE!

KRÓL-OJCIEC: - Kłamiesz!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - A skąd!

SEKRETARZ DWORSKI: - Królu, zróbmy tak: jeśli to on jest księciem, niech uderzy giermka w twarz!

KRÓL-OJCIEC: - No, bij!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (dzielnie uderza księcia)

KRÓL-OJCIEC: (do Sekretarza) - Uderzył...

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (wykorzystując moment nieuwagi oddaje giermkowi podwójnie)

SEKRETARZ DWORSKI: (słyszący klaśnięcia dłoni o twarz) - Co to było? Co to było?!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (niepewnie) - Echo...

SEKRETARZ DWORSKI: - Echo? Sprawdzimy. ECHO... ECHO...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (ukradkiem odpowiada) - CO....?

SEKRETARZ DWORSKI: - SŁYSZYSZ MNIE...?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - NIEEEE

SEKRETARZ DWORSKI: - A skąd wiesz co mówię!!!!!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (ratuje echo przed kompromitacją) - CO MÓWISZ...?

KRÓL-OJCIEC: - Jeden : zero dla echa!

SEKRETARZ DWORSKI: - Wezwijmy świadka. Niech tu przyjdzie świadek Marysia!

MARYSIA: (przychodzi w charakterze świadka) - Kto mnie wołał, czego chciał?

KRÓL-OJCIEC: - Niech Marysia powie nam prostym słowem, który z tych dwóch to prawdziwy książę.

MARYSIA: (reaguje na dyskretne sygnały księcia i wskazuje giermka) - Ten.

SEKRETARZ DWORSKI: - Marysiu, powiedz prawdę, a włos ci z głowy nie spadnie.

MARYSIA: (wyrywa sobie włos z głowy i wręcza sekretarzowi) - Masz, a prawdy nie powiem!

SEKRETARZ DWORSKI: - To spisek! Marysia należy do spisku!

KRÓL-OJCIEC: - Coś takiego... Spisek?... Marysia będzie ukarana! Marysia zostanie oddana smokowi za żonę.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Nie! Nie!

KRÓL-OJCIEC: - Tak! Tak! Odprowadzić skazaną!

SEKRETARZ DWORSKI: (wykorzystuje okazję) - Ja, ja odprowadzę. (odprowadza)

KRÓL-OJCIEC: - A wy tu czekajcie, aż się namyślę jaki wyrok na was będzie. Zrozumiano!?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Noo.

KRÓL-OJCIEC: - Mówi się: Noo, Najjaśniejszy Panie!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Noo, Najjaśniejszy Panie.

KRÓL-OJCIEC: - No. (oddala się dostojnie)

 

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Mój wierny sługo, może jeszcze uratujemy Marysię. Musimy się przyznać.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Nie nie, lepiej nie! Trzeba się upierać.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - No to ja sam się przyznam. Oddaj mi moją zbroję!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Nieee... Sam mnie do niej wpędziłeś. Ja się z tej zbroi wydłubać nie dam!!! Ja mam tu swój mały intymny świat.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - I tak nas przycisną. Zobaczysz, będą nas bili do nieprzyjemności! Aż w końcu wszystko wyśpiewamy.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Nie pójdzie im łatwo. Ja mam kiepski głos.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (idzie na całość) - Skoro taka jest twoja postawa, to ja się zabiję z żalu za utraconą Marysią.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - To ja wychodzę. Nie mogę patrzeć na krew, zwłaszcza błękitną Kiedy będziesz nieżywy, to mnie zawołaj.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Stój! (wyjmuje zapalniczkę) Otruję się gazem. Przytrzymaj zapalniczkę! Otwórz gaz!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (wygłasza formułki okazjonalne) - Spoczywaj w pokoju, niech ci ziemia lekką będzie...

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - JESZCZE NIE UMARŁEM...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (odczekawszy chwilę) - Już?

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Już. Zbadaj puls i zadbaj o pochówek.

 

 

ŚLUBY, ŚLUBY...

 

STRAŻNIK: (przychodzi przed królem i królewną) - Proszę wstać, król idzie!

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (leży)

STRAŻNIK: (bardzo zdegustowany) - Ejże, co to ma znaczyć! Książę! KRÓL WSZEDŁ!!! A ty się nie zrywasz!?... Na koń nie siadasz?!... Za szablę nie chw... Przepraszam, zagalopowałem się. WSTAWAJ!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Nie krzycz na niego! To nieboszczyk.

STRAŻNIK: - Boszczyk czy nieboszczyk, nikomu nie wolno leżeć w przytomności króla.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Będzie leżał! Umarł i takie jego prawo.

KRÓL-OJCIEC: (wyraźnie zmartwiony) - Ajaj, umarł? To szkoda, bo ja taki mądry wyrok wymyśliłem.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (wygłasza płomienną przemowę) - Zabił się z żalu za utraconą Marysią. Przez złego króla! W denacie straciliśmy wybitnego rycerza, dzielnego kawalera i wiele szczęścia w życiu osobistym i pracy zawodowej. Gdyby nie podłość króla, żyłby jeszcze długo i doczekał wnuków oraz sklerozy. Nie wstyd ci, ty monarcho!!!???

KRÓL-OJCIEC: (jakby zmiękł) - Czuję wyrzuty sumienia. O jakże okrutny byłem... (przerywa)

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - I podły...

KRÓL-OJCIEC: - I podły! Doprowadziłem do nieszczęścia dwojga ludzi i teraz żałuję. Strażniku, leć do smoka! Może da się uratować choć trochę Marysi. A ja tu zapłaczę nad tym kawalerem.

KRÓLEWNA: (reaguje automatycznie na słowo "kawaler") - Oooo... kawaler!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (nieco łagodniejszy) - Królu! Miałem kiedyś książkę, w której był sposób jak ożywić księcia. Opowiem ci go, jak obiecasz, że nam nic złego nie zrobisz.

KRÓL-OJCIEC: - Powiedz, a obiecam.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Według tej książki królewna całuje leżącego księcia. Ta ręka do góry, a druga tak. (wyraźnie określa postawę przy pocałunku)

KRÓL-OJCIEC: - I to pomoże?

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Jasne! Na następnym obrazku książę już stał.

KRÓL-OJCIEC: - Czy zechcesz córko to zrobić?

KRÓLEWNA: - Zechcę!!! Ładnie mu w tym umarciu.

KRÓL-OJCIEC: - To stań jak mówił ten młodzieniec i całuj do skutku.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (ożywa cudownie) - NIE! NIE! JUŻ ŻYJĘ! O! ŻYJĘ!!! (pokazuje jak bardzo żyje, wykonując salta, podskoki itp.)

KRÓL-OJCIEC: - To niesamowite! A ja nie wierzył w tą metodę.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Ja też!

KRÓL-OJCIEC: - Cieszmy się z tego zakończenia.

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Tak tak!

STRAŻNIK: (wraca od smoka) - Nieszczęście! Królu... Szanowni zebrani... Szanowne zebrane... Z przykrością muszę zawiadomić, że Marysi, która została oddana smokowi za żonę, już nie zobaczymy. Małżeństwo zostało skonsumowane.

Atmosfera: (staje się ciężka)

KRÓL-OJCIEC: - O jakie to straszne!

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Tak dobrze się zapowiadał koniec. Ja z Marysią for ever. I ślub! Prezenty! Duuuużo prezentów! No a teraz nie mam się z kim żenić!

KRÓLEWNA: (zawsze gotowa) - ZE MNĄ!!! ZE MNĄ!!!

(wszyscy nagle patrzą łakomie na księcia)

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (po chwili ciężkiej ciszy, zaczyna się interesować przyrodą) - O motylek! Motylek!

KRÓL-OJCIEC: (zaczyna) - Zięciu...

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (rozpaczliwie) - Nieee...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (nieco złośliwie) - Odwagi! Nie możesz zawieść taty! I teścia!

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: (zaczyna ulegać) - Muszę?...

STRAŻNIK: - Sztuka się kończy. Ślub musi być!

KSIĄŻĘ ZA GIERMKA: - Poddaję się.

KRÓL-OJCIEC: - A więc drogie moje dzieci i wszyscy zgromadzeni. To piękna chwila. Proszę się ustawić - służba zrobi zdjęcie.

STRAŻNIK: (wyjmuje aparat fotograficzny) - Proszę wszystkich o uśmiech! Proszę się uśmiechać!

MARYSIA: (pojawia się nagle) - Stać! Nie uśmiechać się! Niech nikt się nie uśmiecha!!!

KRÓL-OJCIEC: - Marysia?!

MARYSIA: - Tak! To ja. Żywa i zdrowa. (prezentuje wyniki badań lekarskich i Rentgena) Zostaliście podle oszukani. Sekretarz uwięził mnie w wieży zamiast oddać smokowi. Ale uciekłam i proszę mnie wydać za księcia! KRÓLEWNA DO MUZEUM!

KRÓLEWNA: (wczepiona w księcia) - Nie dam!

KRÓL-OJCIEC: - Ustąp córko, Marysia była pierwsza.

KRÓLEWNA: (bardzo niechętnie ustępując) - Ja znowu sobie coś zrobię!

KRÓL-OJCIEC: - Nie, bo ciebie też wydam za mąż.

KRÓLEWNA: - Za kogo?

KRÓL-OJCIEC: (znacząco patrzy na giermka) - Hm...

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (głosem słabym, zapowiadającym omdlenie) - Nie...

KRÓL-OJCIEC: (rozpoczyna dłuższą przemowę) - Dzielny młodzieńcze!

GIERMEK ZA KSIĘCIA: (w desperacji) - NIE JESTEM DZIELNY!!! Jestem niedzielny!

KRÓL-OJCIEC: - Stul dziób! Za to, że uratowałeś pana swego od śmierci, a mnie od wyrzutów sumienia, daję ci moją córkę za żonę.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Co ty, Królu Złoty!

KRÓLEWNA: (natychmiast wiesza się na narzeczonym) - O jakże się cieszę, że się pobierzemy. I mój tata się cieszy.

GIERMEK ZA KSIĘCIA: - Razem to już dwie osoby.

KRÓL-OJCIEC: - No i w ten sposób mamy dwa śluby na koniec.

SEKRETARZ DWORSKI: (ledwo zdąża na koniec sztuki) - KRÓLU! A JA?!?

KRÓL-OJCIEC: (nie bez satysfakcji) - A ty zostaniesz starą panną!

 

Wszyscy: (śpiewają piosenkę na głosy)

 

MIŁOŚĆ NA WIOSNĘ

 

         VIDEO - PIOSENKA Z POKAZU NA "MULATCE"             

Wiosna jest porą miłości

Bo nadaje się do tego

Są słowiki i skowronki

I bociany w razie czego!

 

Wielka miłość może także

Przyjść do ciebie w noc majową

Więc czym prędzej do drzwi podejdź

Trzeba zabarykadować

 

Miłość żadnych nie zna granic

I stąd wraca taki temat

Że każdemu wolno kochać...

Ale obowiązku nie ma!

 

Ledwo tylko księżyc wzejdzie

Już amorków grono liczne

Przyczajone cicho siedzi

Na drutach telegraficznych

 

Kiedy kwiaty kwitną wkoło

Kiedy wszystko wkrąg ożyło

To tak chciało by się kogoś

Gdyby kurde, nie ta miłość!

 

Miłość żadnych nie zna granic

I stąd wraca taki temat

Że każdemu wolno kochać...

Ale obowiązku nie ma!

 

Autor: Władysław Sikora

                


      kabaret ADI
      kabaret Potem
      A'YoY
      gęba
      bok